Co naprawdę dostajemy w cenie wycieczki all inclusive

Pakiet all inclusive to dla wielu z nas synonim idealnego urlopu. Zgodnie z danymi biur podróży i platform rezerwacyjnych, aż około 85 procent klientów wybierających zorganizowane wyjazdy decyduje się właśnie na tę formę wypoczynku. Wizja spakowania walizki, dotarcia na lotnisko i odcięcia się od wszelkich trosk finansowych brzmi niezwykle kusząco. W końcu portfel może leżeć głęboko na dnie torby, a jedzenie, napoje oraz podstawowe rozrywki mamy rzekomo opłacone z góry.
Co tak naprawdę kryje się w bazowej cenie?
Gdy przeglądasz oferty w internecie, widzisz kwotę obejmującą zazwyczaj przelot czarterowy, transfer z lotniska do hotelu, ubezpieczenie podstawowe oraz sam pobyt w wybranym obiekcie. Na miejscu dostajesz klucz do pokoju i dostęp do głównej restauracji bufetowej. Statystyki pokazują, że dla blisko 69 procent urlopowiczów to właśnie pełne, obfite posiłki w formie szwedzkiego stołu są najważniejszym elementem całego pakietu. Do tego dochodzą nielimitowane napoje bezalkoholowe oraz lokalne trunki serwowane w wyznaczonych barach.
Warto jednak pamiętać, że pojęcie all inclusive nie ma jednej, sztywno narzuconej definicji prawnej. Każdy hotel ustala własne reguły gry. W jednym miejscu popołudniowa kawa i ciastko będą w cenie, a w innym zapłacisz za nie dodatkowo. Z tego powodu przed kliknięciem przycisku rezerwacji warto dokładnie przejrzeć opis hotelu, zamiast zakładać, że skoro wybrałeś opcję wszystko w cenie, to dostaniesz absolutnie wszystko bez ograniczeń.
Różnice między klasyką a wersją ultra
Jeżeli marzysz o tym, by nikt nie narzucał Ci godzin wydawania posiłków, zwykłe all inclusive może okazać się lekko ograniczone. Standardowe pakiety zazwyczaj oferują trzy główne posiłki oraz przerwę na przekąski w ciągu dnia. Zupełnie inaczej wygląda to w wariantach typu ultra all inclusive, które zyskują coraz większą popularność. Tam jedzenie i napoje bywają dostępne niemal całą dobę, a w pakiecie często lądują także wybrane alkohole importowane czy wizyty w restauracjach tematycznych á la carte.
Oczywiście za wygodę trzeba dopłacić. Różnica w cenie między zwykłym pakietem a wersją rozszerzoną potrafi wynieść od 20 do nawet 50 procent wartości wycieczki. Zastanów się więc, czy naprawdę spędzasz całe dnie na konsumpcji, czy może planujesz większość czasu spędzać poza hotelem, odkrywając okolicy na własną rękę. Czasami dopłata do wyższego standardu okazuje się po prostu czystą stratą pieniędzy.
Pułapki i koszty, o których rzadko się mówi
Wokół wyjazdów all inclusive narosło sporo mitów. Choć wiele osób kojarzy je z całkowitym brakiem wydatków na miejscu, badania konsumenckie wskazują, że rzeczywistość bywa inna. Zaledwie ułamek turystów traktuje tę formułę jako idealne narzędzie do precyzyjnego kontrolowania domowego budżetu. Większość z nas i tak zostawia w kurortach dodatkowe pieniądze na pamiątki, lokalne wycieczki fakultatywne czy lepszej jakości usługi spa.
Kolejną niespodzianką mogą być opłaty, o których katalogi biur podróży wolą głośno nie wspominać. Leżaki i parasole przy plaży bywają dodatkowo płatne, nawet jeśli hotel znajduje się tuż nad samym morzem. Podobnie wygląda kwestia sejfu w pokoju, korzystania z kortów tenisowych po zmroku czy szybkiego internetu Wi-Fi w wyższych partiach ośrodka. Zanim więc z zachwytem rzucisz się na najtańszą ofertę last minute, sprawdź, czy za te drobne udogodnienia nie przyjdzie Ci dopłacić już po zameldowaniu w recepcji.










