Co grozi za karmienie gołębi w niektórych europejskich miastach

0
4
Co grozi za karmienie gołębi w niektórych europejskich miastach

Większości z nas widok miejskich gołębi kojarzy się z leniwym popołudniem na ławce i rzucaniem ptakom okruszków chleba. W końcu to obrazek, który przez dziesięciolecia wpisywał się w klimat europejskich metropolii. Okazuje się jednak, że to, co kiedyś było miłym gestem, dzisiaj w wielu miejscach na kontynencie może skończyć się poważnymi kłopotami z prawem.

Władze wielu miast powiedziały dość i wprowadzają surowe zakazy dokarmiania ptaków. Powody są proste i prozaiczne: chodzi o higienę, ochronę historycznych budynków oraz walkę z plagą gryzoni, które lgną do niezjedzonych resztek. Jeśli planujesz urlop i masz w zwyczaju dzielić się jedzeniem z ptakami, lepiej sprawdź lokalne przepisy, bo kary potrafią mocno uderzyć po kieszeni.

Wenecja i plac Świętego Marka pod szczególnym nadzorem

Jednym z najbardziej znanych miejsc, gdzie za karmienie ptaków można srogo zapłacić, jest włoska Wenecja. Przez lata turyści masowo gromadzili się na placu Świętego Marka, robiąc sobie pamiątkowe zdjęcia otoczeni chmarami gołębi. Sytuacja stała się jednak na tyle uciążliwa, że miasto wprowadziło całkowity zakaz rozsypywania ziaren.

Dzisiaj za złamanie tego przepisu w Wenecji grozi mandat wynoszący od 25 do nawet 500 euro. Co ciekawe, przepisy uderzają zarówno w turystów, jak i w nielegalnych sprzedawców ziarna, którzy próbują zarobić na chętnych do zrobienia idealnego zdjęcia na Instagrama. Służby miejskie nie przymykają na to oka, a patrole regularnie sprawdzają plac.

Niemieckie miasteczka i surowe kary finansowe

Podobne regulacje na dobre zagościły za naszą zachodnią granicą. W Niemczech walka z dokarmianiem gołębi trwa w najlepsze już od dłuższego czasu. W takich miastach jak Kolonia, Monachium, Norymberga czy Dortmund zakazy obowiązują od lat, a rozpiętość mandatów robi wrażenie.

W zależności od powagi sytuacji i konkretnej gminy, kary wynoszą od kilkudziesięciu do nawet 1000 euro. Co więcej, w Niemczech zakaz ten często dotyczy nie tylko przestrzeni publicznej, ale bywa wpisywany także do regulaminów budynków przez prywatnych zarządców nieruchomości. Zignorowanie takiego zapisu w umowie najmu może skończyć się oficjalnym upomnieniem, a nawet poważniejszymi konsekwencjami ze strony właściciela mieszkania.

Londyn i słynny zakaz w sercu miasta

Wielka Brytania również ma swoje punkty zapalne. Choć w skali całego kraju nie ma jednego, uniwersalnego zakazu dokarmiania ptaków, to konkretne lokalizacje wprowadzają własne restrykcje. Najgłośniejszym przykładem jest londyński Trafalgar Square.

Przez lata to właśnie tam turystom rozdawano torebki z karmą. Władze Westminsteru zdecydowały się jednak ukrócić ten proceder, wprowadzając rygorystyczne przepisy lokalne. Osoby przyłapane na karmieniu gołębi w tym rejonie muszą liczyć się z mandatami sięgającymi nawet 500 funtów. Podobne mandaty, wynoszące zazwyczaj równowartość kilkudziesięciu lub stu kilkudziesięciu funtów, lokalne rady mogą nakładać w innych zatłoczonych punktach miast w ramach walki z zanieczyszczeniami.

Dlaczego europejskie miasta tak ostro reagują?

Można zadać sobie pytanie, dlaczego urzędnicy tak bardzo uwzięli się na ptaki. Odpowiedź kryje się w statystykach i kosztach utrzymania czystości. Ptasie odchody niszczą zabytkową architekturę, elewacje budynków oraz pomniki, a ich usuwanie kosztuje miejskie budżety miliony.

Ponadto nadmierna populacja gołębi w centrach miast sprzyja rozprzestrzenianiu się zanieczyszczeń, a resztki jedzenia wyrzucane na ziemię natychmiast przyciągają szczury. Z perspektywy samorządów nie jest to więc kwestia kaprysu, lecz realna ochrona zdrowia publicznego i przestrzeni miejskiej. Wybierając się w podróż po Europie, warto o tym pamiętać, zanim wyciągniesz z kieszeni bułkę, by podzielić się nią z gołębiem.

Zostaw odpowiedź