Dlaczego coraz później wchodzimy w dorosłość

0
1
Dlaczego coraz później wchodzimy w dorosłość

Gdy nasi rodzice mieli po dwadzieścia kilka lat, najczęściej zdążyli już nie tylko wyprowadzić się z domu, ale też spłacać kredyt za M3, zmieniać pieluchy i narzekać na bolące plecy. Dziś trzydziestokropek siedzący w pokoju z dzieciństwa i grający po nocach na konsoli nikogo już nie dziwi. Przestał być anomalią, a stał się częścią twardej statystyki, którą co roku pieczętuje unijny Eurostat.

Dane nie pozostawiają złudzeń. Średni wiek, w którym młodzi ludzie w Unii Europejskiej opuszczają rodzinne gniazdo, wynosi obecnie 26,2 roku. Polacy wypadają w tym zestawieniu nieco gorzej od unijnej średniej – średni wiek naszej wyprowadzki to 26,7 roku, choć w niektórych analizach dotyczących starszych roczników odsetek osób mieszkających z rodzicami szybbuje znacznie wyżej. Wystarczy zresztą spojrzeć na raporty CBOS czy analizy oparte na danych GUS, z których wynika, że ponad połowa młodych dorosłych w wieku 25-34 lata wciąż dzieli dach z rodzicami. Co poszło nie tak? A może po prostu zmieniliśmy definicję tego, kiedy zaczyna się dorosłość?

Kiedyś to było, czyli co mówią liczby

Jeżeli spojrzymy na mapę Europy pod kątem wieku wyprowadzki, szybko zauważymy wyraźny podział. Na północy kontynentu młodzi ludzie ruszają na swoje błyskawicznie. W Finlandii średni wiek opuszczenia rodziców to zaledwie 21,4 roku, w Danii 21,7, a w Szwecji 21,9. Zupełnie inaczej wygląda to na południu i w Europie Środkowej. W Chorwacji średnia to 31,3 roku, w Słowacji 30,9, a w Grecji 30,7. Polska trzyma się mocno tej drugiej, nieco bardziej opóźnionej stawki.

Warto jednak spojrzeć na to, co kryje się za tymi cyframi, bo obraz wcale nie jest czarno-biały. Badania społeczne pokazują, że współcześni gniazdowniccy to w dużej mierze ludzie w pełni aktywni zawodowo. Aż 83 proc. młodych Polaków mieszkających z rodzicami normalnie pracuje, a ponad 70 proc. deklaruje całkowitą niezależność finansową. Nie mówimy tu zatem o leniwych darmozjadach, którzy całymi dniami nic nie robią. Ci ludzie zarabiają pieniądze, płacą rachunki, składają się na jedzenie, a mimo to nadal mieszkają z mamą i tatą.

Główne powody, dla których zostajemy

Kiedy ankieterzy pytają młodych ludzi, dlaczego wciąż rezydują w pokoju z widokiem na stare plakaty, odpowiedzi rzadko zaskakują, ale świetnie pokazują realia gospodarcze. Z badań wynika jasna hierarchia motywów:

Powód pozostawiania w domu rodzinnym Odsetek wskazań (wg badań CBOS)
Brak własnego mieszkania 51%
Dobre warunki mieszkaniowe w domu rodziców 48%
Znacznie niższe koszty utrzymania 42%
Niewystarczające dochody na samodzielny start 39%

Ekonomia odgrywa tutaj rolę pierwszoplanową. Ceny mieszkań na własność oraz stawki za wynajem w dużych miastach przez ostatnią dekadę rosły znacznie szybciej niż pensje na wejściu w pierwszorocznych pracy. Dla wielu osób wizja oddawania pensji właścicielowi kawalerki na wolnym rynku albo wiązania się trzydziestoletnim kredytem przy obecnych stopach procentowych jawi się jako finansowe samobójstwo. Wolą zacisnąć zęby, odkładać gotówkę i przeczekać.

Pragmatyzm zamiast przymusu

Co ciekawe, zmienia się też samo podejście do tego zjawiska. Starsze pokolenia często postrzegały mieszkanie z rodzicami jako życiową porażkę. Dzisiejsi dwudziestolatkowie z pokolenia Z podchodzą do tematu o wiele bardziej pragmatycznie. Z raportów rynkowych, takich jak analizy ING Insights wynika, że ponad połowa przedstawicieli najmłodszego dorosłego pokolenia docenia korzyści emocjonalne i wygodę płynącą ze wspólnego mieszkania, nie traktując tego wyłącznie jako dramatycznej konieczności. Skoro dom rodzinny jest duży, relacje z rodzicami poprawne, a w lodówce zawsze czeka obiad, pośpiech w kierunku dorosłych problemów przestaje być priorytetem.

Wejście w dorosłość przestało być punktem zwrotnym opartym na sztywnych datach w kalendarzu. Kiedyś osiemnastka czy dwudziestka oznaczała natychmiastowe odcięcie pępowiny. Dziś ten proces rozciąga się na lata. To raczej płynna ewolucja, w której edukacja trwa dłużej, pierwsza stała praca pojawia się później, a stabilizacja finansowa przypomina ruchome piaski. I choć narzekamy na wysokie ceny nieruchomości, po cichu wszyscy akceptujemy fakt, że dorosłość ma dzisiaj zupełnie inny rytm.

Zostaw odpowiedź