Polacy odkrywają że najtańszy produkt nie zawsze kosztuje najmniej

0
2
Polacy odkrywają że najtańszy produkt nie zawsze kosztuje najmniej

Przez lata w Polsce obowiązywała jedna, prosta zasada: ma być tanio. Promocja, wielki czerwony napis na półce i najniższa kwota na paragonie były wyznacznikami sukcesu zakupowego. Ale coś pękło. Ostatnie dwa lata z dwucyfrową inflacją, która według danych GUS w szczytowym momencie przekraczała 18%, nauczyły nas liczyć inaczej. Coraz częściej dochodzimy do wniosku, że najtańszy produkt w sklepie to w rzeczywistości ukryty podatek od naiwności. Kupujemy go dzisiaj, a za trzy miesiące musimy kupić kolejny, bo ten pierwszy wylądował w koszu.

Koniec ery jednorazówek? Dane mówią „tak”

Z raportu „Current Consumer Mood” przygotowanego przez GfK wynika, że choć cena wciąż jest dla 80% Polaków kluczowym czynnikiem, to gwałtownie rośnie znaczenie trwałości. Przestaliśmy patrzeć na zakupy jak na jednorazowy wydatek, a zaczęliśmy jak na inwestycję. To zjawisko ma nawet swoją nazwę w ekonomii – teoria butów Vimesa. Mówi ona o tym, że bogatego stać na buty za 500 zł, które wytrzymają 10 lat, podczas gdy biedny kupuje buty za 50 zł co sezon, wydając w tym samym czasie tysiąc złotych i wciąż mając przemoczone stopy.

Według analizy PayPo „Jak kupują Polacy”, już ponad 60% z nas deklaruje, że woli zapłacić więcej za produkt lepszej jakości, który posłuży dłużej. To nie jest nagły przypływ bogactwa, to czysta matematyka. Kiedy masło kosztowało 3 zł, mogliśmy machnąć ręką na jakość. Kiedy kosztuje 7 zł, a prąd i gaz drenują portfele, każda złotówka musi pracować ciężej.

Matematyka domowa: Ile naprawdę kosztuje tani czajnik?

Spójrzmy na liczby, bo one nie kłamią. Weźmy pod lupę standardowy sprzęt AGD, który jest w każdym domu. Możemy kupić najtańszy model „no-name” za 40 zł albo markowy sprzęt za 180 zł. Na pierwszy rzut oka oszczędzamy 140 zł. Ale diabeł tkwi w kosztach eksploatacji i trwałości.

Cecha Tani czajnik (40 zł) Solidny czajnik (180 zł)
Czas pracy ok. 12-18 miesięcy ok. 5-7 lat
Zużycie energii Wysokie (brak izolacji) Niskie (lepsza grzałka)
Koszt na rok użytkowania ok. 32 zł ok. 25 zł

W perspektywie pięciu lat tani czajnik wymienimy trzy razy, wydając 120 zł plus koszty paliwa na dojazdy do sklepu i czas na reklamacje. Solidny model wciąż będzie stał na blacie. Najtańszy produkt kosztuje nas więcej czasu, nerwów i ostatecznie – gotówki. Polacy zaczęli to widzieć, co potwierdzają dane z serwisów takich jak Allegro czy OLX, gdzie rośnie popyt na przedmioty „premium” z drugiej ręki zamiast nowych „budżetówek”.

Smart shopping to nie tylko cena

Jako redaktorka śledząca rynki finansowe od lat widzę, że zmienia się definicja „okazji”. Dzisiaj „smart shopper” to nie ten, kto biega po dyskontach za najtańszym olejem, ale ten, kto potrafi obliczyć koszt jednego użycia (Cost Per Use). To podejście wchodzi do mainstreamu. Kupujemy kurtkę za 600 zł, bo wiemy, że będziemy ją nosić przez 4 sezony (150 zł na rok), zamiast kupować co roku nową w sieciówce za 250 zł, która po trzech praniach straci fason.

Ministerstwo Klimatu i Środowiska w swoich kampaniach edukacyjnych coraz częściej podkreśla aspekt ekoprojektowania. To nie tylko ekologia, to czysta ekonomia. Produkty, które można naprawić, są w ostatecznym rozrachunku tańsze. Unijne prawo do naprawy (Right to Repair), które wchodzi w życie, tylko przyspieszy ten trend. Polacy już teraz chętniej szukają serwisów naprawczych – według danych z raportów branżowych, liczba zapytań o naprawę sprzętu RTV/AGD wzrosła w ostatnim roku o kilkanaście procent.

Dlaczego tanie produkty są tak drogie?

Istnieje kilka ukrytych kosztów, o których zapominamy w momencie przykładania karty do terminala:

  • Koszty energii: Tanie urządzenia rzadko mają wysoką klasę energetyczną. Lodówka tańsza o 300 zł przy zakupie może zużyć o 150 zł więcej prądu rocznie.
  • Zdrowie: Najtańsza żywność to często wysoki koszt leczenia w przyszłości. Polacy coraz częściej czytają składy, co widać po spadkach sprzedaży produktów „czekoladopodobnych” na rzecz prawdziwej czekolady.
  • Czas: Reklamowanie psującego się sprzętu, szukanie zamiennika, ponowny montaż – to godziny, które moglibyśmy spędzić w pracy lub z rodziną.

Psychologia biedy kontra pragmatyzm

Przez lata żyliśmy w kulcie „oszczędzania za wszelką cenę”. To pokłosie lat 90. i braku kapitału. Dziś, jak zauważają psychologowie biznesu, przechodzimy do fazy pragmatyzmu. Nie boimy się już wydać więcej, jeśli widzimy w tym sens. To widać nawet w segmencie marek własnych dyskontów. Biedronka czy Lidl wprowadzają linie „Premium” (np. Selection czy Deluxe), które sprzedają się doskonale. Dlaczego? Bo klient uznał, że lepiej zapłacić 12 zł za lepszą szynkę, niż 7 zł za produkt, którego połowę wyrzuci, bo będzie niezjadliwy.

Z danych NBP wynika, że realne wynagrodzenia w Polsce zaczęły ponownie rosnąć po okresie wysokiej inflacji. To daje nam oddech i przestrzeń do myślenia długofalowego. Zamiast łatać dziury najtańszymi plastrami, zaczynamy inwestować w solidne fundamenty domowego budżetu. Edukacja finansowa Polaków dzieje się na naszych oczach, nie w szkołach, ale przy sklepowych półkach.

Moim zdaniem to najważniejsza zmiana w polskim konsumpcjonizmie od dekad. Przestajemy być rynkiem „zbytu dla tandety”, a stajemy się rynkiem świadomym. Najtańszy produkt przestaje być synonimem oszczędności, a zaczyna być kojarzony z ryzykiem. I to jest bardzo dobra wiadomość dla naszych portfeli w dłuższej perspektywie.

Zostaw odpowiedź