Dziecko które nie chce chodzić do szkoły i rodzic który nie wie dlaczego

Niedzielny wieczór, a w domu zamiast spokoju narasta cicha góra lodowa. Dziecko zaczyna kręcić się po pokoju, nagle rozbolał je brzuch albo zjawia się w salonie z bladą twarzą i komunikatem, że jutro do szkoły absolutnie nie pójdzie. Znasz to uczucie bezradności, kiedy stoisz w przedpokoju i kompletnie nie masz pojęcia, dlaczego twój uczeń czy uczennica zamienia się w mur nie do przebicia?
Zamiast rzucać klasyczne hasła o tym, że każdy musi się uczyć, warto zatrzymać się na moment. Według danych z badań nad kondycją psychiczną młodzieży, problemy z unikaniem szkoły dotykają ogromnej części uczniów, a psychologowie coraz głośniej mówią o tym, że odmowa chodzenia do placówki to nie żaden kaprys czy lenistwo. To krzyk o pomoc wysyłany przez układ nerwowy, który w danym środowisku po prostu przestał sobie radzić.
Kiedy ciało mówi to, czego usta nie potrafią wypowiedzieć
Najtrudniejsze w tej sytuacji jest to, że młody człowiek często sam nie wie, dlaczego czuje aż taki opór. Często słyszymy o somatyzacji, czyli sytuacji, w której trudne emocje, stres i lęk zamieniają się w realny ból brzucha, mdłości albo podwyższoną temperaturę. Te objawy znikają jak ręką odciął, gdy padnie decyzja o pozostaniu w domu, co wpędza rodziców w poczucie, że dziecko po prostu nimi manipuluje.
Nic bardziej mylnego, bo mały organizm naprawdę przeżywa katusze na samą myśl o przekroczeniu szkolnego progu. Badania i statystyki dotyczące zdrowia psychicznego dzieci pokazują lawinowy wzrost stanów lękowych i depresyjnych już w najmłodszych rocznikach. Kiedy system edukacji i codzienne otoczenie stają się zbyt ciasne, ciało przejmuje ster i po prostu odcina dostęp do szkolnej rzeczywistości.
Gdzie szukać ukrytych podwodnych skał?
Często wydaje nam się, że znamy nasze dzieci na wylot, ale życie szkolne toczy się w zupełnie innej, niedostępnej dla nas przestrzeni. Pod cienką warstwą codzienności kryją się przeróżne powody, od cichego wykluczenia grupowego, przez presję wyników, aż po trudne relacje w mediach społecznościowych, które przenoszą się wprost na szkolne korytarze. Zgodnie z raportami organizacji zajmujących się bezpieczeństwem w sieci, ogromna część uczniów doświadcza form przemocy rówieśniczej lub cyberbullyingu, o których dorosłym nie mówi się łatwo z wstydu i strachu przed pogorszeniem sprawy.
Czasem winne bywa też proste przeciążenie sensoryczne, hałas na korytarzach, brak chwili wytchnienia czy nierealne wymagania, którym w mniemaniu dziecka nie da się sprostać. Dziecko woli uchodzić w oczach dorosłych za leniwe niż przyznać się, że po prostu czuje się głupsze, gorsze albo zagubione. Zamiast kolejnych kaznodziejskich mowę o obowiązkach, spróbujmy spojrzeć na problem oczami kogoś, kto czuje, że tonie.
Co może zrobić rodzic, gdy brakuje już sił?
Przede wszystkim warto przestać walczyć z własnym dzieckiem i stanąć z nim po tej samej stronie rzeki. Zamiast pytać z wyrzutem: dlaczego again robisz sceny, lepiej zapytać miękko: co takiego trudnego dzieje się w twoim dniu, że nie dajesz rady tam pójść? Otwarta, niespieszna rozmowa bez oceniania potrafi zdziałać cuda, choć czasem wymaga cierpliwości, której pod koniec ciężkiego dnia nam samym brakuje.
Kiedy domowe sposoby zawodzą, nie bójmy się szukać wsparcia u specjalistów. Wizyta u psychologa dziecięcego czy konsultacja w poradni psychologiczno-pedagogicznej to żaden powód do wstępu na czarną listę rodzicielskich porażek, a raczej koło ratunkowe. Szkoła powinna być miejscem rozwoju, a nie polem codziennej walki o przetrwanie, dlatego warto wspólnie z placówką szukać rozwiązań, które odciążą młodego człowieka i pozwolą mu odzyskać poczucie bezpieczeństwa.










