Dlaczego IKEA nie chce być najtańszym sklepem meblowym

Gdy myślimy o urządzaniu mieszkania po kosztach, w głowach niemal od razu pojawia się żółto-niebieskie logo. Szwedzki gigant przez dekady przyzwyczaił nas do tego, że tani regał czy prosty stolik są na wyciągnięcie ręki. Jednak patrząc na to, jak marka prowadzi swoją politykę finansową, łatwo zauważyć pewien paradoks. Choć miliony ludzi kojarzą ją z oszczędnością, IKEA wcale nie dąży do tego, by być najtańszym sklepem meblowym na rynku.
Demokratyczne wzornictwo zamiast taniości za wszelką cenę
Filozofia firmy opiera się na tak zwanym demokratycznym wzornictwie. Oznacza to, że każdy produkt musi łączyć w sobie pięć elementów: funkcjonalność, formę, dobrą jakość, zrównoważony rozwój i odpowiednią cenę. Kiedy utnie się jeden z tych filarów – na przykład jakość – bardzo łatwo zejść z ceną do absolutnego minimum. Tyle że wtedy mebel rozpadnie się po jednej przeprowadzce, a nie o to chodzi w budowaniu trwałego zaufania klienta.
Szwedzi odwracają tradycyjny proces tworzenia produktów. Zamiast najpierw zaprojektować coś drogiego, a potem kombinować, jak to taniej wyprodukować, zaczynają od docelowej kwoty. Potem szukają sprytnych rozwiązań technologicznych, takich jak płaskie paczki oszczędzające miejsce w transporcie czy standaryzacja śrubek. Dzięki temu cena jest przystępna, ale nie najniższa na rynku, bo w grę wchodzą też koszty uczciwych łańcuchów dostaw i porządnych materiałów.
Inwestycje w ceny, ale na własnych warunkach
Warto pamiętać, że gigant potrafi przeznaczać gigantyczne kwoty na obniżki – na przestrzeni ostatnich lat grupy zrzeszone w strukturach marki wpompowały ponad 2 miliardy euro w stałe cięcia cen najpopularniejszych produktów, walcząc ze skutkami inflacji. Nie oznacza to jednak wyścigu do dna z dyskontami czy mniej znanymi graczami internetowymi.
Chodzi o to, by zachować złoty środek. Kiedy na rynku szaleje drożyzna, firmy próbujące utrzymać miano najtańszych często tną koszty tam, gdzie widać to gołym okiem – na grubości płyty meblowej czy trwałości zawiasów. IKEA woli utrzymać pewien standard, a oszczędności szuka w automatyzacji procesów, logistyce i efektywności własnych sklepów.
Jakość, która ma przetrwać lata
Spójrzmy na popularne serie szaf czy systemy kuchenne, które posiadają wieloletnie gwarancje. Stolarze rzemieślnicy często korzystają z bardzo podobnych płyt meblowych, jednak gotowy zestaw z salonu szwedzkiej sieci wychodzi znacznie taniej. Z drugiej strony, wciąż jest droższy niż najprostsze, bezmarkowe meble z marketów budowlanych.
Dlaczego klienci wybierają ten wariant? Ponieważ szukają przewidywalności. Wiedzą, że dokupią pasujące pudełko, wymieniają fronty albo skorzystają z opcji odkupu używanych mebli w ramach programu obiegowego, takiego jak IKEA Preowned. Ta cała infrastruktura kosztuje, dlatego najniższa cena w gazetce promocyjnej nigdy nie była głównym celem strategicznym firmy.
Wartość, która wygrywa z czystą ceną
Na koniec dnia decyduje postrzeganie wartości przez kupującego. Klient woli zapłacić odrobinę więcej, jeśli wie, że otrzyma sprawną obsługę, łatwy zwrot i produkt, który nie rozsypie się po roku. Bycie najtańszym w tabeli Excela oznacza zazwyczaj cięcie marży do zera i rezygnację z wartości dodanej. A IKEA woli pozostać marką pierwszego wyboru – taką, do której porównuje się cała branża meblowa, nawet jeśli w danej chwili ktoś obok ma w ofercie tańszy taboret.










