Jak Żabka zarabia na sklepach które są niemal wszędzie

0
2
Jak Żabka zarabia na sklepach które są niemal wszędzie

Gdziekolwiek się nie odwrócisz, w zasadzie wszędzie trafiasz na zielony szyld. Czasami sklepy tej samej sieci stoją wręcz naprzeciwko siebie albo na tym samym osiedlu, dzieli je zaledwie kilka minut spaceru. Dla wielu osób to fenomen, bo tradycyjne biznesy handlowe zazwyczaj uciekają od siebie, żeby nie podbierać sobie klientów. Żabka działa jednak zupełnie inaczej i robi to z premedytacją, zamieniając wszechobecność w swój główny żeton przetargowy na rynku.

Skala, która zmienia zasady gry

Kiedy masz w kraju ponad 12 tysięcy placówek, przestajesz być zwykłym sklepem osiedlowym, a stajesz się potężną machiną logistyczno-handlową. Taka skala pozwala na dyktowanie warunków dostawcom i kupowanie towarów w tak ogromnych ilościach, że jednostkowy koszt drastycznie spada. Zamiast walczyć o klienta niskimi cenami wielkich hipermarketów, sieć postawiła na coś zupełnie innego – na wygodę, bliskość i czas, którego współczesny człowiek ma chroniczny brak.

Biznes opiera się na prostym założeniu: zapłacisz chętnie nieco więcej za bułkę czy kawę na wynos, jeśli nie musisz jechać do wielkiego marketu i stać w długich kolejkach. Sklepy są małe, dzięki czemu można je wcisnąć w niemal każdą wolną przestrzeń na parterze bloku, w biurowcu czy przy ruchliwym przystanku. To sprawia, że klient wpada tam po drodze, nie zastanawiając się zbytnio nad groszowymi różnicami w cenach.

Franczyza, czyli biznes prowadzony cudzymi rękami

Jednym z najważniejszych filarów tego sukcesu jest model biznesowy oparty na franczyzie. Oznacza to w praktyce, że sieć nie musi zatrudniać tysięcy kierowników sklepów ani martwić się bezpośrednim zarządzaniem każdym punktem na mapie. Zamiast tego oddaje je w ręka niezależnych przedsiębiorców, którzy zakładają własne działalności.

Współpraca opiera się na precyzyjnie skrojonych zasadach. Według danych udostępnianych przez sieć, średnia roczna marża przypisana do pojedynczego punktu potrafi robić wrażenie i sięga nawet około 446 tysięcy złotych, co w przeliczeniu na miesiąc daje ponad 37 tysięcy złotych. Warto jednak pamiętać o kluczowej rzeczy, o której często trąbią sami właściciele – marża to nie to samo co czysty zysk do kieszeni.

Przychód to nie zysk, czyli gdzie uciekają pieniądze

Z tych wspomnianych kilkudziesięciu tysięcy złotych miesięcznego przychodu trzeba najpierw opłacić całą masę bieżących kosztów. Największym z nich są bez wątpienia pracownicy, ponieważ sklep musi być otwarty przez wiele godzin dziennie, nierzadko również w niedziele objęte ograniczeniami handlu dzięki statusowi placówki pocztowej lub punktu usługowego. Do tego dochodzą składki ZUS, podatki, koszty księgowości oraz straty związane z przeterminowanym towarem czy mankiem.

W praktyce, po odliczeniu wszystkich niezbędnych wydatków, na czysto właściciel pojedynczego punktu zostaje zazwyczaj z kwotą rzędu kilku tysięcy złotych miesięcznie, choć wszystko zależy od świetnej lokalizacji i smykałki do zarządzania. Wielu z nich decyduje się na tzw. multifranczyzę, czyli przejście pod swoje skrzydła drugiego, a nawet trzeciego sklepu, żeby realnie zwiększyć domowy budżet.

Zarabianie na wszystkim, nie tylko na jedzeniu

Współczesna Żabka już dawno przestała być zwykłym sklepem spożywczym, w którym kupisz tylko chleb i masło. Prawdziwe pieniądze kręcą się wokół dodatkowych usług okołohandlowych, które przyciągają ludzi do środka. Odbiór paczek, szybki hot-dog, świeżo mielona kawa czy doładowania telefonów to magnesy generujące ogromny ruch.

Każda taka usługa oznacza prowizję dla sieci oraz pretekst, by klient przy okazji wrzucił do koszyka coś słodkiego czy napój. Do tego dochodzi potężna warstwa technologiczna i aplikacja mobilna, która zbiera dane o naszych nawykach zakupowych z niesamowitą dokładnością. Dzięki temu oferty są dopasowane niemal idealnie, a klienci wracają tam niemal codziennie, napędzając finansową machinę giganta.

Zostaw odpowiedź