Jezioro Como mierzy się z nadmiarem turystów. Włosi szukają sposobu na ochronę regionu

0
1
Jezioro Como mierzy się z nadmiarem turystów. Włosi szukają sposobu na ochronę regionu

Jezioro Como od lat kojarzy się z luksusem, pięknymi widokami i spokojnym wypoczynkiem. Zamiast tego coraz częściej przypomina jednak wielki plac budowy albo zatłoczony deptak, na którym trudno zrobić spokojne zdjęcie. Miejscowi mają dość tłumów, a popularne kurorty wreszcie powiedziły „dość” i wprowadzają twarde zasady gry.

Gdy sielanka zamienia się w koszmar

Malownicza Varenna, w której na co stałe mieszka około 650 osób, w sezonie letnim przyjmuje setki tysięcy przyjezdnych. Wąskie uliczki, które dawniej tętniły powolnym, włoskim życiem, dzisiaj pękają w szwach od porannych do wieczornych godzin. Burmistrz Mauro Manzoni otwarcie przyznał, że jakość życia lokalnej społeczności nie może być poświęcana na ołtarzu masowej turystyki.

Podobny problem dotyka całego regionu Lombardii, gdzie dawny urok powoli ginie pod naporem autokarów z wycieczkami i jednodniowych kuracjuszy. Turyści zostawiają pieniądze, ale też chaos, z którym infrastruktura przystosowana do małej społeczności po prostu sobie nie radzi. Władze lokalne musiały wziąć sprawy w swoje ręce, zanim urok tego miejsca zniknie na dobre.

Koniec z golizną na ulicy i surowe kary

Najgłośniejszym echem w mediach odbił się nowy kodeks ubioru, który zaczął obowiązywać w Varennie. Spacerowanie po miasteczku bez koszulki albo w samym stroju kąpielowym przestało być bezkarne. Choć takie ubranie idealnie pasuje na plażę lub na pokład łodzi, w sklepie, kościele czy na głównym placu jest teraz traktowane jako wykroczenie.

Kto zignoruje te przepisy, musi liczyć się z bolesną karą finansową. Mandaty wahają się od 50 do nawet 200 euro, co skutecznie otrzeźwia co poniektórych urlopowiczów. Mieszkańcy i lokalni handlowcy przyjęli te zmiany z wielką ulgą, powtarzając, że szacunek dla gospodarzy to podstawa udanych wakacji.

Koniec z megafonami i tłumami w zaułkach

Restrikcje uderzają także w zorganizowaną turystykę masową, która potrafiła sparaliżować ruch w historycznym centrum. Wprowadzono sztywny limit liczebności grup wycieczkowych, które od teraz mogą liczyć maksymalnie 25 osób. Przewodnicy dostali zakaz używania głośników oraz megafonów, co ma na celu przywrócenie ciszy w urokliwych zaułkach.

Za złamanie tych zasad przewidziano jeszcze wyższe grzywny, dochodzące nawet do 400 euro. Władze chcą w ten sposób ukrócić praktykę blokowania wąskich przejść przez tłoczące się wycieczki. Włochy pokazują, że piękne zakątki trzeba chronić przed zadeptaniem, a masowa turystyka musi zacząć liczyć się z granicami wytrzymałości gospodarzy.

Zostaw odpowiedź