Polacy odkrywają prawdziwy koszt posiadania rzeczy

0
1
Polacy odkrywają prawdziwy koszt posiadania rzeczy

Kiedy dorastamy, wydaje nam się, że dorosłość to pełen koszyk w supermarkecie, własne klucze do mieszkania i garaż wypełniony sprzętem, który ma nam ułatwić życie. Przez lata wmawiano nam, że sukces mierzy się liczbą posiadanych rzeczy. Dziś jednak coraz więcej z nas zaczyna patrzeć na paragony z zupełnie innej perspektywy. I nie chodzi tu o chwilowy kaprys, ale o chłodną kalkulację, która dociera do polskich domów.

Z danych firmy doradczej Bain & Company wynika, że aż **80 proc. polskich konsumentów aktywnie szuka sposobów na cięcie wydatków** i optymalizację domowych budżetów. Co więcej, niemal 28 proc. badanych deklaruje, że ich pieniądze wystarczają już tylko na pokrycie absolutnie podstawowych potrzeb, takich jak rachunki, jedzenie i transport. Gdy spojrzymy na to szerzej, widać wyraźnie, że nie kupujemy mniej z nudów, ale dlatego, że zaczynamy podliczać niewidoczne wcześniej koszty.

Bo przecież rzecz nie kończy się w momencie transakcji. Każdy kwadratowy metr mieszkania w bloku kosztuje dzisiaj krocie. Jeśli trzymasz w salonie lub piwnicy przedmioty, z których od roku nie skorzystałeś, to de facto płacisz za ich przechowywanie. Wystarczy przypomnieć klasyczne badania rynku nieruchomości i analizy konsumenckie, które pokazują, że **aż 84 proc. Polaków przyznaje, że w ich domach zalegają tony niepotrzebnych gratów**. Najczęściej są to ubrania, w które już się nie mieszczimy, stare bibeloty zbierające kurz czy elektronika trzymana na czarną godzinę, która z czasem staje się bezwartościowa.

Ekonomiści i analitycy rynkowi zwracają uwagę na jeszcze jeden ciekawy mechanizm. Gdy zaglądamy w najnowsze raporty dotyczące handlu i detalu, widać na czym oszczędzamy najchętniej. Liderem cięć wcale nie jest żywność, bo na jedzeniu oszczędzać się po prostu nie da. Najbardziej oberwały dobra trwała i elektronika. Aż ponad 37 proc. Polaków wprost deklaruje, że odkłada zakup nowego sprzętu RTV, AGD czy droższych gadżetów na później. Wolimy naprawiać to, co mamy, albo zwykle rezygnujemy z kolejnej wymiany telefonu, jeśli stary jeszcze dzwoni.

To ma zresztą swoje drugie dno, które świetnie widać w logistyce codzienności. Posiadanie samochodu, który stoi pod blokiem dziewięćdziesiąt procent czasu, generuje stałe koszty ubezpieczenia, przeglądów i utraty wartości. Posiadanie domku narzędziowego, kosiarki, markowego ekspresu do kawy czy szafy pękniętej w szwach od nienoszonych koszul to nie tylko zamrożony kapitał. To również **chroniczny stres związany z utrzymaniem tego całego dobytku**. Psychologowie od lat powtarzają, że zagracona przestrzeń podświadomie męczy nasz mózg, bo odbiera każdy nieporządek jako niedokończone zadanie.

Polski konsument powoli przestaje być bezmyślnym zbieraczem. Przestajemy wierzyć, że kolejna rzecz w szafie poprawi nam nastrój w piątkowy wieczór. Zamiast tego wolimy płacić za święty spokój, czas wolny i brak zobowiązań. Kiedy podsumujemy cenę zakupu, koszt magazynowania, nerwy przy serwisowaniu i utratę wartości przy odsprzedaży, okazuje się, że najdroższe w życiu wcale nie są luksusowe wakacje czy wyjście do dobrej restauracji. Najdroższe bywa utrzymywanie iluzji, że im więcej mamy, tym bogatsi jesteśmy.

Zostaw odpowiedź