Europejskie miasta które żyją głównie z turystów

Gdy portal branżowy Holidu zestawia statystyki dotyczące odwiedzin w europejskich miastach w odniesieniu do liczby ich stałych mieszkańców, na jaw wychodzi prosta, choć dla wielu przerażająca matematyka. Rekordzistą w tej klasyfikacji pozostaje chorwacki Dubrownik, gdzie na jedną osobę zameldowaną na stałe przypada ponad 27 przyjezdnych rocznie. W sezonie letnim ulice Starego Miasta przypominają mrowisko, a lokalna gospodarka niemal w stu procentach kręci się wokół portfelików turystów.
Podobnie wygląda sytuacja w greckim regionie Rodos oraz w malowniczej, włoskiej Wenecji, gdzie wskaźnik ten oscyluje wokół 21 turystów na jednego mieszkańca. W takich miejscach tradycyjny handel praktycznie zanikł. Zamiast piekarni czy zakładów szewskich mamy setki sklepików z plastikowymi pamiątkami, a dawne mieszkania lokalnej ludności masowo przechodzą w ręce platform oferujących krótkoterminowy najem. Według danych Eurostatu w obiektach noclegowych Unii Europejskiej wykupiono w minionym roku rekordowe 3,1 miliarda noclegów, a ogromna część tego ruchu skupia się w zaledwie kilku punktach na mapie kontynentu.
Miasta żywe dzięki portfelom przyjezdnych
Wpływ turystyki na budżety miejskie bywa kolosalny. W skali całych krajów południowej Europy podróże i rekreacja generują potężne części PKB. Przykładowo, w Chorwacji turystyka odpowiada za blisko 26% gospodarki, a w miastach takich jak Dubrownik czy Florencja udział ten w lokalnym obrocie finansowym jest jeszcze wyższy. Zyski z hotelarstwa, gastronomii i usług transportowych napędzają miejsca pracy, ale jednocześnie windują koszty życia do absurdalnych poziomów.
Czynsze za mieszkania w historycznych centrach Lizbony, Amsterdamu czy Barcelony stały się niedostępne dla przeciętnych pracowników. Władze tych miast próbują ratować sytuację na różne sposoby. Wenecja wprowadziła system biletów wstępu dla turystów jednodniowych, Barcelona zapowiedziała całkowite wygaszanie licencji dla mieszkań na wynajem krótkoterminowy, a Dubrownik ograniczył liczbę statków wycieczkowych zawijających do portu.
Gdzie granica wytrzymałości?
Gospodarcza zależność od turystyki ma swoją mroczną stronę, którą eksperci określają mianem overtourismu. Gdy w jednym miejscu kumulują się miliony osób, codzienna infrastruktura zaczyna trzeszczeć w szwach. Mieszkańcy czują się obco we własnych domach, a protesty w Hiszpanii, Portugalii czy we Włoszech pokazują, że miarka się przebrała. Turyści z pistoletami na wodę celującymi w stoliki kawiarniane w Barcelonie to znak, że lokalna społeczność ma dość.
| Miasto | Kraj | Szacowana liczba turystów na 1 mieszkańca |
|---|---|---|
| Dubrownik | Chorwacja | ok. 27,4 |
| Rodos | Grecja | ok. 26,3 |
| Wenecja | Włochy | ok. 21,3 |
| Amsterdam | Holandia | ok. 12,1 |
| Lizbona | Portugalia | ok. 11,1 |
Zamiast uniwersalnych rozwiązań, europejskie kurorty szukają teraz nowej równowagi. Pytanie, czy miasta żyjące z turystyki potrafią się przebranżowić, pozostaje otwarte. Pewne jest jedno – bez zmian w prawie i bez ochrony stałych mieszkańców, najpopularniejsze europejskie perły zamienią się w niezamieszkane skanseny pod gołym niebem.










