Svalbard ma miasto bez cmentarza. Wieczna zmarzlina zmieniła zasady życia mieszkańców

0
2
Svalbard ma miasto bez cmentarza. Wieczna zmarzlina zmieniła zasady życia mieszkańców

Gdy myślimy o małych miasteczkach, zazwyczaj widzimy w nich lokalny kościółek, rynek i cmentarz cicho wpisany w krajobraz. Istnieje jednak na dalekiej Północy miejsce, które całkowicie odwraca te pojęcia, bo brakuje mu jednego z tych elementów. Mowa o Longyearbyen, czyli największej osadze na norweskim archipelagu Svalbard, gdzie od dziesięcioleci nie wolno chować zmarłych w tradycyjny sposób.

Dlaczego w Longyearbyen nie można kopać grobów?

Wszystko rozbija się o podłoże, na którym wyrósł ten arktyczny punkt na mapie. Dominującym zjawiskiem jest tam wieczna zmarzlina, czyli grunt, który przez okrągły rok utrzymuje temperaturę poniżej zera. Zwykła ziemia po wkopaniu trumny pozwala na naturalny rozkład szczątków, ale arktyczny permafrost działa zupełnie inaczej.

Zamiast ulegać powolnej dekompozycji, ciała spoczywające w miejscowej ziemi pozostawały nienaruszone przez dekady. Niskie temperatury zamrażają tkanki niczym w potężnej, naturalnej lodówce. Mieszkańcy zauważyli ten osobliwy problem już w połowie ubiegłego stulecia i szybko wyciągnęli z niego twarde wnioski.

Wirusy, które przetrwały próbę czasu

Lokalne przepisy zaostrzono w 1950 roku, gdy dotarła świadomość realnego zagrożenia sanitarnego. Największym dowodem na słuszność tej decyzji okazały się badania naukowe przeprowadzone pod koniec lat dziewięćdziesiątych. Badacze postanowili przyjrzeć się szczątkom górników pochowanych tam podczas potężnej pandemii grypy hiszpanki z 1918 roku.

Okazało się, że tkanki zamrożone w wiecznej zmarzlinie wciąż zawierały przetrwałe fragmenty groźnego wirusa. Perspektywa tego, że zamarznięte ciało może stać się nosicielem dawnych chorób, zmusiła władze do całkowitego zamknięcia lokalnego cmentarza dla tradycyjnych pochówków trumiennych.

Jak wygląda rzeczywistość mieszkańców?

Życie w tak specyficznych warunkach wymaga elastyczności i planowania każdego kroku, również tego ostatecznego. Jeśli stan zdrowia kogoś z mieszkańców drastycznie się pogarsza, lokalne służby starają się przetransportować go na stały ląd Norwegii. Tam też najczęściej dochodzi do pożegnań i pochówków.

Alternatywą dopuszczoną przez przepisy jest kremacja. Prochy w urnie można już bez przeszkód złożyć na miejscu, choć takie uroczystości należą do rzadkości. Cały ten system pokazuje, jak potężną siłą dysponuje arktyczna przyroda, która potrafi zmienić najbardziej podstawowe ludzkie rytuały.

Zostaw odpowiedź