Coraz więcej dorosłych wraca do rodzinnego domu

0
2
Coraz więcej dorosłych wraca do rodzinnego domu

Kiedy w 2003 roku europejskie urzędy statystyczne zaczęły na poważnie zaglądać w portfele i dowody osobiste młodych Europejczyków, nikt w Polsce nie spodziewał się, że utknie w tym miejscu na tak długo. Dziś dane Eurostatu i krajowych instytucji nie pozostawiają złudzeń. Ponad połowa Polaków w wieku od 25 do 34 lat wciąż dzieli adres z rodzicami, a do tego grona regularnie dołączają ci, którzy zdążyli już na chwilę wyprowadzić się w świat, ale pod wpływem realiów gospodarczych musieli spakować walizki i wrócić pod rodzinny dach.

W debatach publicznych utarło się nazywać ich gniazdownikami, choć w potocznym języku coraz częściej słyszy się o pokoleniu bumerangów. To ci dorosli, którzy mają za sobą dyplomy uczelni wyższych, stałą pracę, a nierzadko również wieloletnie doświadczenie zawodowe. Mimo to klucz do własnego mieszkania pozostaje dla nich poza zasięgiem. Z danych GUS oraz raportów rynkowych wynika jasno, że problem nie dotyczy jednostek, lecz masowego zjawiska społecznego, które mocno zmieniło architekturę polskich rodzin.

Dlaczego dorośli wracają do domu? Twarde dane o kosztach

Głównym paliwem tego trendu są pieniądze, a dokładniej przepaść między zarobkami młodych a realiami na rynku nieruchomości. Z analiz ekspertów rynku mieszkaniowego wynika, że koszty zakupu metra kwadratowego oraz stawki najmu rosły w ostatnich latach znacznie szybciej niż mediana wynagrodzeń w wejściowych segmentach kariery. Kiedy po opłaceniu rachunków i składek na koncie zostaje kwota, która nie wystarcza nawet na kawalerkę na obrzeżach dużego miasta, decyzja o powrocie do rodziców staje się czystą matematyką, a nie porażką życiową.

Ciekawe wnioski przynosi też badanie „Polacy na swoim dzisiaj i w przyszłości” przygotowane przez ING Insights. Pokazuje ono wyraźne podział pokoleniowy. O ile starsi milenialsi traktują mieszkanie z rodzicami głównie jako przymusową strategię oszczędnościową i narzekają na brak prywatności, o tyle przedstawiciele pokolenia Z podchodzą do tematu bardziej pragmatycznie. Aż 54 procent najmłodszych dorosłych w wieku 18 do 29 lat wciąż mieszka z rodzicami, wskazując, że obok kwestii finansowych doceniają oni po prostu święty spokój w relacjach oraz łatwiejszy podział codziennych obowiązków.

Polska na tle Europy: blisko Południa, daleko od Północy

Warto spojrzeć na to, jak wypadamy na tle innych państw Unii Europejskiej. Podczas gdy w krajach skandynawskich młodzi ludzie opuszczają rodzinne gniazdo tuż po przekroczeniu progu dwudziestu lat – w Finlandii średni wiek to około 21 lat, a w Szwecji niespełna 22 – Polacy idą w zupełnie innym rytmie. Średni wiek wyprowadzki w naszym kraju oscyluje wokół 27-28 lat, co stawia nas w europejskim ogonie razem z Włochami, Grecją czy Słowacją.

Kraj / Region Średni wiek wyprowadzki z domu Odsetek gniazdowników (25-34 lata)
Szwecja / Finlandia ok. 21-22 lata poniżej 15%
Średnia Unia Europejska ok. 26 lat ok. 30%
Polska ok. 27-28 lat ponad 50%
Grecja / Chorwacja powyżej 30 lat ponad 50-60%

Te liczby pokazują, że polski model społeczny w kwestii usamodzielniania się niebezpiecznie zbliża się do wzorców z Europy Południowej. Tam tradycja wielopokoleniowego mieszkania była obecna od zawsze, jednak w Polsce zderza się ona z nagłą potrzebą niezależności, co rodzi sporo wewnętrznych napięć.

Emocjonalna strona bumerangu

Powrót do rodzinnego domu po kilku latach samodzielności albo pozostanie w nim po trzydziestce rzadko bywa sielanką. Psychologowie zwracają uwagę na zderzenie dwóch różnych stylów życia. Rodzice widzą w dorosłym dziecku kogoś, o kogo trzeba dbać, z kolei powracający dorosły oczekuje partnerskiego traktowania i pełnej autonomii. Granica między troską a kontrolą potrafi błyskawicznie zamienić domową codzienność w pole minowe.

Z drugiej strony, w czasach ekonomicznej niepewności dom rodzinny staje się najważniejszą poduszką bezpieczeństwa. Daje czas na złapanie oddech, zmianę branży czy odłożenie kapitału na wkład własny do kredytu, o ile inflacja i stopy procentowe pozwolą na jakikolwiek długoterminowy plan. Wygląda na to, że pokolenie bumerangów z nami zostanie, a tradycyjne pojęcie dorosłości będzie musiało na nowo dopasować się do twardych realiów polskiego rynku.

Zostaw odpowiedź