Dlaczego ceny Ubera rosną podczas deszczu

0
1
Dlaczego ceny Ubera rosną podczas deszczu

Każdy z nas tego doświadczył. Zaczyna kropić deszcz, sięgasz po telefon, żeby zamówić Ubera, a ekran wita Cię czerwoną mapą i ceną wyższą o kilkadziesiąt, a czasem nawet kilkaset procent. Złość rośnie szybciej niż stawka za kurs, bo przecież trasa do pracy czy domu się nie zmieniła. Dlaczego deszcz tak drastycznie wpływa na portfel?

Magia algorytmu, czyli jak działa dynamic pricing

Wszystko kręci się wokół prostego mechanizmu ekonomicznego, który w branży transportowej nazywa się cenami dynamicznymi albo po prostu taryfą uwzględniającą nagłe skoki zainteresowania. Kiedy pogoda się psuje, algorytm nie patrzy na Twoje emocje. Analizuje tylko twarde dane w czasie rzeczywistym.

System porównuje dwie wartości: ilu pasażerów w danej chwili chce jechać i ilu kierowców faktycznie jest w okolicy. Gdy zaczyna padać, te proporcje błyskawicznie się rozjeżdżają. To czysta matematyka opierająca się na relacji popytu i podaży.

Dlaczego nagle brakuje kierowców na ulicach?

Mo mogłoby się wydawać, że w deszczu kierowcy powinni zacierać ręce i masowo wyjeżdżać na ulice. W praktyce bywa zupełnie inaczej. Część osób świadomie rezygnuje z pracy, bo jazda w strugach deszczu przy słabej widoczności jest po prostu męcząca i bardziej stresująca.

Do tego dochodzą prozaiczne czynniki miejske. Korki rosną, prędkość poruszania się spada, a przejazd, który normally zajmuje kwadrans, nagle trwa dwa razy dłużej. Kierowca w tym samym czasie zarobi mniej, bo utknie w zatorze. Wyższa cena ma go skłonić do zmiany decyzji i wyjechania z domu pomimo niesprzyjającej aurze.

Pasażerowie masowo rezygnują z komunikacji miejskiej

Drugi koniec tego sznurka to my, czyli pasażerowie. Kiedy na dworze robi się plucha, nikt nie ma ochoty spacerować na przystanek autobusowy czy moknąć w oczekiwaniu na tramwaj.

Setki ludzi w tym samym ułamku sekundy otwierają aplikację transportową. Popyt szybuje w górę pionową linią. Gdy liczba chętnych kilkukrotnie przewyższa flotę dostępnych aut, algorytm automatycznie włącza mnożnik cenowy, żeby odsiać część osób i zostawić auta tym, którzy najbardziej potrzebują przejazdu.

Jak mądrze ominąć deszczowe podwyżki?

Zamiast denerwować się na algorytm, można zastosować kilka prostych trików. Czasami wystarczy odczekać kwadrans, bo nagłe ulewy często wywołują gwałtowny, ale krótki szczyt zamówień, który po chwili opada.

Warto też przejrzeć alternatywne aplikacje albo podejść dwa przecznice dalej. Systemy dzielą miasto na mniejsze sektory, więc zmiana miejsca rozpoczęcia kursu o kilkaset metrów potrafi całkowicie zmienić taryfę na standardową.

Zostaw odpowiedź