Dlaczego niektóre firmy nie potrafią znaleźć pracowników mimo dobrych pensji

0
2
Dlaczego niektóre firmy nie potrafią znaleźć pracowników mimo dobrych pensji

Przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw oscyluje wokół 9530 zł brutto, a mimo to działy rekrutacji w wielu firmach rozkładają bezradnie ręce. Zgodnie z danymi Konfederacji Lewiatan, aż 66 proc. przedsiębiorstw w Polsce regularnie napotyka trudności ze znalezieniem rąk do pracy. Z kolei analizy Gi Group Holding pokazują, że problemy z obsadzeniem wakatów zgłasza niemal połowa rodzimych biznesów. Jak to możliwe, że przy atrakcyjnych w teorii pensjach ogłoszenia wiszą miesiącami, a spływające CV albo nie spełniają wymagań, albo kończą się ucieczką kandydatów na etapie finalnych rozmów?

Kiedy pieniądze to za mało. O co chodzi kandydatom?

Przez lata panowało przekonanie, że kluczem do serca i portfela pracownika jest wyłącznie wysokość bazowej stawki. Tymczasem badania rynku pracy obnażają tę prostą teorię. Kiedy firma oferuje dobre pieniądze, ale zatrudnia na sztywnych, przestarzałych zasadach, kandydaci po prostu kręcą nosem. Z raportów agencji zatrudnienia wynika, że obok kwestii płacowych kluczową barierą staje się niedopasowanie oczekiwań co do samej organizacji pracy. Ludzie coraz częściej kalkulują, czy oferowana pensja rekompensuje dojazdy, chaotyczny system zmianowy czy toksyczną atmosferę, o której głośno robi się w opiniach w internecie.

Warto też spojrzeć na statystyki dotyczące rezygnacji. Z danych Grupy Progres wynika, że nawet 20–30 proc. osób potrafi wycofać się z procesu rekrutacyjnego jeszcze zanim formalnie przekroczy próg nowego biura czy hali. To wyraźny sygnał, że sam przelew na koncie przestał być jedynym punktem odniesienia. Praca przestała być jedynym celem życia, a stała się elementem układanki, w której liczy się elastyczność i szacunek dla prywatnego czasu.

Luka kompetencyjna, czyli dyplom to za mało

Kolejnym potężnym grzechem systemowym jest tzw. luka kompetencyjna. Przedsiębiorstwa poszukują konkretnych, unikalnych umiejętności technicznych, cyfrowych czy inżynieryjnych, podczas gdy na rynku wciąż dominują osoby z tradycyjnym, ogólnym wykształceniem. Jak celnie zauważają autorzy analiz Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości (PARP), rynek przestał premiować sam papier ukończenia uczelni wyższej.

Firmy chcą gotowych specjalistów, którzy od pierwszego dnia wdrożą się w zaawansowane procesy technologiczne. Tymczasem system edukacji – co potwierdzają eksperti Lewiatana – nie nadąża za realnymi potrzebami gospodarki. Efekt? Z jednej strony mamy tysiące bezskutecznie poszukujących pracy, a z drugiej zdesperowanych pracodawców, którzy nie mogą znaleźć nikogo z odpowiednim fachem w ręku.

Kiedy rekrutacja przypomina przesłuchanie

Nie można też pominąć roli samych działów HR i menedżerów. Wielu z nich utknęło w realiach sprzed dekady, traktując proces rekrutacji jak jednostronny pokaz siły. Kandydaci coraz głośniej narzekają na przeciągające się procedury, wieloetapowe zadania rekrutacyjne bez wynagrodzenia oraz brak podstawowej transparentności – chociażby jawnych widełek płacowych w ogłoszeniach.

Gdy firma żąda od specjalisty trzydziestu lat doświadczenia, znajomości czterech programów, a w zamian proponuje testy psychologiczne i trzy miesiące czekania na decyzję, co lepszy kandydat dawno przyjmuje inną ofertę. W dobie, gdy rynek w określonych niszach wciąż premiuje mobilność, nikt nie chce tracić czasu na rekrutacyjny teatr.

Zostaw odpowiedź