Miasta Europy które ograniczają liczbę turystów

0
2
Miasta Europy które ograniczają liczbę turystów

Turystyka, jaką znaliśmy przez ostatnie dwie dekady, właśnie przechodzi do historii. Era „open doors”, w której każde miasto walczyło o jak największą liczbę odwiedzających, ustępuje miejsca strategii przetrwania. Europejskie metropolie, zmęczone hałasem, rosnącymi cenami najmu i tłumami blokującymi chodniki, mówią „dość”. To już nie są tylko uprzejme prośby o zachowanie ciszy, ale twarde restrykcje, nowe podatki i limity wejść, które realnie zmieniają sposób, w jaki planujemy urlopy.

Wenecja: 5 euro za bilet do miasta

Wenecja od lat jest symbolem overtourismu, czyli nadmiernej turystyki. Miasto, które liczy obecnie mniej niż 50 tysięcy stałych mieszkańców w historycznym centrum, każdego roku przyjmuje około 20-30 milionów turystów. W 2024 roku władze zdecydowały się na bezprecedensowy krok: wprowadzenie opłaty za wstęp. W wybrane dni szczytu sezonu (łącznie 29 dni między kwietniem a lipcem) jednodniowi turyści musieli płacić 5 euro za możliwość wejścia do historycznej części miasta.

Choć kwota wydaje się symboliczna, pilotażowy program przyniósł miastu ponad 2,4 miliona euro przychodu. Co ważniejsze dla planujących wyjazd, burmistrz Luigi Brugnaro zapowiedział już, że w 2025 roku opłata może zostać podwojona do 10 euro dla tych, którzy nie dokonają rezerwacji z wyprzedzeniem. Wenecja przestała być darmowym muzeum pod gołym niebem – stała się biletowaną atrakcją, co ma zniechęcić osoby wpadające tylko na kilka godzin, by zrobić zdjęcie na Moście Rialto i nie zostawić w mieście ani centa poza śmieciami.

Barcelona: Koniec z Airbnb do 2028 roku

W stolicy Katalonii problemem nie są tylko tłumy na La Rambla, ale przede wszystkim brak mieszkań dla lokalsów. Burmistrz Jaume Collboni ogłosił w czerwcu 2024 roku radykalny plan: do listopada 2028 roku Barcelona cofnie licencje wszystkim 10 101 apartamentom wynajmowanym turystycznie przez platformy typu Airbnb. Cel jest prosty – te mieszkania mają wrócić na rynek długoterminowego najmu dla mieszkańców.

Barcelona regularnie podnosi też podatek turystyczny. Od 1 października 2024 roku miejska dopłata wzrosła do 4 euro za noc, co w połączeniu z podatkiem regionalnym sprawia, że turyści nocujący w luksusowych hotelach muszą doliczyć do rachunku nawet kilkanaście euro dziennie samej opłaty klimatycznej. Miasto wyraźnie komunikuje: wolimy mniej turystów, ale takich, którzy zostawią u nas więcej pieniędzy i nie będą uciążliwi dla sąsiadów.

Amsterdam: Kampania „Stay Away” i walka z wizerunkiem

Amsterdam od kilku lat konsekwentnie próbuje zerwać z łatką „imprezowej stolicy Europy”. Miasto wprowadziło zakaz palenia marihuany na ulicach Dzielnicy Czerwonych Latarni i ograniczyło godziny otwarcia barów oraz domów publicznych. Najciekawszym ruchem była jednak kampania cyfrowa „Stay Away”, skierowana głównie do młodych Brytyjczyków, którzy przyjeżdżali do miasta na wieczory kawalerskie. Algorytmy wyświetlały im ostrzeżenia o mandatach i aresztowaniach, gdy tylko wpisywali w wyszukiwarkę hasła typu „tani hotel Amsterdam” czy „pub crawl”.

