Pokolenie które nie chce kupować samochodu, mieszkania ani telewizora

0
2
Pokolenie które nie chce kupować samochodu, mieszkania ani telewizora

Kiedyś wyznacznikiem sukcesu był zestaw: własnościowe mieszkanie w bloku z wielkiej płyty, lśniący samochód na parkingu i ogromny telewizor w salonie, najlepiej taki, który zajmował pół meblościanki. Dzisiaj te symbole statusu dla dużej części osób poniżej 30. czy nawet 35. roku życia stają się balastem. Nie chodzi tylko o to, że nas nie stać (choć ceny nieruchomości w Polsce potrafią zwalić z nóg), ale o fundamentalną zmianę w podejściu do życia. Wchodzimy w erę „użytkowania zamiast posiadania”, gdzie wolność mierzy się brakiem kredytu hipotecznego i możliwością spakowania całego życia w dwie walizki w ciągu godziny.

Mieszkanie: Złota klatka czy wolność wyboru?

Dane są bezlitosne. Według raportu Eurostatu za 2022 rok, aż 47,3% młodych Polaków w wieku 18-34 lata nadal mieszka z rodzicami. Można by pomyśleć, że to tylko kwestia ekonomii, ale gdy przyjrzymy się tym, którzy już „poszli na swoje”, widać nowy trend. Coraz więcej osób świadomie wybiera najem, nawet jeśli ich zarobki teoretycznie pozwalałyby na ubieganie się o kredyt. Dlaczego? Bo średnia cena metra kwadratowego w Warszawie, według danych NBP z III kwartału 2023 roku, przekroczyła na rynku pierwotnym 15 000 – 16 000 zł. W Krakowie czy Gdańsku sytuacja wygląda podobnie.

Młodzi ludzie kalkulują: 30 lat wiązania się z jedną dzielnicą i jednym miastem brzmi jak wyrok. Pokolenie Z i młodsi Milenialsi cenią mobilność. Dzisiaj pracują w Warszawie, za pół roku mogą dostać ofertę z Berlina albo Lizbony. Wynajmowane mieszkanie daje ten komfort, że wypowiedzenie umowy trwa miesiąc, a nie wymaga szukania kupca na nieruchomość i użerania się z bankiem o przewalutowanie czy wcześniejszą spłatę długu. To podejście typu housing-as-a-service.

Samochód? Wolę aplikację

Jeszcze dwie dekady temu osiemnastka oznaczała natychmiastowy kurs prawa jazdy. Dziś statystyki Ministerstwa Cyfryzacji pokazują, że zainteresowanie „prawkiem” wśród najmłodszych roczników systematycznie spada. W miastach takich jak Wrocław, Poznań czy Warszawa posiadanie własnego auta to często więcej problemów niż korzyści. Koszty ubezpieczenia OC, które dla młodych kierowców potrafią wynosić 2000-3000 zł rocznie, do tego paliwo, serwis i wieczny problem z parkowaniem.

Zamiast tego mamy carsharing, Ubera, Bolta i hulajnogi elektryczne. Raporty rynkowe wskazują, że rynek wynajmu aut na minuty w Polsce, mimo pewnych zawirowań, wciąż ma silną bazę użytkowników. Dla kogoś, kto potrzebuje auta raz w tygodniu na większe zakupy albo wypad za miasto, posiadanie własnego pojazdu jest po prostu nielogiczne z ekonomicznego punktu widzenia. Traficar czy Panek stały się naturalnym przedłużeniem transportu publicznego. Młodzi wolą zapłacić 40 zł za przejazd i mieć „święty spokój”, niż martwić się o wymianę opon zimowych.

Telewizor? Przecież mam laptopa i smartfon

Czarny prostokąt na ścianie w salonie? Dla wielu osób urodzonych po 2000 roku to zbędny mebel. Z danych Nielsen Strategy wynika, że czas spędzany przed tradycyjną, linearną telewizją w grupie wiekowej 16-24 lata drastycznie spada – o kilkanaście procent rok do roku. Netflix, Disney+, HBO Max, YouTube czy Twitch – to tutaj toczy się życie kulturalne i rozrywkowe. A te platformy działają doskonale na tablecie, laptopie czy nawet smartfonie, z którym młodzi ludzie praktycznie się nie rozstają.

Telewizor jako urządzenie staje się reliktem przeszłości również dlatego, że zmienia się model konsumpcji treści. Nie czekamy na 20:00, żeby obejrzeć film. Oglądamy go w pociągu, w łóżku przed snem albo w kawiarni. Brak telewizora to też manifestacja minimalizmu – mniej kabli, mniej kurzu, więcej przestrzeni w i tak niewielkich, wynajmowanych kawalerkach. Zjawisko „cord-cuttingu”, czyli rezygnacji z kablówki na rzecz subskrypcji internetowych, jest już faktem, który zmienia rynek reklamowy w Polsce.

Ekonomia subskrypcji: Wszystko w abonamencie

To nie jest tak, że to pokolenie nic nie ma. Oni mają wszystko, ale w chmurze. Spotify zamiast płyt CD, Kindle zamiast ciężkich regałów z książkami, Adobe Creative Cloud zamiast pudełkowych wersji oprogramowania. Nawet ubrania zaczynamy wypożyczać (platformy typu Rent the Runway czy polskie odpowiedniki). To przejście od gospodarki własności do gospodarki dostępu.

Psycholodzy społeczni zauważają, że dla dzisiejszych 20-latków ważniejsze od mieć jest doświadczać. Pieniądze, które ich rodzice odkładaliby na wkład własny, oni wolą wydać na bilet lotniczy do Azji, kurs nurkowania albo naukę programowania. To inwestycja w siebie, w swoje wspomnienia i umiejętności, których nikt im nie zabierze, w przeciwieństwie do samochodu, który traci 20% wartości w momencie wyjazdu z salonu.

Warto jednak zauważyć drugą stronę medalu. Część ekspertów alarmuje, że brak własności to brak bezpieczeństwa na starość. Eksperci z NBP w swoich analizach dotyczących luki mieszkaniowej często podkreślają, że w Polsce własność nieruchomości jest tradycyjnie postrzegana jako najlepsza forma emerytury. Młodzi jednak zdają się tym nie przejmować, wierząc w elastyczność i zdolność adaptacji do zmieniającego się świata. Czy to lekkomyślność? A może po prostu trzeźwa ocena rzeczywistości, w której inflacja i niestabilność rynków sprawiają, że gromadzenie fizycznych dóbr wydaje się zbyt ryzykowne?

Jedno jest pewne: rynek musi się dostosować. Deweloperzy coraz częściej budują całe bloki pod wynajem instytucjonalny (PRS), firmy motoryzacyjne stawiają na wynajem długoterminowy i subskrypcje, a producenci elektroniki muszą walczyć o uwagę widza, który nie patrzy już w stronę 65-calowych ekranów 4K, lecz w stronę mobilności i wygody. Świat bez własności staje się naszą nową codziennością, czy nam się to podoba, czy nie.

Zostaw odpowiedź