Dlaczego ceny paliwa różnią się między stacjami oddalonymi o kilka kilometrów

0
0
Dlaczego ceny paliwa różnią się między stacjami oddalonymi o kilka kilometrów

Znasz ten scenariusz: tankujesz do pełna na stacji w centrum miasta, a trzy kilometry dalej, przy wyjeździe na obwodnicę, widzisz cenę o 15 groszy niższą na litrze. Przy baku o pojemności 50 litrów to 7,50 zł różnicy – niby niedużo, ale wystarczy na kawę. Dlaczego rynek paliw, który wydaje się tak bardzo ujednolicony przez globalne ceny ropy i hurtowe cenniki Orlenu, potrafi być tak skrajnie różny na tak małym obszarze? Odpowiedź nie leży w jakości paliwa, ale w brutalnej matematyce mikrolokalizacji, kosztach dzierżawy i… parówkach w hot-dogach.

Mikro-rynek, czyli walka o sąsiada

W branży paliwowej nie istnieje coś takiego jak „jedna cena dla Polski”. Każda stacja benzynowa działa w ramach swojego własnego mikro-rynku, który zazwyczaj ogranicza się do promienia 3-5 kilometrów. Kierownicy stacji lub algorytmy w centralach koncernów codziennie (a czasem kilka razy dziennie) monitorują ceny u bezpośredniej konkurencji „za płotem”.

Jeśli w promieniu kilku kilometrów znajdują się cztery stacje różnych marek, ich ceny będą do siebie zbliżone, bo klient łatwo może skręcić w lewo zamiast w prawo. Jeśli jednak stacja jest jedynym punktem w promieniu 10 kilometrów przy ruchliwej trasie, może pozwolić sobie na wyższą marżę. Według raportów Polskiej Organizacji Przemysłu i Handlu Naftowego (POPiHN), marża detaliczna to zaledwie kilka procent ostatecznej ceny paliwa (często w granicach 2-4%), więc walka toczy się o każdy grosz, który pozwoli pokryć koszty stałe.

Efekt marketu: paliwo jako przynęta

Jednym z najsilniejszych czynników obniżających ceny w danej okolicy jest obecność stacji przy hipermarketach, takich jak Auchan, Carrefour czy Intermarché. Dla tych sieci sprzedaż paliwa nie jest głównym źródłem dochodu. Paliwo pełni tam rolę „leadera” – ma przyciągnąć klienta na parking, żeby ten przy okazji zrobił zakupy spożywcze na cały tydzień.

Stacje przymarketowe często operują na minimalnej marży, czasem bliskiej zeru. Jeśli Twoja ulubiona markowa stacja znajduje się w sąsiedztwie takiego marketu, jej ceny niemal zawsze będą niższe niż tej samej stacji tej samej marki, ale położonej po drugiej stronie miasta, gdzie konkurencji brak. To klasyczny mechanizm ceny wymuszonej przez otoczenie.

Pułapka autostradowa i MOP-y

Największe różnice cenowe, sięgające czasem nawet 50-80 groszy na litrze, widać między stacjami w miastach a tymi przy autostradach i drogach ekspresowych (tzw. MOP – Miejsca Obsługi Podróżnych). To nie jest wyłącznie chciwość koncernów. Koszty prowadzenia stacji przy autostradzie są drastycznie wyższe.

Z czego to wynika? Przede wszystkim z przetargów GDDKiA. Firmy paliwowe płacą ogromne kwoty za samą możliwość dzierżawy terenu przy autostradzie, a do tego dochodzi czynsz od obrotu. Stacja na MOP-ie musi być też zazwyczaj większa, posiadać rozbudowaną gastronomię, duży parking i liczną obsługę pracującą 24/7. To wszystko jest wkalkulowane w cenę każdego litra benzyny czy diesla. Kierowca płaci za wygodę braku konieczności zjeżdżania z trasy.

Koszty operacyjne: dlaczego „u pana Mirka” jest taniej?