W 2024 roku władze poszły o krok dalej. Amsterdam ogłosił, że nie będzie już budować nowych hoteli. Liczba noclegów hotelowych w skali roku została ograniczona do 20 milionów. Jeśli powstanie nowy hotel, musi on zastąpić inny, który został zamknięty. Dodatkowo miasto planuje przenieść terminal dla statków wycieczkowych poza ścisłe centrum, co ma ograniczyć liczbę pasażerów „zalewających” miasto w ciągu dnia – w 2023 roku było to około 2100 osób na jeden statek.

Grecja i limity na Akropolu

Ateny również poczuły ciężar własnej popularności. Od września 2023 roku na Akropolu obowiązuje limit 20 000 odwiedzających dziennie. Wcześniej, w szczytowe dni, przez wzgórze przewalało się nawet 23 tysiące osób, co zagrażało bezpieczeństwu antycznych zabytków. Wprowadzono system slotów godzinowych – bilet kupuje się na konkretną porę i jeśli się spóźnisz, możesz nie wejść.

Podobne kroki podejmuje Santorini. Wyspa, która stała się „ofiarą” Instagrama, planuje w 2025 roku wprowadzenie opłaty 20 euro dla pasażerów statków wycieczkowych schodzących na ląd. Premier Grecji Kyriakos Mitsotakis otwarcie przyznał, że niektóre regiony kraju cierpią z powodu nadmiaru turystów i konieczne jest „naciśnięcie hamulca”.

Majorka i protesty na plażach

Rok 2024 stał pod znakiem masowych protestów mieszkańców Balearów i Wysp Kanaryjskich. Pod hasłem „Canarias tiene un límite” (Kanary mają limit) tysiące ludzi wyszło na ulice, domagając się ograniczenia liczby turystów i ochrony zasobów wodnych. Na Majorce turyści spotkali się z blokadami wejść na popularne plaże (tzw. „calas”), gdzie lokalni aktywiści rozstawiali znaki ostrzegające przed meduzami czy spadającymi kamieniami – oczywiście napisy po angielsku były kłamstwem, a po katalońsku wyjaśniano, że to forma protestu.

Władze Majorki zapowiedziały ograniczenie liczby miejsc noclegowych o 18 tysięcy (poprzez likwidację nielegalnych najmów) oraz zakaz sprzedaży alkoholu w sklepach po godzinie 21:30 w kurortach takich jak Magaluf czy Playa de Palma. To koniec ery taniego, nieograniczonego picia na ulicach.

Dlaczego to się dzieje właśnie teraz?

To nie jest chwilowa moda na narzekanie. Dane są nieubłagane. Według Eurostatu, w 2023 roku liczba nocy spędzonych w obiektach turystycznych w UE osiągnęła rekordowe 2,9 miliarda, co stanowi wzrost o 6,1% w stosunku do 2022 roku. Turystyka wróciła po pandemii z podwójną siłą, ale infrastruktura miast nie jest z gumy.

Główne powody wprowadzania restrykcji to:

  • Kryzys mieszkaniowy: Najem krótkoterminowy winduje ceny czynszów, wypychając pielęgniarki, nauczycieli i policjantów na obrzeża miast.
  • Degradacja środowiska: Nadmierne zużycie wody (turysta zużywa średnio 3-4 razy więcej wody niż mieszkaniec) i problem z odpadami.
  • Utrata tożsamości: Centra miast zmieniają się w „Disneylandy” z identycznymi sklepami z pamiątkami i sieciówkami, tracąc swój unikalny charakter.

Dla nas, podróżników, oznacza to jedno: koniec z planowaniem „na ostatnią chwilę”. Chcesz zobaczyć Galerię Uffizi we Florencji, wejść na Akropol czy odwiedzić Wenecję w majówkę? Musisz rezerwować bilety z tygodniowym, a czasem miesięcznym wyprzedzeniem. Podróżowanie staje się droższe i bardziej sformalizowane, ale być może dzięki temu te miejsca przetrwają dla kolejnych pokoleń w stanie lepszym niż tylko jako tło do selfie w tłumie spoconych ramion.

Zostaw odpowiedź