Ukraińcy na polskim rynku pracy – branże które bez nich wyglądałyby inaczej

0
1
Ukraińcy na polskim rynku pracy - branże które bez nich wyglądałyby inaczej

Gdybyśmy nagle, z dnia na dzień, „wyjęli” z polskiej gospodarki wszystkich pracowników z Ukrainy, obraz naszych miast i tempo życia zmieniłyby się nie do poznania. Nie chodzi tylko o to, że na kawę w sieciówce czekalibyśmy dwa razy dłużej, a paczka z e-sklepu mogłaby utknąć w sortowni na tydzień. Problem jest znacznie głębszy i dotyka fundamentów sektorów, które trzymają naszą gospodarkę w pionie. Polska, z jej demograficzną zadyszką i rekordowo niskim bezrobociem (według GUS w czerwcu 2024 roku wyniosło ono zaledwie 4,9%), bez wsparcia ze Wschodu po prostu by stanęła.

Obecność Ukraińców na polskim rynku pracy to już nie tylko „sezonowa pomoc przy truskawkach”. To systemowa zależność, która ewoluowała od prostych prac fizycznych do prowadzenia własnych biznesów i łatania dziur w wysokospecjalistycznych branżach. Według danych ZUS z końca 2023 roku, w polskim systemie ubezpieczeń społecznych zarejestrowanych było ponad 1,13 mln obcokrajowców, z czego aż 759,4 tys. stanowili obywatele Ukrainy. To potężna armia ludzi, którzy każdego dnia budują polskie PKB.

Budownictwo: Kto wejdzie na rusztowanie?

Branża budowlana to pierwszy i najbardziej oczywisty sektor, który bez Ukraińców wpadłby w głęboką recesję. Od lat to właśnie pracownicy ze Wschodu stanowią trzon ekip na polskich budowach – od wielkich inwestycji infrastrukturalnych po wykończenia mieszkań w stanie deweloperskim. Eksperci z Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa wielokrotnie alarmowali, że deficyt rąk do pracy jest największą barierą rozwoju tego sektora.

Szacuje się, że w szczytowych momentach sezonu nawet co trzeci pracownik na polskiej budowie może być obcokrajowcem, głównie Ukraińcem. Po wybuchu pełnoskalowej wojny w 2022 roku, gdy wielu mężczyzn wróciło bronić ojczyzny, branża przeżyła szok. Brakowało operatorów maszyn, zbrojarzy i murarzy. Choć sytuacja się ustabilizowała, każda kolejna fala odpływu pracowników na Zachód lub z powrotem do Ukrainy powoduje natychmiastowe wydłużenie terminów oddania inwestycji i wzrost cen usług. Bez nich marzenie o własnym M4 byłoby jeszcze droższe i trudniejsze do zrealizowania.

Transport i logistyka: Koła, które kręcą Polską

Polska jest transportową potęgą Europy. Nasze firmy przewozowe obsługują ogromną część unijnego handlu, ale ta potęga stoi na barkach kierowców z Ukrainy i Białorusi. Z danych Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego wynika, że liczba świadectw kierowcy wydanych dla osób spoza UE liczona jest w setkach tysięcy. W samym transporcie międzynarodowym pracuje około 160 tysięcy kierowców spoza Polski, z czego zdecydowana większość to Ukraińcy.

Ale transport to nie tylko wielkie ciężarówki. To także „ostatnia mila”, czyli kurierzy i dostawcy jedzenia. Wystarczy spojrzeć na ulice Warszawy, Krakowa czy Wrocławia – plecaki z logo popularnych aplikacji dowozowych noszą w dużej mierze młodzi ludzie z Ukrainy. Podobnie jest z rynkiem taxi i przewozów osób. Firmy takie jak Uber czy Bolt opierają swój model biznesowy na współpracy z obcokrajowcami. Gdyby jutro zniknęli, mobilność w dużych miastach zostałaby sparaliżowana, a koszty transportu towarów wystrzeliłyby w kosmos, co odczulibyśmy wszyscy w cenach masła czy chleba.

Usługi i handel: Niewidzialna ręka w kuchni i na magazynie

Gastronomia i hotelarstwo (sektor HoReCa) to branże, które bez Ukraińców wyglądałyby dziś zupełnie inaczej. Po pandemii, gdy wielu polskich pracowników odeszło z branży szukając stabilizacji, to właśnie uchodźcy i migranci wypełnili tę lukę. W hotelowych kuchniach, na zmywakach, w serwisie sprzątającym czy przy obsłudze gości – język ukraiński słychać niemal wszędzie.