Stacje możemy podzielić na segmenty: premium (np. Shell, BP), ekonomiczne (np. Moya, Amic) oraz niezależne stacje lokalne. Stacje premium inwestują miliony w programy lojalnościowe, nowoczesne myjnie i wysoką jakość obsługi. To generuje koszty, które muszą się zwrócić.

Z kolei mała, rodzinna stacja na obrzeżach miasta może mieć znacznie niższe koszty utrzymania:

  • Mniejszy zespół pracowników.
  • Brak opłat franczyzowych dla wielkich koncernów.
  • Skromniejsza infrastruktura (brak konieczności utrzymywania standardów wizualnych sieci).
  • Często starsze zbiorniki i dystrybutory, które dawno się spłaciły.

Warto jednak pamiętać o danych UOKiK. Kontrole jakości paliw pokazują, że choć margines „lewego” paliwa w Polsce jest już minimalny (poniżej 2% próbek w 2023 roku wypadło negatywnie), to najczęściej uchybienia zdarzają się właśnie na małych, niezależnych stacjach, choć nie jest to regułą.

Logistyka, czyli ostatnia mila

Choć Polska jest krajem dobrze skomunikowanym z rurociągami i bazami paliwowymi (PERN), odległość stacji od bazy magazynowej ma znaczenie. Transport paliwa cysterną kosztuje. Jeśli stacja znajduje się 200 km od najbliższego terminala, koszt dostawy paliwa jest wyższy niż w przypadku punktu oddalonego o 10 km. W skali jednej dostawy (ok. 30 tys. litrów) różnice te mogą wydawać się małe, ale w miesięcznym rozliczeniu stacji walczącej o rentowność, każdy kilometr transportu ma swoją wagę w groszach na pylonie.

Hot-dog ratuje budżet

Paradoksalnie, cena paliwa zależy też od tego, jak dobrze sprzedaje się… kawa. Nowoczesne stacje benzynowe to dzisiaj de facto sklepy ogólnospożywcze z funkcją gastronomii, przy których stoją dystrybutory. Marża na paliwie jest niska i niestabilna. Marża na kawie, hot-dogu czy płynie do spryskiwaczy jest gigantyczna (często przekracza 100-200%).

Stacje, które generują ogromny obrót w części sklepowej, mogą pozwolić sobie na agresywniejszą walkę cenową na pylonie, traktując paliwo jako sposób na „ściągnięcie” klienta do środka. Jeśli stacja obok ma słabą ofertę gastronomiczną, musi nadrabiać marżą na samym paliwie, by wyjść na swoje. To dlatego stacje w centrach miast, gdzie ludzie wpadają tylko po paliwo i szybko uciekają, bywają droższe niż te, na których kierowcy chętnie robią pauzę na posiłek.

Jak nie przepłacać?

Różnice rzędu 20 groszy na litrze przy tankowaniu raz w tygodniu dają w skali roku oszczędności rzędu 400-500 zł. Jak je znaleźć bez jeżdżenia bez celu po mieście?

  1. Aplikacje mobilne: Narzędzia typu mapy z cenami paliw są aktualizowane przez użytkowników niemal w czasie rzeczywistym.
  2. Unikaj weekendów: Statystycznie ceny na niektórych stacjach rosną w piątki po południu, kiedy zaczynają się wyjazdy weekendowe.
  3. Tankuj przed wjazdem na autostradę: Zjedź 2-3 km w głąb miasta przed węzłem autostradowym. Różnica może Cię zaskoczyć.
  4. Programy lojalnościowe: Stałe rabaty (zazwyczaj 10-30 groszy na litrze) często niwelują różnicę między drogą stacją premium a tanim marketem.

Zrozumienie, że cena na pylonie to wynik skomplikowanego równania między kosztem dzierżawy gruntu, konkurencją za rogiem a sprzedażą kawy, pozwala spojrzeć na te różnice ze spokojem. To po prostu czysty biznes, w którym my – jako kierowcy – głosujemy portfelami przy każdym odłożeniu pistoletu do dystrybutora.

Zostaw odpowiedź