Dlaczego Holandia buduje domy na terenach odebranych morzu

0
2
Dlaczego Holandia buduje domy na terenach odebranych morzu

Gdy patrzy się na mapę Europy, od razu widać, że z Holandią jest coś nietypowego. Około jednej trzeciej terytorium tego kraju leży poniżej poziomu morza, a bez ciągłej ochrony ze strony potężnych tam, grobli i systemów pomp spora część państwa po prostu znaduje się pod wodą. Stare powiedzenie mówi, że Bóg stworzył świat, ale Holendrzy stworzyli Holandię. To nie tylko czcza przechwałka, bo faktycznie mowa o narodzie, który przez wieki musiał dosłownie walczyć o każdy metr kwadratowy stałego lądu.

Skąd się wziął ten pomysł?

Historia podbijania terenu zaczęła się wieki temu od tworzenia polderów, czyli odcinania groblami fragmentów płytkiego morza lub jezior, a następnie wypompowywania z nich wody. Kiedyś do tego celu służyły słynne wiatraki, dzisiaj całą robotę robią nowoczesne, wydajne przepompownie. Dzięki temu powstała chociażby cała prowincja Flevoland, czyli ogromny obszar wydarty falom, na którym dzisiaj normalnie żyją ludzie, stoją domy i jeżdżą samochody.

Przez lata ziemia ta była potrzebna głównie rolnictwu, które do dziś czyni z tego małego kraju potęgę eksportową. Dziś jednak sytuacja wygląda zupełnie inaczej, a głównym powodem budowania na wodzie lub terenach odebranych morzu jest gigantyczny brak miejsca. Kraj ma ponad 17 milionów mieszkańców upchniętych na niewielkiej przestrzeni, co sprawia, że wolnej ziemi pod nowe budownictwo po prostu brakuje.

Klimat stawia nowe warunki

Sprawa wcale nie jest taka prosta, bo zmiany klimatyczne sprawiają, że poziom mórz stale rośnie, a zjawiska pogodowe stają się gwałtowniejsze. Zamiast jednak bez końca podwyższać wały i chować się za betonowymi murem, Holendrii postanowili zmienić podejście do żywiołu. Coraz częściej zamiast walczyć z wodą, zaczynają z nią po prostu żyć.

Świetnym przykładem takiego myślenia są nowoczesne osiedla pływające, które wyrastają w miastach takich jak Amsterdam czy Rotterdam. W samym kraju funkcjonuje już dobrych kilkanaście tysięcy domów na wodzie. Nie są to stare, zaniedbane barki, ale nowoczesne, energooszczędne budynki zakotwiczone przy nabrzeżach lub unoszące się swobodnie na specjalnych platformach.

Jak wygląda życie na takich osiedlach?

Wystarczy spojrzeć na amsterdamski kompleks Schoonschip, gdzie mieszkańcy stworzyli samowystarczalne ekologicznie środowisko. Domy posiadają własne panele fotowoltaiczne, pompy ciepła, a nawet zielone dachy i systemy oczyszczania ścieków. Kiedy poziom wody w kanale rośnie na skutek przypływu czy burzy, budynki po prostu powoli unosi się w górę razem z falą, nie ponosząc żadnych szkód.

Architekci i inżynierowie przekonują, że takie podejście to konieczność, a nie tylko ciekawy eksperyment. Tradycyjne budownictwo na terenach depresyjnych bywa kosztowne w utrzymaniu, a gruntu pod zabudowę ubywa. Pływające dzielnice rozwiązują problem braku mieszkań w zatłoczonych aglomeracjach, a przy tym są elastyczne i odporne na kaprysy pogody.

Lekcja dla innych

Holenderskie doświadczenia z wodą uważnie obserwują teraz inne państwa na całym świecie, bo rosnący poziom oceanów dotknie w przyszłości wiele nadmorskich metropolii. To, co dzisiaj wydaje się lokalną ciekawostką z Niderlandów, jutro może być standardem urbanistycznym w niemal każdym zakątku globu. Skoro nie da się zatrzymać natury, trzeba po prostu nauczyć się grać z nią w jednej drużynie.

Zostaw odpowiedź