Ceny tych samych produktów różnią się między sklepami nawet o kilkadziesiąt procent

0
0
Ceny tych samych produktów różnią się między sklepami nawet o kilkadziesiąt procent

Łatwo wpaść w rutynę. Idziesz do osiedlowego sklepu, wrzucasz do koszyka masło, mleko, ulubioną kawę, płyn do naczyń i paczkę makaronu, przykładasz kartę do terminala i nawet nie mrugasz. Przecież ceny wszędzie są podobne – tak podpowiada ludzka intuicja. Tyle że twarde dane boleśnie to weryfikują.

Gdy analitycy biorą pod lupę paragony, okazuje się, że za dokładnie ten sam zestaw artykułów w różnych sieciach handlowych można zapłacić kwoty różniące się o kilkadziesiąt procent. I nie mówimy tu o luksusowych towarach z ekskluzywnych delikatesów, ale o zwykłej chemii, produktach sypkich czy nabiale, które stoją na niemal każdym osiedlowym regale.

## Koszyk, który potrafi zaskoczyć portfel

Spójrzmy na cyfry, bo one nie mają emocji. Regularne analizy rynku, takie jak Badanie i Raport Koszyk Zakupowy publikowane przez ASM SFA, od lat obnażają mechanizmy panujące w polskim handlu detalicznym. Różnice w kosztach identycznego zestawu 40 produktów codziennego użytku potrafią wynieść nawet ponad 150 zł na jednym koszyku.

W praktyce oznacza to tyle, że bazując na najniższych cenach rejestrowanych w poszczególnych placówkach, zapłacimy około 230-240 zł, podczas gdy wariant najdroższy potrafi zbliżyć się do granicy 390 zł. Przepaść sięga blisko 40-50% za dokładnie te same marki, tę samą gramaturę i ten sam produkt z fabryki.

Skąd biorą się te dysproporcje? Sieci handlowe prowadzą zupełnie odmienne polityki marżowe. Przykłady z raportów rynkowych pokazują, że pojedyncze artykuły potrafią zaskoczyć ekstremalną rozpiętością stawek. Krem do rąk czy wybrane warzywa mrożone w jednym sklepie kosztują niewiele, a w innym – oddalonym o kilka przecnic – ich cena potrafi być wyższa o ponad 100%.

## Pułapka produktów-kotwic

Wielkie marki i dyskonty doskonale wiedzą, jak działa ludzki mózg. Stosują tzw. produkty-kotwice. To artykuły, które kupujemy najczęściej i których ceny mamy mocno zakodowane w pamięci – chleb, cukier, masło czy mleko. Jeśli te towary są tanie, automatycznie zakładamy, że cały sklep ma bardzo atrakcyjną ofertę.

To sprytny zabieg marketingowy, bo reszta asortymentu – chemia domowa, przetwory, słodycze czy napoje – może być już obarczona znacznie wyższą marżą. Dopiero podsumowanie całego paragonu obnaża prawdomówność danej placówki. Pojedyncza promocja potrafi zamknąć oczy na fakt, że całościowy rachunek rośnie szybciej, niż nam się wydaje.

Kanał / Sieć Średni koszt koszyka (orientacyjnie) Skala zróżnicowania
Hipermarkety (np. Auchan) Niższy poziom cen (najczęściej poniżej 300-310 zł) Baza najtańszych ogólnodostępnych markerów cenowych
Wybrane dyskonty i mniejsze sieci Średni poziom (320-350 zł) Wyższe marże na wybranych kategoriach niespożywczych
Kanały e-grocery / wybrane formaty Najwyższy pułap koszyka Dopłata za wygodę logistyczną i kompletację zamówień

## Wygoda ma swoją cenę

Kolejnym czynnikiem mocno różnicującym stawki jest sam kanał sprzedaży. Zakupy przez internet (e-grocery) czy małe sklepy osiedlowe z definicji obarczone są wyższymi kosztami stałymi – logistyką, pracą ludzką przy kompletowaniu zamówień czy mniejszą skalą negocjacyjną z dostawcami. W efekcie za te same zakupy z dostawą do domu zapłacimy wyraźnie więcej niż w wielkopowierzchniowym hipermarkecie.

Czy da się z tym wygrać? Polacy po latach inflacyjnych wstrząsów wyraźnie zmienili nawyki. Coraz rzadziej kupujemy bezmyślnie, częściej sprawdzamy aplikacje lojalnościowe, porównujemy ceny i szukamy alternatyw. Zamiast przywiązywać się do jednej marki, portfele coraz częściej wędrują tam, gdzie matematyka po prostu się zgadza.

Zostaw odpowiedź