Zakupy na Allegro z Chin – kto zarabia na produkcie za 19,99 zł

Szary foliopak, bąbelkowa koperta albo miniaturowe pudełko z tektury, która przeszła więcej niż niejeden globtroter. W środku kabel do telefonu, etui na słuchawki albo zestaw kolorowych spinek. Cena na Allegro: 19,99 zł. Dostawa: darmowa w ramach Smart!. Ten przedmiot pokonał ponad 8000 kilometrów z Shenzhen do Twojego paczkomatu, a Ty zapłaciłeś za niego równowartość dwóch kaw w sieciówce. Jak to możliwe, że po drodze nikt nie zbankrutował?
Kiedy patrzymy na taką kwotę, intuicja podpowiada, że to się nie spina. Przecież sam kurier w Polsce kosztuje kilkanaście złotych, a gdzie marża, podatki i zarobek fabryki? Brutalna prawda o e-commerce jest taka, że na produkcie za niecałe dwie dychy zarabiają niemal wszyscy, choć dla sprzedawcy jest to walka o każdy grosz, w której margines błędu praktycznie nie istnieje.
Matematyka paragonu: Gdzie znikają Twoje pieniądze?
Rozbijmy te 19,99 zł na czynniki pierwsze. Na początek państwo bierze swoje. W Polsce standardowa stawka VAT to 23%. Od kwoty 19,99 zł podatek wynosi około 3,74 zł. Zostaje nam 16,25 zł. To jest baza, z której muszą wyżywić się platforma sprzedażowa, firma kurierska, importer i chiński producent.
Następny w kolejce jest gigant z Poznania. Allegro nie udostępnia swojej infrastruktury za darmo. Prowizje zależą od kategorii, ale w przypadku drobnej elektroniki czy akcesoriów domowych oscylują wokół 10-15%. Przyjmijmy średnią stawkę 12% liczoną od ceny brutto plus ewentualne opłaty transakcyjne. To kolejne 2,40 zł, które trafia do kasy platformy. Do tego dochodzi koszt uczestnictwa w programie Smart!. Choć dla klienta jest on darmowy, sprzedawca współfinansuje przesyłkę. W 2024 roku, przy zamówieniu o niskiej wartości, koszt ten dla przedsiębiorcy to zazwyczaj od 1,50 zł do 3 zł, zależnie od wybranej metody dostawy i wielkości koszyka.
W tym momencie w portfelu sprzedawcy zostaje około 11-12 zł. A przecież towar nie znalazł się na aukcji sam.
Reklama, czyli haracz za widoczność
W dzisiejszym e-commerce nie wystarczy wystawić przedmiotu. Jeśli nie zapłacisz za Allegro Ads, Twój kabel do iPhone’a wyląduje na 40. stronie wyników wyszukiwania, gdzie zaglądają tylko najbardziej zdeterminowani poszukiwacze okazji. Skuteczna kampania reklamowa potrafi „zjeść” od 5% do nawet 15% wartości sprzedaży. Przyjmijmy ostrożnie 2 zł na marketing za każdą sprzedaną sztukę.
Zostaje nam 9-10 zł. Z tej kwoty trzeba opłacić magazyn, pracownika, który spakuje paczkę, taśmę klejącą i sam produkt. Brzmi niemożliwie? Tutaj wchodzi skala.
Ile kosztuje produkt u źródła?
Aby zarobić na rzeczy za 19,99 zł, sprzedawca musi kupić ją w Chinach za ułamek tej kwoty. Na platformach takich jak 1688.com (chiński odpowiednik Alibaby dla hurtowników) proste etui na telefon kosztuje często od 0,30 do 0,80 USD. Przy kursie dolara w okolicach 4 zł, daje to cenę jednostkową na poziomie 1,20 – 3,20 zł.
Transport morski w kontenerze (drobnica LCL) jest tani, jeśli potrafisz czekać 45-60 dni. Koszt sprowadzenia jednej sztuki lekkiego przedmiotu to zazwyczaj kilkadziesiąt groszy. Cło? Na wiele drobnych akcesoriów stawka wynosi 0% lub jest symboliczna. Sumując: produkt, który kupujesz za dwie dychy, wjechał do polskiego magazynu za około 4-5 zł.
Rachunek końcowy wygląda mniej więcej tak:
- Cena sprzedaży: 19,99 zł
- VAT: -3,74 zł
- Prowizja Allegro: -2,40 zł
- Dopłata do Smart!: -2,00 zł
- Allegro Ads: -2,00 zł
- Koszt zakupu i transportu z Chin: -4,50 zł
- Zysk operacyjny: 5,35 zł
Z tych pięciu złotych sprzedawca musi jeszcze opłacić biuro, ZUS i podatki dochodowe. Jeśli sprzeda 1000 sztuk miesięcznie, zarobi na czysto kilka tysięcy złotych. Jeśli jednak co dziesiąty klient odeśle towar (a darmowe zwroty Smart! do tego zachęcają), zysk błyskawicznie topnieje. Jeden zwrot potrafi zniwelować marżę z trzech lub czterech sprzedanych produktów.
Kto wygrywa w tej grze?
Największym beneficjentem tego modelu jest Allegro. Platforma zarabia niezależnie od tego, czy sprzedawca wyjdzie na swoje. Pobiera prowizję od każdej transakcji, opłaty za reklamy i abonamenty. Drugim wygranym jest InPost i inne firmy logistyczne, które dzięki milionom tanich paczek budują potężne wolumeny przesyłek.
Sprzedawca jest w tej układance najbardziej ryzykownym ogniwem. Musi zamrozić kapitał w towarze, czekać miesiącami na dostawę z Chin i modlić się, by w międzyczasie konkurencja nie obniżyła ceny o 50 groszy, co zepchnie go w rankingu trafności. Coraz częściej polscy pośrednicy przegrywają z samymi Chińczykami, którzy zakładają konta bezpośrednio na Allegro. Wysyłają towar z magazynów typu fulfillment w Polsce lub Niemczech, tnąc marżę do absolutnego minimum, bo nie muszą utrzymywać tutaj biur ani sztabu ludzi.
Dla Ciebie, jako klienta, 19,99 zł to niska cena za wygodę. Dla ekosystemu e-commerce to jednak morderczy wyścig, w którym zarabia się nie na jakości, a na bezlitosnej optymalizacji kosztów i gigantycznej skali. Następnym razem, gdy odbierzesz z paczkomatu tani drobiazg z Chin, pamiętaj – te pięć złotych zysku, które zostało w kieszeni sprzedawcy, to owoc logistycznej gimnastyki, która obejmuje pół świata.










