Zawody które jeszcze niedawno nie istniały

0
3
Zawody które jeszcze niedawno nie istniały

Kiedy moja babcia pytała mnie, co właściwie robię całymi dniami przed tym komputerem, zazwyczaj machałam ręką i rzucałam coś o pisaniu tekstów do internetu. Dla pokolenia, które całe życie przepracowało w fabryce albo w urzędzie z pieczątkami w ręku, pojęcie pracy polegającej na wymyślaniu słów do wyszukiwarek brzmiało co najmniej podejrzanie. Tyle że świat wokół nas przyspieszył w tempie, za którym nie nadążają nawet podręczniki do WOS-u. Wystarczy cofnąć się pamięcią o dekadę lub dwie, żeby zobaczyć, jak wiele stanowisk, na których dzisiaj zarabia się wielkie pieniądze, po prostu nie widniało w żadnych rejestrach.

Z danych Światowego Forum Ekonomicznego (WEF) oraz analiz rynku pracy wynika jasno, że transformacja cyfrowa i technologiczna przemeblowała naszą codzienność. Raporty branżowe pokazują, że miliony ludzi na całym świecie wstają rano do pracy, która jeszcze dwadzieścia lat temu istniała co najwyżej w powiecie science-fiction albo w głowach scenarzystów filmowych. I nie mówimy tutaj o niszowych hobby, ale o pełnoprawnych gałęziach gospodarki, które generują potężne zyski.

Od zabawy w telefonie do poważnego biznesu

Spójrzmy chociażby na influencerów czy twórców treści wideo. Jeszcze na początku lat dwutysięcznych człowiek, który nagrywał siebie telefonem w pokoju i wrzucał to do sieci, był uważany za ekscentryka bez zajęcia. Dziś to potężny rynek wart miliardy dolarów, zatrudniający całe sztaby montażystów, menedżerów i specjalistów od podatków. Marki wydają na współpracę z twórcami internetowymi astronomiczne budżety, bo tradycyjna telewizja przestała docierać do młodego pokolenia.

Podobnie wygląda historia analityków danych oraz inżynierów sztucznej inteligencji. Kiedy zasoby internetu mieściły się na nielicznych serwerach, nikt nie potrzebował sztabu ludzi, którzy patrzą w słupki i sprawdzają, jak algorytmy podpowiadają nam buty w sklepach internetowych. Dziś dane to nowa ropa naftowa, a firmy płacą miliony za to, żeby ktoś potrafił je uporządkować i wyciągnąć z nich wnioski.

Nowa gastronomia i transport miejski

Wystarczy wyjść na ulicę dowolnego większego miasta w Polsce, żeby zobaczyć inne namacalne dowody tej rewolucji. Kierowcy aplikacji przewozowych czy kurierzy dowożący jedzenie na ciepło za pomocą skomplikowanych systemów geolokalizacji to model biznesowy, który ukształtował się w zasadzie w ciągu ostatniej dekady. Podobnie jak operatorzy dronów, bez których dzisiaj nie odbywa się żadna nowoczesna budowa, filmowanie wesel czy inspekcja linii wysokiego napięcia.

Co ciekawe, zmiany te doskonale widać w statystykach urzędów pracy oraz w corocznych prognozach takich jak polski Barometr Zawodów. Ministerstwa i instytucje badawcze co roku dopisują do list nowe pozycje, bo pracodawcy zgłaszają zapotrzebowanie na ludzi o umiejętnościach, których uczelnie wyższe jeszcze kilka lat temu w ogóle nie miały w programach nauczania.

Co nas czeka za kolejnych kilka lat?

Eksperci od rynku pracy powtarzają w kółko jak mantrę, że dzisiejsze dzieciaki w szkołach podstawowych będą pracować w zawodach, o których my nie mamy jeszcze zielonego pojęcia. Rozwój automatyzacji i systemów uczących się sprawia, że stare profesje powoli odchodzą do lamusa, ustępując miejsca niszą, w których liczy się elastyczność, szybkie myślenie i gotowość do ciągłej nauki.

Nie ma się jednak czego bać. Zamiast kurczowo trzymać się wizji jednej bezpiecznej pracy od ósmej do szesnastej na całe życie, coraz częściej budujemy własne ścieżki składające się z kilku mniejszych umiejętności. I chociaż czasami trudno nadążyć za tym, jak nazywają się nowe stanowiska w korporacjach, jedno jest pewne – nudno na rynku pracy na pewno nie będzie.

Zostaw odpowiedź