Pracownicy którzy stali się jednoosobowymi firmami

0
2
Pracownicy którzy stali się jednoosobowymi firmami

Gdy GUS publikuje kolejne rejestry, widać w nich wyraźny trend, który od lat zmienia krajobraz polskiego rynku pracy. Według danych o podmiotach gospodarki narodowej w Polsce działa już blisko 2,9 miliona aktywnych przedsiębiorstw, z czego aż 95,9 proc. to mikroprzedsiębiorstwa zatrudniające do 9 osób. Za tymi suchymi cyframikryje się prosta zmiana: miliony ludzi, którzy kiedyś codziennie rano odbijali kartę w biurze lub zakładzie, dzisiaj rano włączają komputer we własnym mieszkaniu i wystawiają swojemu dawnemu szefowi fakturę.

Przekształcanie się pracowników w jednoosobowe firmy przestało być domeną wyłącznie programistów czy grafików freelancerów. Dziś to masowe zjawisko obejmujące księgowych, specjalistów od marketingu, inżynierów, a nawet pracowników niższego szczebla, od których korporacje wymagają założenia własnej działalności jako warunku koniecznego do podjęcia współpracy.

Od etatu do własnego NIP-u

Statystyki CEIDG pokazują ogromną skalę tego ruchu. Do rejestru wciąż trafiają setki tysięcy wniosków rocznie – tylko w 2025 roku przedsiębiorcy założyli 288,8 tysiąca nowych jednoosobowych działalności gospodarczych. Oczywiście rynek działa w obie strony, bo w tym samym czasie zamknięto blisko 197 tysięcy firm, a setki tysięcy innych zawieszono, co pokazuje, że ta wolność bywa też bezwzględna. Kiedy przychodzą gorsze czasy, jednoosobowa firma nie ma poduszki finansowej w postaci kodeksu pracy.

Skąd ten pęd do samozatrudnienia? Z perspektywy pracownika odpowiedź zazwyczaj jest prosta i sprowadza się do prostego rachunku matematycznego. Przy tradycyjnej umowie o pracę klin podatkowy w Polsce potrafi skutecznie zniechęcić. Przechodząc na model B2B, przy odpowiednich formach opodatkowania takich jak ryczałt czy podatek liniowy, kwota zostająca w portfelu na koniec miesiąca bywa znacznie wyższa. Pracownik widzi na koncie kwotę, która na etacie wymagałaby awansu o dwa stopnie wyżej.

Wygoda czy ukryty przymus?

Sprawa ma jednak drugie, znacznie mniej optymistyczne oblicze. Często za decyzją o zostaniu jednoosobową firmą nie stoi wizja wielkiego przedsiębiorczości, a zwykła presja pracodawców. Dla firmy zatrudniającej unikanie kosztów stałych, składek ZUS po stronie pracodawcy, rezerwa urlopowa czy ochrona przed zwolnieniem to gigantyczne oszczędności.

Fiskus i inspekcja pracy od dawna przyglądają się temu zjawisku, tropiąc tak zwane pozorne samozatrudnienie. Przepisy są jasne: jeśli ktoś wystawia fakturę jednej firmie, pracuje w jej biurze, w ściśle wyznaczonych godzinach i wykonuje polecenia przełożonego, to w świetle prawa nadal jest zwykłym pracownikiem – tyle że pozbawionym płatnego urlopu i zwolnienia chorobowego. Mimo ryzyka kontroli, tysiące osób codziennie wybierają ten układ, bo wolą mieć większą bieżącą gotówkę niż obietnice korporacyjne.

Samotny wilk na rynku

Bycie jednoosobową firmą zmienia też psychologię pracy. Znikają biurkowe plotki, narady o niczym i korporacyjny small talk. Zastępuje je bezwzględna waluta – dowieziony projekt albo brak przelewu. Kiedy chorujesz, nie zarabiasz. Kiedy masz gorszy miesiąc, sam musisz martwić się o zatykanie dziur w budżecie. Zamiast stabilnego etatu zyskujesz pełną odpowiedzialność za każdy dzień.

Tradycyjny model kariery, w którym człowiek przez trzydzieści lat przychodzi do tego samego zakładu, odchodzi w przeszłość. Dziś pracownik staje się dostawcą usług, a pracodawca klientem. To elastyczność, która daje wolność, ale wymaga też ciągłej gotowości do zmiany i radzenia sobie z ryzykiem, którego na etacie nikt nawet nie zauważał.

Zostaw odpowiedź