Dlaczego firmy technologiczne zatrudniają ludzi których nie widać w biurze

0
1
Dlaczego firmy technologiczne zatrudniają ludzi których nie widać w biurze

Zerkając na nowoczesne biura dużych firm technologicznych, można odnieść wrażenie, że spore ich części świecą pustkami. Wielkie sale konferencyjne i rzędy biurek czekają na ludzi, którzy wolą pracować z domowego gabinetu, kawiarni albo zupełnie innego zakątka globu. To zjawisko nie jest już tymczasowym eksperymentem, ale stałym elementem rynku. Dane branżowe pokazują, że mimo powrotów do biur forsowanych przez niektórych gigantów, niemal 60% specjalistów IT wciąż pracuje z domu, a niemal jedna trzecia wybiera model hybrydowy. Firmy technologiczne celowo stawiają na ludzi, których rzadko albo nigdy widać na korytarzach głównej siedziby. Dlaczego tak się dzieje i co stoi za tą decyzją?

Geografia przestaje być jakimkolwiek ograniczeniem

Głównym powodem, dla którego szefowie rekrutacji w IT szukają ludzi poza własnym podwórkiem, jest prosta matematyka. Dobry programista, ekspert od bezpieczeństwa czy specjalista od sztucznej inteligencji to towar deficytowy. Ograniczanie się do kandydatów mieszkających w promieniu trzydziestu kilometrů od biurowca to strzał w kolano. Jeśli firma szuka unikalnych kompetencji, musi otworzyć się na cały kraj, a często i na świat.

Kiedy pracodawca nie musi wymagać stawiania się w biurze o ósmej rano, pula dostępnych talentów rośnie lawinowo. Badania rynku pracy pokazują, że ogłoszenia z opcją pełnej pracy zdalnej przyciągają średnio prawie pięć razy więcej aplikacji niż oferty czysto stacjonarne. Dla firm technologicznych oznacza to jedno – łatwiej znaleźć kogoś naprawdę zdolnego, kiedy nie stawia się warunku wstępnego w postaci zmiany miejsca zamieszkania.

Koszty i elastyczność strukturalna

Utrzymanie wielkich powierzchni biurowych w prestiżowych lokalizacjach kosztuje krocie. Firmy technologiczne szybko zorientowały się, że zatrudnianie ludzi pracujących zdalnie pozwala rozsądniej zarządzać budżetem. Zamiast inwestować w kolejne piętra biurowców, wolą przeznaczyć te środki na wyższe pensje lub rozwój narzędzi ułatwiających współpracę na odległość.

Taki model daje też ogromną elastyczność przy skalowaniu biznesu. Gdy projekt rośnie, łatwo zakontraktować specjalistę z innego miasta lub kraju na zasadach B2B albo zdalnego etatu. Kiedy zadanie się kończy, organizacja nie musi mierzyć się z bolesnym procesem likwidacji całych Działów na miejscu. Praca w trybie zdalnym uczy też firmy lepszej organizacji. Skoro pracownika nie widać przy biurku, przełożeni muszą oceniać jego efektywność na podstawie realnych wyników i dostarczonego kodu, a nie tego, jak długo siedzi w pracy z kamienną twarzą.

Co na to twarde dane o efektywności?

Wokół pracy zdalnej narosło sporo mitów, ale badania naukowe i raporty rynkowe dają dość spójny obraz. Z analiz prowadzonych m.in. w ramach projektów uniwersyteckich oraz badań platform rekrutacyjnych wynika, że dobrze zorganizowana praca poza biurem wcale nie obniża produktywności. Wręcz przeciwnie – brak codziennych dojazdów oszczędza pracownikom dziesiątki minut dziennie, które mogą przeznaczyć na odpoczynek albo efektywne skupienie się na zadaniach bez ciągłych przerw na przypadkowe rozmówki przy ekspresie do kawy.

Oczywiście rynek nie jest czarno-biały, a najpopularniejszym kompromisem stał się model hybrydowy. Firmy zauważyły, że całkowity brak kontaktu twarzą w twarz może po jakimś czasie osłabić relacje w zespole. Dlatego wielu pracodawców z branży technologicznej zachęca do pojawienia się w biurze od czasu do czasu – po to, żeby wspólnie popracować nad trudniejszymi koncepcjami albo po prostu zjeść wspólną pizzę i pogadać o życiu. Ludzie, których nie widać w biurze na co dzień, to zazwyczaj nieodłączny element nowoczesnego ekosystemu, w którym liczy się dowiedziony efekt, a nie fizyczna obecność pod czujnym okiem szefa.

Zostaw odpowiedź