Podobnie sytuacja wygląda w handlu detalicznym i wielkiej logistyce magazynowej. Centra dystrybucyjne gigantów takich jak Amazon, Dino czy Biedronka pracują 24/7 w dużej mierze dzięki pracownikom z Ukrainy. Według raportu „Barometr Rynku Pracy” przygotowanego przez Personnel Service, aż 42% firm w Polsce zatrudniających obcokrajowców to przedsiębiorstwa duże, które bez sprawnej logistyki nie są w stanie funkcjonować. Ukraińcy nie tylko wykonują tam proste prace fizyczne, ale coraz częściej awansują na stanowiska kierownicze, koordynując pracę całych zmian.

Rolnictwo: Truskawki nie poczekają

To branża, od której wszystko się zaczęło. Sezonowość rolnictwa sprawia, że polscy rolnicy są całkowicie uzależnieni od pomocy z zewnątrz. Zbiory owoców miękkich, takich jak truskawki, maliny czy borówki, w dużej mierze zależą od dostępności pracowników sezonowych. Mimo automatyzacji, w wielu gospodarstwach ludzka ręka jest niezastąpiona. Brak rąk do pracy w rolnictwie to prosta droga do marnowania żywności – owoce po prostu gniją na polach, bo nie ma ich kto zebrać. To z kolei przekłada się na wyższe ceny na targowiskach i w marketach. Ukraińcy są tu kluczowym ogniwem bezpieczeństwa żywnościowego kraju.

Nowy trend: Od pracownika do pracodawcy

To, co najciekawsze w ostatnich latach, to zmiana struktury zatrudnienia. Ukraińcy w Polsce przestają być tylko „siłą roboczą”. Stają się przedsiębiorcami. Dane Polskiego Instytutu Ekonomicznego są jednoznaczne: w 2023 roku obywatele Ukrainy założyli w Polsce ponad 30 tysięcy jednoosobowych działalności gospodarczych. Oznacza to, że co dziesiąta nowa firma w Polsce ma ukraińskie korzenie.

Najwięcej takich biznesów powstaje w budownictwie, informacji i komunikacji (IT) oraz usługach. Ukraińskie kawiarnie, salony kosmetyczne czy firmy remontowe stały się stałym elementem polskiego krajobrazu biznesowego. To już nie jest tylko łatanie dziur w zatrudnieniu, to aktywne tworzenie miejsc pracy również dla Polaków i płacenie podatków, które zasilają nasz budżet.

Warto wspomnieć o raporcie Deloitte dla UNHCR, z którego wynika, że w 2023 roku wkład uchodźców z Ukrainy do polskiego PKB wyniósł od 0,7% do 1,1%. W perspektywie długoterminowej ten wpływ ma wzrosnąć do 2-3%. To miliardy złotych, które realnie wpływają na stan polskiej gospodarki.

Co by było, gdyby ich zabrakło?

Scenariusz, w którym Ukraińcy masowo opuszczają Polskę (np. na rzecz Niemiec lub w celu odbudowy swojego kraju po wojnie), jest dla wielu polskich przedsiębiorców koszmarem. Polska boryka się z ujemnym przyrostem naturalnym i starzejącym się społeczeństwem. Migracja zarobkowa z Ukrainy jest dla nas „demograficzną kroplówką”.

Bez nich koszty pracy wzrosłyby gwałtownie, co napędziłoby inflację. Wiele małych i średnich firm musiałoby ogłosić upadłość z powodu braku personelu. Sektory takie jak opieka nad seniorami czy pomoc domowa, gdzie Ukrainki od lat dominują, stałyby się luksusem dostępnym dla nielicznych. Polska gospodarka bez wsparcia ze Wschodu nie tylko przestałaby się rozwijać w obecnym tempie, ale musiałaby przejść bolesną i kosztowną restrukturyzację.

Relacja Polski i Ukrainy na rynku pracy to klasyczny przykład symbiozy. My potrzebujemy ich rąk do pracy i przedsiębiorczości, oni potrzebują stabilnego miejsca do życia i rozwoju. Choć wyzwań związanych z integracją nie brakuje, liczby nie kłamią – polski sukces gospodarczy ostatnich lat ma bardzo wyraźny, ukraiński akcent.

Zostaw odpowiedź