Lotniska które są większe od niejednego polskiego miasta

0
2
Lotniska które są większe od niejednego polskiego miasta

Gdy myślimy o lotnisku, przed oczami staje nam zazwyczaj szklany terminal, kolejki do odprawy i pas startowy, na którym co kilka minut lądują samoloty. Okazuje się jednak, że niektóre porty lotnicze dawno wyszły poza ramy zwykłych węzłów komunikacyjnych. Ich powierzchnia potrafi wprawić w osłupienie, bo mówimy tu o przestrzeniach, które bez problemu pożarłyby niejedne średniej wielkości miasto w Polsce.

Najlepszym tego przykładem jest absolutny rekordzista w tej dziedzinie – King Fahd International Airport (DMM) w Dammamie w Arabii Saudyjskiej. Zgodnie z oficjalnymi danymi wpisanymi do Księgi Rekordów Guinnessa, ten gigant zajmuje zawrotną powierzchnię aż 776 kilometrów kwadratowych.

Żeby łatwiej to sobie wyobrazić, spójrzmy na polskie podwórko. Powierzchnia Krakowa to około 327 kilometrów kwadratowych, a Wrocławia mniej więcej 293 kilometry kwadratowe. Oznacza to, że saudyjskie lotnisko jest ponad dwa razy większe od stolicy Małopolski czy Dolnego Śląska. Mieści się na przestrzeni porównywalnej z całym państwem – Bahrajnem.

Skąd bierze się tak gigantyczny teren?

Naturalne staje się pytanie, po co komu aż tyle ziemi. Przecież żaden port lotniczy nie potrzebuje setek kilometrów kwadratowych na same terminale i pasy startowe. W przypadku lotniska w Dammamie kluczem jest jego historia i geografia. Obiekt powstał na bazie dawnej amerykańskiej bazy wojskowej z czasów wojny w Zatoce Perskiej, rozciągając się pośrodku pustynnych piasków.

Warto jednak spojrzeć na statystyki podwójnie. Choć teren wydzielony pod infrastrukturę lotniskową liczy 776 km², to sama powierzchnia rzeczywiście zagospodarowana i użytkowana operacyjnie jest znacznie mniejsza – szacuje się ją na niecałe 37 kilometrów kwadratowych. Reszta to pustynna strefa buforowa, tereny pod przyszłą rozbudowę oraz zaplecze logistyczne i wojskowe. Co ciekawe, mimo tak gigantycznej skali, port ten obsługuje rocznie około 10-12 milionów pasażerów, co jak na jego gabaryty wcale nie jest kosmicznym wynikiem w porównaniu do zatłoczonych europejskich hubów.

Amerykańskie giganty przestrzeń mają we krwi

Arabia Saudyjska nie jest jedynym krajem, gdzie lotniska rozrastają się do absurdalnych rozmiarów. Drugie miejsce na świecie zajmuje Denver International Airport (DEN) w Stanach Zjednoczonych, którego powierzchnia wynosi 135,7 kilometra kwadratowego.

Dla porównania:

  • Denver International Airport: ok. 135,7 km²
  • Poznań: ok. 261 km² (miasto jest większe, ale sam port robi wrażenie)
  • Chorzów: ok. 33 km² (lotnisko w Denver jest od niego ponad czterokrotnie większe)

Amerykanie od zawsze stawiali na rozmach. Pasażerowie przylatujący do Denver często narzekają na gigantyczne odległości i czas potrzebny na dotarcie do właściwej bramki. Pasy startowe są tam tak rozsunięte, że dojeżdżenie do nich zajmuje chwilę, a samo lotnisko pełni funkcję samowystarczalnego organizmu miejskiego ze strefami handlowymi, hotelami i rozbudowaną siecią wewnętrznego transportu.

Kiedy lotnisko staje się osobną kategorią przestrzeni

Podobnych przykładów w skali globalnej jest więcej. Choćby King Khalid International Airport w Rijadzie zajmujące 375 kilometrów kwadratowych czy malajskie Kuala Lumpur International Airport rozciągające się na 100 kilometrach kwadratowych.

Kiedy patrzy się na te liczby przez pryzmat polskich realiów, widać wyraźną dysproporcję. Nasze największe lotnisko, czyli Chopin w Warszawie, zajmuje zaledwie ułamek tej przestrzeni, mieszcząc się na około 800 hektarach (czyli 8 km²). Nawet planowany Centralny Port Komunikacyjny ma mieć znacznie mniejszy początkowy obszar operacyjny niż azjatyckie czy amerykańskie megakolosy.

Podróżując po świecie, rzadko zastanawiamy się nad tym, po jak wielkich połaciach ziemi właściwie stąpamy po wylądowaniu. O ile w europejskich warunkach porty lotnicze są ciasno wpisane w tkankę miejską i ograniczone brakiem terenu, o tyle na świecie wciąż istnieją miejsca, gdzie pas startowy sąsiaduje z pustynią lub bezkresnymi równinami, tworząc państwa w państwie.

Zostaw odpowiedź