Lotnisko Chopina, Modlin i Radom – komu naprawdę potrzebne są trzy lotniska

0
0
Lotnisko Chopina, Modlin i Radom - komu naprawdę potrzebne są trzy lotniska

Gdyby polskie niebo było arkuszem w Excelu, liczby krzyczałyby na czerwono. Z jednej strony mamy warszawskie Okęcie, które pęka w szwach i bije rekordy, o jakich dekadę temu nikt nie marzył. Z drugiej – Radom, który mimo marmurów i nowoczesnych bramek, wciąż czeka na pasażerów, których mógłby obsłużyć w jeden weekend. Pomiędzy nimi trzeszczy Modlin, uwikłany w wieloletnie spory i próbujący odzyskać dawny blask. Jako Barbara Wózek, przez lata analizująca twarde dane w redakcjach ekonomicznych, patrzę na ten trójkąt mazowieckich lotnisk i widzę nie tylko infrastrukturę, ale przede wszystkim potężne pieniądze i jeszcze większe ambicje. Kto tu tak naprawdę ma rację?

Chopin: Gigant na granicy wytrzymałości

Zacznijmy od faktów, które nie kłamią. Lotnisko Chopina w 2024 roku obsłużyło rekordowe 21,3 mln pasażerów. To wynik, który przebił najśmielsze prognozy i pokazał, że stołeczny port jest po prostu za mały na dzisiejsze potrzeby Polaków. W szczycie sezonu przez terminal przewija się nawet 70 tysięcy osób dziennie. To tak, jakby co dobę całe miasto wielkości Ostrołęki decydowało się na lot.

Problem w tym, że Okęcie ma swoje „szklane sufity”. Hałas, ograniczenia środowiskowe i brak miejsca na nowe pasy startowe sprawiają, że port nie może rosnąć w nieskończoność. Obecnie trwająca modernizacja, warta około 940 mln złotych, ma podnieść przepustowość do 30 mln pasażerów rocznie do 2029 roku. To jednak tylko „plaster” na rany, zanim (i jeśli) powstanie Centralny Port Komunikacyjny. Do tego czasu każda wolna minuta na pasie startowym jest na wagę złota, a linie lotnicze walczą o sloty jak o ostatnie wolne miejsca w parkometrze w centrum Warszawy.

Modlin: Między młotem a kowadłem

Modlin to zupełnie inna opowieść. Przez lata był synonimem taniego latania, ale ostatnie lata to dla niego prawdziwy rollercoaster. W 2023 roku port świętował rekordowe 3,4 mln pasażerów, by rok później zaliczyć bolesny upadek do poziomu 2,8 mln osób. Powód? Otwarty konflikt z Ryanairem i brak zgody na inwestycje, który trwał latami.

Co się zmieniło?

  • Uruchomiono program „Modlin 2.0 – Nowy Start”.
  • W czerwcu 2026 roku otwarto nową strefę B terminala, powiększając przestrzeń o 1700 m².
  • Liczba gate’ów wzrosła z czterech do ośmiu.

Modlin próbuje udowodnić, że nie jest tylko „przystawką” dla Ryanaira. Inwestycje rzędu 100 mln złotych mają sprawić, że pasażerowie przestaną czuć się tam jak w namiocie, a zaczną jak na nowoczesnym lotnisku regionalnym. Eksperci, jak Adrian Furgalski z ZDG TOR, od dawna podkreślają, że to właśnie Modlin powinien przejąć ruch niskokosztowy z zatkanego Okęcia. Jednak przez lata polityka wygrywała z logiką ekonomiczną.

Radom: Port, który szuka sensu

I tu dochodzimy do najbardziej kontrowersyjnego punktu na mapie – Radomia. Wybudowany za blisko 800 mln złotych port Warszawa-Radom miał być zbawieniem dla Mazowsza. Obiecywano miliony pasażerów, a rzeczywistość okazała się brutalna. W 2025 roku lotnisko obsłużyło zaledwie 95,6 tys. osób. To spadek o 15% w stosunku do i tak skromnego roku 2024.

Spójrzmy na liczby bez emocji:

Rok Liczba pasażerów (Radom) Strata finansowa (szacunkowa)
2023 103 tys. 33 mln PLN
2024 112 tys. 38 mln PLN
2025 95,6 tys. 42 mln PLN

Prognozy na 2026 rok mówią o stracie sięgającej nawet 57 mln złotych. Radom stał się lotniskiem sezonowym – tętni życiem w lipcu i sierpniu dzięki czarterom do Turcji czy Albanii, ale zimą świeci pustkami. PPL (Polskie Porty Lotnicze) zaczęły nawet delegować pracowników z Radomia do Warszawy, by ratować budżet i sens ich zatrudnienia. Czy Radom był potrzebny? Z punktu widzenia pasażera z Kielc czy Radomia – pewnie tak, to wygoda. Z punktu widzenia ekonomii państwa – to inwestycja, która na siebie nie zarabia i prędko nie zacznie.

Trzy lotniska czy jeden wielki chaos?

Odpowiedź na pytanie, komu potrzebne są trzy lotniska, nie jest prosta. Gdybyśmy mieli sprawną kolej i systemowe podejście do transportu, Modlin i Radom mogłyby działać jak naczynia połączone. Dziś jednak konkurują o tego samego pasażera i te same linie lotnicze, które – co tu dużo mówić – wolą latać z Okęcia, bo tam jest biznes i pieniądze.

Najważniejsze wnioski dla podróżnych:
1. Okęcie pozostaje hubem dla LOT-u i linii tradycyjnych, ale będzie coraz droższe i bardziej zatłoczone.
2. Modlin wraca do gry po modernizacji i staje się realną alternatywą dla tych, którzy nie chcą przepłacać, a cenią bliskość stolicy.
3. Radom to wybór dla szukających wakacyjnego słońca bez tłumów na odprawie, o ile biura podróży nie wycofają stamtąd swoich ofert.

Zamiast budować kolejne pomniki z betonu, czas zacząć zarządzać tym, co mamy. Liczby pokazują, że pasażerów przybywa szybciej niż infrastruktury, ale nie tam, gdzie akurat postawiliśmy najładniejsze terminale. Jako Barbara Wózek będę dalej patrzeć na te statystyki – one rzadko kiedy kłamią, nawet jeśli politycy bardzo by tego chcieli.

Zostaw odpowiedź