Życie bez samochodu w Polsce

Statystyki nie pozostawiają złudzeń. Według danych Eurostatu wskaźnik motoryzacji w Polsce wynosi około 601 samochodów na 1,000 mieszkańców. To wynik, który stawia nas w europejskiej czołówce, wyprzedzając pod tym względem takie kraje jak Niemcy. Nic dziwnego, że kiedy zbliża się kolejny Dzień bez Samochodu, wielu kierowców wzrusza ramionami. Z niedawnego raportu naukowców z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu oraz Uniwersytetu Warszawskiego zatytułowanego „Co nas porusza” wynika jasno, że aż 65 procent badanych mieszkańców w aglomeracjach poznańskiej i trójmiejskiej nie wyobraża sobie życia bez własnego auta.
Skąd bierze się to przywiązanie? Odpowiedź wcale nie tkwi wyłącznie w czystym komforcie, ale w prostej logice codzienności. Dla wielu osób własne cztery kółka to jedyny sposób na spięcie w całość pracy, szkoły, zakupów i opieki nad dziećmi. Gdy spojrzymy na twarde liczby, sprawa staje się jeszcze wyraźniejsza.
Polska powiatowa i miliony bez autobusu
O ile w dużych miastach życie bez samochodu bywa wyborem albo kwestią wygodnej logistyki opartej na tramwajach i metrze, o tyle poza wielkimi aglomeracjami sprawa wygląda zupełnie inaczej. Mówimy tu o zjawisku wykluczenia transportowego, które dotyka milionów Polaków. Kiedy z map mniejszych miejscowości znikały kolejne połączenia PKS-u, rosła zależność od prywatnego transportu. W miejscach, gdzie autobus jedzie raz dziennie albo nie ma go wcale, brak samochodu oznacza odcięcie od świata.
Przekonała się o tym między innymi Olga Gitkiewicz, autorka książki „Nie zdąży”, która celowo sprzedała samochód, aby sprawdzić, jak wygląda codzienne funkcjonowanie bez niego. Szybko okazało się, że dotarcie do wielu miejsc graniczy z cudem, a całe godziny upływają na czekaniu na spóźnione lub rzadkie kursy. Bez auta zwykła wizyta u lekarza w sąsiednim powiecie staje się wyprawą logistyczną na pół dnia.
Miasta też kochają auta, mimo korków
Nawet tam, gdzie transport publiczny działa dobrze, samochody wciąż dominują. Zgodnie z danymi GUS w Poznaniu zarejestrowanych było 701 samochodów na 1,000 mieszkańców, a w Trójmieście 577. Badania mobilności pokazują, że zaledwie 10 procent najbardziej mobilnych osób w tych miastach generuje niemal połowę lokalnych emisji gazów cieplarnianych związanych z transportem, bo codzienne trasy pokonujemy głównie w pojedynkę.
Warto jednak zauważyć pewne pęknięcia w tym pancerzu motoryzacyjnym. Z raportu „Auto na pokolenia” przygotowanego przez Santander Consumer Multirent wynika, że aż 57 procent respondentów uważa, że posiadanie samochodu na własność nie ma już dziś takiego znaczenia jak kiedyś. Co ciekawe, najmniej przywiązani do własnych pojazdów są czterdziestolatkowie. Z kolei kobiety częściej niż mężczyźni deklarują, że auto nie jest im absolutnie niezbędne do szczęścia.
Alternatywa, która musi poprzedzać zakazy
Wszystkie próby administracyjnego ograniczania ruchu czy głośne kampanie ekologiczne często odbijają się od muru rzeczywistości, dopóki nie zostaną poparte realną rozbudową infrastruktury. Instytut Ochrony Środowiska wskazuje w swoich analizach, że rozwój transportu zbiorowego i kolei mogłoby znacząco odciążyć drogi i zmniejszyć presję na miasto. Tyle że sama teoria o czystym powietrzu nie dowiezie nikogo na ranną zmianę do zakładu pracy oddalonego o trzydzieści kilometrów.
Życie bez samochodu w Polsce jest w pełni możliwe, ale głównie w ściśle określonych warunkach geograficznych. Tam, gdzie kończy się zasięg sprawnej komunikacji miejskiej lub regionalnej, kończy się też wolność wyboru. Dopóki sieć połączeń zbiorowych nie zapełni białych plam na mapie kraju, samochód pozostanie dla Polaków narzędziem pierwszego wyboru, a nie luksusowym gadżetem.










