Co naprawdę znajduje się w cenie kawy sprzedawanej na stacji benzynowej

0
0
Co naprawdę znajduje się w cenie kawy sprzedawanej na stacji benzynowej

Kiedy płacisz przy kasie kilkanaście złotych za dużą caffe latte albo czarną kawę na stacji benzynowej, rzadko zastanawiasz się, co tak naprawdę kupujesz. Paliwo to główny powód, dla którego tam zjeżdżasz, ale dane rynkowe pokazują brutalną prawdę: współczesne stacje to w dużej mierze dobrze naoliwione sklepy spożywcze i kawiarnie, które na samym tankowaniu zarabiają grosze. Zysk z jednego kubka gorącego napoju bywa często wyższy niż marża uzyskana ze sprzedaży kilkudziesięciu litrów benzyny. Gdzie więc podziewają się te pieniądze i dlaczego napój z ekspresu tyle kosztuje?

Zacznijmy od tego, że surowe ziarno to zaledwie ułamek ostatecznej kwoty. Droga kawy zaczyna się na plantacjach w Ameryce Południowej, Azji czy Afryce, odkąd trafia do globalnego łańcucha dostaw. Na jej ostateczny koszt wpływają notowania giełdowe, koszty transportu morskiego, opłaty celne oraz proces palenia. Jednak kiedy worek ziaren dociera do europejskiej bazy paliwowego giganta, w grę wchodzą zupełnie inne mechanizmy ekonomiczne.

W cenie pojedynczego kubka kawy na stacji ukryte są przede wszystkim ogromne koszty infrastruktury. Profesjonalne ekspresy ciśnieniowe, które obsługują setki klientów dziennie, to zaawansowane urządzenia. Ceny kompaktowych, komercyjnych modeli zaczynają się od około 8000 do 15 000 zł, natomiast zaawansowane moduły z dwoma młynkami, systemem świeżego mleka, telemetrią i automatycznym czyszczeniem kosztują od 35 000 do nawet 70 000 zł netto. Do tego dochodzi kompletna zabudowa meblowa, lodówki, profesjonalne systemy filtracji wody oraz regularny serwis, który przy intensywnej eksploatacji musi być niemal natychmiastowy.

Nie można zapominać o drobiazgach, które składają się na wygodę w trasie. Papierowy kubek o podwójnych ściankach, wieczko z dziurkiem, markowe mieszadełka, papierowe torebki na cukier oraz sama logistyka ich dostarczenia na setki rozsianych po kraju obiektów generują stałe, wysokie koszty stałe. W przypadku dużych sieci dochodzą do tego wydatki na marketing, ujednolicone standardy obsługi oraz szkolenia personelu, który dba o to, by każda porcja smakowała tak samo – niezależnie od tego, czy tankujesz w Warszawie, czy na MOP-ie przy autostradzie.

Eksperti rynku paliw od lat powtarzają, że marże na tradycyjnych paliwach płynnych bywają niezwykle niskie i wahają się w granicach kilkunastu groszy na litrze. Oznacza to, że pełny bak zatankowany przez kierowcę generuje dla stacji zysk rzędu kilkunastu złotych. Tymczasem gastronomia i sprzedaż pozapaliwowa pozwalają na uzyskanie znacznie wyższej marży handlowej. To właśnie dzięki kawie, hot dogom czy przekąskom stacje benzynowe utrzymują rentowność w okresach wahań cen surowców energetycznych. Płacąc za kawę na stacji, nie płacisz więc tylko za ziarna z Etiopii czy Brazylii – finansujesz wygodę, dostępność 24 godziny na dobę, szybki serwis i utrzymanie całego zaplecza, które pozwala ci nabrać sił w środku nocnej trasy.

Zostaw odpowiedź