Samochód który przez większość dnia po prostu stoi

0
3
Samochód który przez większość dnia po prostu stoi

Kupujemy je, ubezpieczamy, myjemy, wymieniając oleje, a potem… zostawiamy na asfalcie. Statystyczny samochód osobowy spędza w bezruchu około 95-96% swojego „życia”. Przez resztę czasu jedzie, stoi w korku albo szuka miejsca na parkingu. W praktyce oznacza to, że maszyna warta kilkadziesiąt czy kilkaset tysięcy złotych pracuje zaledwie przez niecałą godzinę do dwóch dziennie. Resztę doby po prostu odpoczywa.

To jeden z tych absurdów współczesnej mobilności, nad którym rzadko się zastanawiamy. Patrzymy na auto jak na wolność, narzędzie pracy czy okno na świat. Ekonomicznie to jednak czysta strata. Koszty stałe lecą bez względu na to, czy silnik jest rozgrzany, czy akumulator marnieje na mrozie. Ubezpieczenie OC, casco, przeglądy, utrata wartości – wszystko to dzieje się w czasie, gdy pojazd bezczynnie zajmuje przestrzeń miejską.

Z danych instytutów badawczych i analiz transportowych wynika wyraźny trend. Samochody prywatne w aglomeracjach stoją jeszcze dłużej niż te na prowincji. W miastach takich jak Warszawa, Kraków czy Wrocław komunikacja miejska, rowery czy hulajnogi przechodzą do głosu w dni powszednie, a auta czują się jak w więzieniu na osiedlowych parkingach. W weekendy ruszają w trasę na zakupy do marketu albo pod rodzinny dom, ale po powrocie znów gasną na kilkadziesiąt godzin.

Co ciekawe, branża motoryzacyjna doskonale o tym wie, ale sprzedaje nam marzenie o gotowości do drogi. Chcemy mieć świadomość, że kluczyki w kieszeni dają nam opcję ucieczki w dowolnym momencie. Płacimy za ten komfort ogromne pieniądze. Patrząc na to czysto matematycznie, utrzymywanie prywatnego metalowego pudełka na kołach, które przez 23 godziny na dobę jest nieużywane, przypomina wynajmowanie apartamentu w centrum miasta tylko po to, żeby trzymać w nim jedną parę butów.

Rozwiązaniem tego problemu miały być carsharing i nowoczesne wypożyczalnie aut na minuty. Choć w Polsce usługi te zyskały wierne grono użytkowników, wciąż stanowią zaledwie drobny ułamek całego rynku transportowego. Przywiązanie do własności jest silniejsze niż chłodna kalkulacja wydatków. Wolimy, żeby nasz własny samochód rdzewiał pod blokiem, niż dzielić go z kimś innym. I tak oto miliony ton stali, aluminium i plastiku codziennie rano grzecznie czekają, aż ktoś raczy przekręcić kluczyk w stacyjce.

Zostaw odpowiedź