Dorosłe rodzeństwo spotyka się coraz rzadziej. Wspólne dzieciństwo nie gwarantuje bliskiej relacji

Dzielenie pokoju, kłótnie o pilota do telewizora, wspólne sekrety i wyprawy na podwórko. Z takimi wspomnieniami kojarzy nam się zazwyczaj dzieciństwo spędzone z bratem lub siostrą. Wydaje się logiczne, że skoro ktoś znał nas od pieluch, to w dorosłym życiu będziemy nierozłączni. Rzeczywistość okazuje się jednak zupełnie inna, a dorosłe rodzeństwo spotyka się coraz rzadziej. Wspólne lata spędzone pod jednym dachem wcale nie dają gwarancji bliskiej więzi w przyszłości.
Dlaczego z wiekiem oddalamy się od sióstr i braci?
Każdy z nas w pewnym momencie idzie w swoją stronę. Pojawiają się studia w innym mieście, praca, kredyty na mieszkanie, własne rodziny i codzienna gonitwa. Nagle okazuje się, że znalezienie wolnego weekendu na wizytę u rodziców graniczy z cudem, a co dopiero na luźne spotkanie z rodzeństwem. Zamiast wspólnych popołudni zostają nam zdawkowe życzenia na urodziny wysyłane w wiadomości tekstowej.
Psychologowie zajmujący się dynamiką rodzinę wskazują, że relacje między rodzeństwem w dorosłości bywają bardzo różne. Badacze tacy jak Marc S. Gold dzielą je na kilka typów. Od pełnej bliskości, przez lojalność od święta, aż po całkowitą obojętność. Sporo osób ląduje gdzieś w środku. Utrzymujemy kontakt, bo wypada, widzimy się przy wigilijnym stole, ale na co dzień żyjemy w zupełnie innych światach.
Wspólna krew to za mało na głęboką relację
W dzieciństwie łączyło nas niemal wszystko, bo narzuciła to nam sytuacja życiowa. Mieszkaliśmy w tym samym domu, znosiliśmy tych samych rodziców i jedliśmy te same obiady. Kiedy jednak stajemy się dorosłymi, nasze drogi kręcą się wokół zupełnie innych wartości. Brat może stać się zagorzałym domatorem o tradycyjnych poglądach, a siostra podróżniczką żyjącą na walizkach. Brak wspólnych tematów sprawia, że rozmowy zaczynają się kleić, a spotkania stają się zwyczajnie męczące.
Czasami w grę wchodzą też dawne żale i nierozwiązane konflikty z piaskownicy czy nastoletnich lat. Rywalizacja o uwagę rodziców, która wydawała się błaha, potrafi ciągnąć się przez dekady. Jeśli nikt nie spróbował tego domknąć i przegadać, to w dorosłości łatwiej po prostu odpuścić i ograniczyć kontakty do minimum. Przecież nikt nas nie zmusza do trzymania z kimś tylko dlatego, że mamy tych samych rodziców.
Jak wygląda utrzymywanie kontaktu w praktyce?
Zamiast regularnych spotkań przy kawie, więź z bratem czy siostrą przyjmuje formę cyfrową. Przewijamy swoje profile w mediach społecznościowych, czasem klikniemy serduszko pod zdjęciem z wakacji i na tym się kończy. To taka nowoczesna forma obecności w czyimś życiu, która daje złudzenie bliskości. Wiemy, co u kogoś słychać, ale nie znamy już prawdziwych emocji i codziennych trosk tej drugiej osoby.
Nie ma w tym zresztą nic złego, dopóki obie strony czują się z tym komfortowo. Gorzej, gdy jedna osoba liczy na zacieśnienie relacji, a druga traktuje spotkania jak przykry obowiązek. Relacje w dorosłości muszą opierać się na dobrowolności i chęciach z obu stron. Sama wspólna przeszłość to za mało, żeby utrzymać ogień w relacji, która nie jest na bieżąco pielęgnowana.
Czy da się jeszcze odbudować zerwaną więź?
Oczywiście, że tak, ale wymaga to wysiłku po obu stronach. Najważniejsze to przestać patrzeć na rodzeństwo przez pryzmat tego, jacy byli dziesięć lat temu. Dorośliśmy, zmieniliśmy się i mamy prawo być zupełnie innymi ludźmi. Zamiast wypominać stare błędy, lepiej spróbować poznać się na nowo jako dwójka dojrzałych ludzi, którzy mogą, ale wcale nie muszą być najlepsi przyjaciółmi.
Czasem wystarczy jeden mały krok. Telefon bez okazji, propozycja krótkiej kawy w ciągu tygodnia albo wspólna pomoc przy rodzicach. Jeśli jednak czujesz, że kontakt z bratem lub siostrą opiera się tylko na męczącym obowiązku, pozwól sobie na odpuszczenie poczucia winy. Dorosłość daje nam wolność wyboru, z kim chcemy dzielić nasz czas i naszą codzienność.










