Podróże poza sezonem które całkowicie zmieniają rachunek

0
0
Podróże poza sezonem które całkowicie zmieniają rachunek

Kalkulator turystyczny w ostatnich latach obnażył bezlitosną prawdę o letnim wypoczynku. Gdy tysiące ludzi rusza na urlopy w szczycie wakacyjnego skwaru, rachunki za hotele, bilety lotnicze i codzienne wydatki szybują w rejony, które potrafią przyprawić o ból głowy. Z danych platformy rezerwacyjnej Travelist wynika, że noclegi poza tradycyjnym, letnim szczytem – zwłaszcza wiosną i jesienią – bywają nawet o jedną trzecią tańsze.

Przesunięcie wyjazdu o kilka tygodni zmienia matematykę domowego budżetu w sposób, który jeszcze kilka lat temu wydawał się nierealny. Według analiz portalu Wakacje.pl, klienci decydujący się na urlop we wrześniu płacili za wycieczki średnio o 10 procent mniej niż w sierpniu. W październiku te oszczędności pogłębiają się do średnio 20 procent. W przypadku konkretnych, popularnych hoteli różnice między końcem lata a wczesną jesienią sięgają od 30 do nawet 36 procent. Dla dwóch osób dorosłych oznacza to realną korzyść rzędu 3 do 4,5 tysiąca złotych w kieszeni.

Co ciekawe, ten mechanizm nie wynika z rozpaczliwych wyprzedaży last minute czy ukrytych haczyków. To czysta ekonomia popytu i podaży. Kiedy kończy się presja kalendarza szkolnego, a plaże w Grecji, Turcji czy we Włoszech pustoszeją, hotele wolą zapełnić pokoje po niższej stawkze, niż trzymać puste łóżka. Pokazują to również dane europejskie – według raportów Europejskiej Komisji Podróży (ETC) aż 73 procent Europejczyków planuje podróże poza głównym sezonem, szukając mniejszego tłoku i lepszego stosunku ceny do jakości.

Warto też spojrzeć na to, jak zmieniają się kierunki naszych wyborów. Polacy coraz śmiejącej ruszają tam, gdzie latem jest duszno i drogo, a jesienią robi się idealnie. Dane z biur podróży wskazują na potężne wzrosty rezerwacji we wrześniu i październiku m.in. na Riwierę Albańską, do Czarnogóry czy Bułgarii. Tam, gdzie w lipcu termometry pokazują wartości trudne do zniesienia, wrzesień oferuje przyjemne dwadzieścia kilka stopni, morze wciąż nadające się do kąpieli i kelnerów, którzy mają dla nas czas, zamiast biegać w amoku.

Zmiana nawyków urlopowych to też ucieczka od wszechobecnego stresu. Z badań portalu Triverna wynika, że niemal 40 procent urlopowiczów uważa samo planowanie i polowanie na oferty za wyczerpujące, a ponad połowa pracujących zabiera na wyjazd służbowe maile. Wyjazd poza sezonem zdejmuje z nas presję pośpiechu. Pociągi nie są przepełnione, w muzeach nie stoimy w kilkugodzinnych kolejkach, a powietrze nie pachnie rozgrzanym asfaltem i spalinami.

Oczywiście, późniejszy wyjazd wymaga elastyczności – nie sprawdzi się u osób twardo przywiązanych do szkolnego dzwonka. Jednak jeśli praca zdalna, brak dzieci w wieku szkolnym lub po prostu chęć mądrego zarządzania finansami pozwalają na ruch w kalendarzu, jesienny czy wiosenny urlop przestaje być tylko tańszą alternatywą. Staje się jedynym logicznym wyborem dla kogoś, kto za te same pieniądze woli dostać o wiele lepszy standard i święty spokój.

Zostaw odpowiedź