Dlaczego ceny Ubera rosną podczas deszczu

0
1
Dlaczego ceny Ubera rosną podczas deszczu

Znasz to uczucie. Zaczyna kropić, potem niebo otwiera się na dobre, a Ty na szybko odpalasz aplikację, żeby uciec przed deszczem. Zamiast zwykłej kwoty widzisz na ekranie zatrważający mnożnik. Cena potrafi skoczyć o kilkadziesiąt procent, a czasem i więcej. Od razu pojawia się myśl o bezdusznym algorytmie, który żeruje na naszej bezradności. Ceny Ubera w deszczu rosną jednak z prozaicznych powodów, które świetnie opisują prawa rynku.

Jak działa cennik dynamiczny?

Cały sekret tkwi w mechanizmie zwanym cennikiem dynamicznym. System na bieżąco sprawdza, ilu klientów chce jechać w danym rejonie i ilu kierowców jest w okolicy gotowych ich zgarnąć. Kiedy zaczyna padać, równowaga w tej relacji natychmiast pęka. Nagle tysiące ludzi w tym samym momencie rezygnują z spaceru czy autobusu i sięgają po telefon. Popyt wystrzeliwa w górę w ułamku sekundy.

Mniej chętnych za kółkiem

Deszcz wpływa też na samą podaż, czyli liczbę dostępnych aut. Część kierowców woli wtedy zwolnić tempo lub w ogóle zrezygnować z jazdy, bo warunki na drodze stają się gorsze, a widoczność spada. Poruszanie się po zakorkowanym mieście w strugach deszczu jest po prostu męczące. Skoro aut ubywa, a chętnych przybywa, na ekranie pojawia się wyższa stawka.

Po co właściwie rosną te ceny?

Wzrost cen w czasie pluchy to nie żaden wymyślny podatek od pogody, a próba ratowania sytuacji przez system. Wyższa stawka ma dwa zadania. Z jednej strony kusi kierowców z innych dzielnic, żeby ruszyli w stronę zalanego centrum i pomogli rozładować kolejkę chętnych. Z drugiej strony część pasażerów widząc wyższy rachunek machnie ręką, poczeka chwilę na przystanku albo poszuka innej alternatywy, dzięki czemu system nie zatyka się całkowicie.

Co mówią dane i analizy branżowe?

Rynkowe raporty i badania pokazują, że skoki cenowe podczas złej pogody to globalny standard w branży przewozów na życzenie. Przykładowo, analizy stawek w dużych miastach wskazują, że deszcz potrafi podbić taryfy o kilka, a w skrajnych przypadkach nawet o kilkanaście procent i więcej, w zależności od natężenia ulewy. Przejrzystość tych algorytmów od lat budzi dyskusje, a niezależne badania zwracają uwagę na to, że polityka cenowa platform potrafi mocno uderzyć po kieszeni, gdy najbardziej potrzebujemy transportu.

Jak nie przepłacić, gdy pada?

Jeśli widzisz, że aplikacja szaleje przez pogodę, czasem wystarczy odczekać kwadrans w najbliższej kawiarni, aż ulewa nieco osłabje, a ceny spadną do normalnego poziomu. Pomaga też przejście kilkuset metrów w boczną uliczkę, gdzie popyt może być mniejszy. Warto też rzucić okiem na tradycyjne korporacje taksówkowe, które często trzymają stałe taryfy niezależnie od tego, czy z nieba leje się żar, czy deszcz.

Zostaw odpowiedź