Pracownicy którzy nigdy nie mają stałego miejsca pracy

Większość z nas kojarzy pracę z konkretnym adresem. Rano wychodzisz z domu, wsiadasz w auto lub autobus, docierasz do biura, hali czy gabinetu i spędzasz tam bite osiem godzin przy swoim biurku. Istnieje jednak ogromna rzesza ludzi, dla których taki układ po prostu nie istnieje. Ich biurem jest kabina ciężarówki, tory kolejowe, terminal lotniczy, fotel u klienta albo maska samochodu serwisowego zaparkowanego pod czyimś domem.
Pracownicy, którzy nigdy nie mają stałego miejsca pracy, funkcjonują w zupełnie innej rzeczywistości logistycznej. Zamiast stabilnego otoczenia mają zmienną trasę, grafik pełen wyjazdów i przestrzeń, która zmienia się z godziny na godzinę. Z punktu widzenia statystyk to spora część gospodarki. Sektor transportu, logistyki czy budownictwa odgrywa w Polsce kluczową rolę, a rotacja w tych branżach bywa wysoka. Jak pokazuje chociażby raport PARP, rotacja w handlu, budownictwie, transporcie i logistyce regularnie dotyka około 10% kadr, co pokazuje, jak dynamiczny jest to ruch.
Codzienność na kołach i w drodze
Życie w ciągłej podróży ma swoją specyfikę, która mocno weryfikuje wyobrażenia osób pracujących stacjonarnie. Kierowcy zawodowi, monterzy sieci, serwisanci czy przedstawiciele handlowi nie wracają na noc do własnego łóżka. Ich stałym punktem odniesienia staje się aplikacja w telefonie, nawigacja i kolejne punkty zlecenia. Taki tryb życia wymaga elastyczności, o jakiej pracownik biurowy rzadko w ogóle myśli. Gdy psuje się auto albo utkniesz w gigantycznym korku, cała Twoja logistyka dnia rozsypuje się jak domek z kart.
Warto też spojrzeć na to przez pryzmat liczb. Z danych GUS wynika, że w szczytowych miesiącach letnich bezrobocie w Polsce wynosi około 5,8%, a sektory takie jak budownictwo czy logistyka wchłaniają setki tysięcy ludzi właśnie dzięki temu, że praca ma charakter mobilny i terenowy. Bez tych ludzi polska gospodarka po prostu by stanęła. Ktoś musi dowieźć towar, postawić budynek i naprawić awarię na drugim końcu kraju.
Blaski i cienie braku stałego biura
Każdy medal ma dwie strony i dotyczy to również mobilnego trybu zatrudnienia. Z jednej strony wiele osób wybiera taki model celowo, bo nie cierpi monotonii. Siedzenie przez osiem godzin w czterech ścianach biurowca przyprawia ich o ból głowy. Wolą widzieć efekty swojej pracy w terenie, decydować o swoim czasie w miarę elastycznie i nie patrzeć szefowi cały dzień w oczy. To daje poczucie wolności, którego brakuje w tradycyjnych etatach.
Z drugiej strony brak stałego miejsca pracy mocno daje w kość pod kątem zdrowotnym i społecznym. Ciągłe zmiany otoczenia, jedzenie w biegu, nieregularny sen i życie na walizkach zbierają swoje żniwo. Do tego dochodzi poczucie izolacji, bo trudno budować głębokie relacje z zespołem, kiedy widzi się współpracowników od święta albo w ogóle mija się z nimi na zmianach. Statystyki pokazują, że stres związany z warunkami pracy dotyka ponad połowę zatrudnionych w Polsce, a w przypadku osób mobilnych dochodzą do tego jeszcze obciążenia fizyczne.
Jak organizacje próbują nadążyć za mobilnością?
Pracodawcy, którzy zatrudniają pracowników terenowych, muszą kombinować zupełnie inaczej niż korporacje z tradycyjnymi biurami. Tradycyjna kontrola obecności tutaj nie działa, bo jak sprawdzić kogoś, kto akurat montuje klimatyzację w Szczecinie albo prowadzi TIR-a pod Berlinem? Zamiast tego stawia się na rozliczenie z efektów, nowoczesne systemy GPS oraz aplikacje mobilne do zarządzania zadaniami.
Firmy zauważają też, że bez dobrego zaplecza technologicznego trudno utrzymać takich pracowników na dłuższą metę. Skoro nie mają oni swojego biurka, to cała komunikacja musi szynko i sprawnie mieścić się w smartfonie. Kto nie zainwestuje w dobre narzędzia i jasne zasady rozliczeń, ten szybko traci ludzi na rzecz konkurencji. Bo na dzisiejszym rynku pracy elastyczność i szacunek dla czasu pracownika mobilnego to najważniejsza waluta.










