Coraz więcej osób wybiera spokojniejsze życie kosztem kariery

0
3
Coraz więcej osób wybiera spokojniejsze życie kosztem kariery

Przez lata wmawiano nam, że jedynym słusznym kierunkiem jest marsz w górę. Wizytówka z długim stanowiskiem, telefon dzwoniający w sobotni poranek i ciągłe gonienie za kolejnym awansem stanowiły miarę sukcesu. Dziś coraz więcej osób mówi temu systemowi dość. Zamiast kolejnej podwyżki okupionej bezsennością, wybierają święty spokój, czas na kawę i normalne życie po godzinach.

To nie jest lenistwo, o które tak łatwo oskarża się młodsze pokolenia. To trzeźwa kalkulacja. Gdy popatrzymy na twarde dane, obraz zmienia się jak w kalejdoskopie. Z badań agencji zatrudnienia Randstad wynika, że aż 57 procent polskich pracowników woli pracę stabilną i przewidywalną od takiej, która jest ekscytująca, ale niesie za sobą ciągły stres i ryzyko. Ludzie wolą mieć święty spokój niż drżeć o kolejny projekt.

Podobnie pokazują to akademickie analizy. Z raportu Politechniki Wrocławskiej „Skok w dorosłość” wynika, że kariera zawodowa w hierarchii ważności młodych ludzi ląduje dopiero na piątym miejscu, gromadząc 38 procent wskazań. Wyprzedzają ją bezdyskusyjnie rodzina, zdrowie, a także zwykły, osobisty dobrostan. Z kolei z danych zgromadzonych w badaniu „Młoda Małopolska” jasno wynika, że obok ciekawej pracy młodzi na równi stawiają miłość i święty spokój, odrzucając ślepy wyścig szczurów.

Skąd ta gwałtowna zmiana zwrotnio­na? Odpowiedź kryje się w domach. Wielu z nas patrzyło na swoich rodziców, którzy w latach dziewięćdziesiątych i dwutysięcznych zostawiali w firmach zdrowie, małżeństwa i nerwy, zyskując w zamian co najwyżej obietnicę stabilności. Kiedy przyszły kryzysy, korporacyjna lojalność okazała się złudzeniem. Dzisiejszy pracownik wyciąga z tego proste wnioski: praca to tylko transakcja wymiany czasu na pieniądze, a nie sens istnienia.

Zjawisko to przybiera różne twarze. Od oficjalnego zwalniania tempa, po tzw. cichą rezygnację, czyli sumienne wykonywanie swoich obowiązków z umowy, bez brania nadgodzin i bez emocjonalnego zaangażowania w cele korporacji. Nawet menedżerowie wysokiego szczebla i specjaliści IT, którzy mogliby zarabiać krocie, coraz częściej decydują się na kilkumiesięczne przerwy zawodowe, żeby po prostu odetchnąć. Wolą zarobić mniej, ale nie faszerować się lekami na uspokojenie.

Czy mniejsza ambicja zawodowa musi oznaczać życiową porażkę? Zupełnie nie. To raczej powrót do proporcji, w których praca ma finansować życie, a nie je pochłaniać. Wygląda na to, że największym luksusem dzisiejszych czasów przestaje być drogi samochód w leasingu, a staje się czysta głowa o piątej po południu.

Zostaw odpowiedź