Miejsca w Europie gdzie samochód jest większym problemem niż pomocą

0
3
Miejsca w Europie gdzie samochód jest większym problemem niż pomocą

Pakujesz walizki, planujesz urlop i naturalnie myślisz o wynajmie auta, bo przecież tak najwygodniej. W końcu samochód daje wolność, pozwala zjechać z głównej trasy i dotrzeć wszędzie tam, gdzie nie dojeżdżają pociągi. W wielu zakątkach Europy ta wyższość czterech kółek jednak szybko zamienia się w koszmar, a codzienna jazda przypomina drogową orkę na ugorze. Zamiast swobody dostajesz wielogodzinne korki, astronomiczne ceny postoju i nerwowe szukanie wolnego skrawka asfaltu. Statystyka europejska nie pozostawia złudzeń: liczba aut w Unii Europejskiej przekroczyła już 259 milionów sztuk, rosnąc o blisko 6 procent w stosunku do poprzednich lat. Ulice miast po prostu pękają w szwach, a infrastruktura nie nadąża za tym napływem.

Włoskie labirynty i zakazane strefy

Włochy to piękny kraj, ale wjazd samochodem do historycznych centrów tamtejszych miast to najkrótsza droga do finansowej katastrofy. Lokalne władze stosują bezwzględne strefy ograniczonego ruchu, znane jako ZTL, gdzie bez specjalnego zezwolenia w ogóle nie wolno wjeżdżać. Kamery rejestrują każdą tablicę rejestracyjną, a mandaty potrafią zaskoczyć kierowcu wiele tygodni po powrocie do domu. Do tego dochodzi problem parkowania, które w miastach takich jak Rzym czy Florencja kosztuje czasem nawet do 11 euro za godzinę. Szukanie miejsca potrafi zająć kilkadziesiąt minut, skutecznie odbierając całą radość ze zwiedzania.

Zużycie paliwa w gęstym, miejskim ruchu drastycznie rośnie, a średnie koszty wynajmu auta w szczycie sezonu turystycznego wahają się od 180 do nawet 400 euro tygodniowo. Dorzuć do tego obowiązkowe ubezpieczenia i ceny benzyny przekraczające w Europie Zachodniej 1,60 – 1,90 euro za litr, a szybko uświadomisz sobie, że samochód generuje ogromne koszty. W miastach takich jak Wenecja sprawa jest zresztą postawiona jeszcze prościej. Tam auto staje się po prostu bezużyteczną masą, którą musisz zostawić na wielkim parkingu na stałym lądzie, bo dalej rządzisz się wyłącznie na pieszo lub przesiadasz się na tramwaje wodne.

Metropolie, gdzie korki zjadają czas

Wielkie europejskie stolice coraz śmielej wypędzają kierowców ze swoich centów, stawiając na transport publiczny i rowery. Londyn już lata temu wprowadził opłaty za wjazd do centrum, a średnia prędkość poruszania się po brytyjskiej stolicy oscyluje wokół zaledwie kilkunastu kilometrów na godzinę. Podobnie dzieje się w Paryżu, gdzie zamknięto dla aut duże obszary w samym sercu miasta, usuwając dziesiątki tysięcy miejsc postojowych. Stolica Francji dąży do ograniczenia ruchu samochodowego, a statystyki pokazują, że liczba podróży autem spadła tam o kilkadziesiąt procent w porównaniu do lat ubiegłych.

Nawigacje satelitarne regularnie publikują raporty o najbardziej zakorkowanych miastach Europy. Kierowcy tracą w zatorach drogowych setki godzin rocznie, a niezależne badania pokazują, że blisko 30 procent ruchu w godzinach szczytu generują osoby krążące w kółko i desperacko szukające wolnej luki do zaparkowania. To zjawisko wydłuża czas jazdy nawet o 40 procent i drastycznie zwiększa emisję spalin. W takich warunkach posiadanie samochodu w mieście przestaje być pomocą, a staje się uciążliwym obowiązkiem.

Hiszpański fenomen i małe wysepki

Są jednak miejsca, które pokazały, że można żyć zupełnie inaczej. W hiszpańskim miasteczku Pontevedra władze już pod koniec lat dziewięćdziesiątych zdecydowały się na odważny krok i niemal całkowicie wyeliminowały ruch kołowy z historycznego centrum. Zamiast spalin i hałasu, mieszkańcy zyskali przestrzeń pełną zieleni, ławek i bezpiecznych deptaków. Statystyki bezpieczeństwa drogowego skoczyły w górę, a jakość powietrza znacznie przewyższa krajowe normy. Okazuje się, że da się żyć wygodnie bez czterech kółek tuż pod drzwiami domostwa.

Podobne zasady panują na wielu malowniczych wyspach rozsypanych po całej Europie, takich jak grecka Hydra, gdzie całkowicie zakazano używania samochodów i prywatnych rowerów. Głównym środkiem transportu pozostają tam własne nogi, łodzie oraz osiołki. Nawet na popularnych niemieckich wyspach Morza Północnego, takich jak Juist, ruch kołowy jest mocno ograniczony, a towary dostarcza się wozami konnymi lub małymi ciągnikami. Wybierając się w takie rejony z wypożyczonym autem, szybko poczujesz, że Twój pojazd to jedynie problem, za którego parkowanie na brzegu zapłacisz małą fortunę.

Czy warto komplikować sobie urlop?

Podróżowanie bez samochodu wcale nie oznacza ograniczeń. Nowoczesna europejska komunikacja zbiorowa stoi na niezwykle wysokim poziomie. Pociągi dalekobieżne kursują punktualnie, metra w miastach podjeżdżają co dwie minuty, a sieć ścieżek rowerowych pozwala bezpiecznie dotrzeć do najciekawszych zakątków. Rezygnacja z auta to nie tylko oszczędność pieniędzy na drogim paliwie, winietach i mandatach, ale przede wszystkim święty spokój psychiczny. Zamiast wpatrywać się w zderzak poprzedzającego auta i zaciskać ręce na kierownicy, patrzysz przez okno i po prostu odpoczywasz.

Zostaw odpowiedź