Co dzieje się z relacją gdy jedno z partnerów pracuje za granicą

0
2
Co dzieje się z relacją gdy jedno z partnerów pracuje za granicą

Gdy jedno z partnerów pakuje walizki i rusza do pracy za granicę, w domach zazwyczaj najpierw pojawia się nadzieja. Lepsze zarobki, perspektywa szybkiego odłożenia pieniędzy na wkład własny czy spłatę kredytu potrafią zagłuszyć początkowy niepokój. Jednak rzeczywistość szybko weryfikuje nawet najbardziej optymistyczne plany. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego poza granicami kraju w celach zarobkowych przebywa stale około 1,5 miliona Polaków, co pokazuje skali tego zjawiska. Za tymi liczbami kryją się tysiące codziennych historii, w których miłość musi zmierzyć się z kilometrami, różnicą czasową i prozą życia na dwa domy.

Cicha woda w relacji, czyli jak rośnie dystans

Największym pułapką rozłąki nie są wcale spektakularne kryzysy, ale powolne blaknięcie codzienności. Kiedy mąż albo żona wyjeżdża, nagle znika to wszystko, co buduje związek w sposób naturalny. Wspólna kawa rano, narzekanie na szefa w drodze powrotnej czy spontaniczne wyjście do sklepu przestają istnieć. Zastępują je rozmowy przez komunikatory internetowe, które po pewnym czasie stają się raportami z minionego dnia.

Wielu parom wydaje się, że technologia w pełni zastąpi obecność fizyczną, bo przecież w każdej chwili można włączyć wideorozmowę. Szybko jednak okazuje się, że ekran telefonu nie oddaje zapachu drugiej osoby ani ciepła jej ramion po ciężkim dniu. Zamiast tego pojawia się zmęczenie po obu stronach. Osoba pracująca za granicą wraca do pustego pokoju po dziesięciu godzinach fizycznej pracy, a ta w kraju często sama ogarnia dom, dzieci i rachunki, czując ogromną samotność.

Gdy codzienna troska zamienia się w wytykanie obowiązków

W normalnych warunkach podział obowiązków dociera się latami, ale w relacji na odległość ten mechanizm potrafi się mocno popsuć. Osoba zostająca w kraju czuje, że ciągnie cały ten wózek w pojedynkę, przez co rośnie w niej cicha pretensja. Z kolei partner zarabiający w obcej walucie uważa, że skoro wysyła pieniądze, to wykonał swoje zadanie w stu procentach i nie ma siły na wysłuchiwanie żali o cieknący kran.

W ten sposób każda rozmowa zaczyna kręcić się wokół logistyki i finansów. Pytanie co słychać zamienia się w kto odebrał dziecko ze szkoły i czy opłacono rachunek za prąd. Romantyczna relacja powoli zmienia się w sprawnie działające przedsiębiorstwo logistyczne, w którym brakuje czułości, a pojawia się coraz więcej wzajemnych żalów i poczucia niezrozumienia.

Wizyty co kilka tygodni, które zamiast leczyć, bywają bolesne

Częste powroty na kilka dni miały być lekiem na całe zło, ale często przynoszą zupełnie odwrotny skutek. Zamiast sielanki pojawia się stres związany z tym, że oboje zapomnieli już, jak to jest żyć pod jednym dachem. Partner z zagranicy wraca z gotowym planem na odpoczynek i nadrabianie zaległości, a rodzina ma swój utarty rytm, w który obcy w gruncie rzeczy rytm weekendowy nagle mocno ingeruje.

Po krótkiej radości z powrotu szybko dochodzi do spięć o byle drobiazg, bo każdy ma swoje przyzwyczajenia. Zanim zdążą na nowo zbliżyć się do siebie, znów nadchodzi moment pożegnania i ból na lotnisku lub dworcu. Te ciągłe powroty i wyjazdy przypominają emocjonalną karuzelę, która na dłuższą metę mocno męczy psychicznie oboje partnerów.

Jak nie zgubić siebie po drodze

Związki, które przechodzą próbę pracy za granicą i z tego wychodzą obronną ręką, zazwyczaj opierają się na żelaznych zasadach. Kluczem jest przede wszystkim jasny plan na to, kiedy ten stan się skończy, bo perspektywa powrotu na stałe daje nadzieję. Bezterminowa emigracja rzadko wytrzymuje próbę czasu, o czym świadczą m.in. najnowsze analizy rynku pracy wskazujące na to, że coraz więcej osób decyduje się na powrót do kraju.

Pomaga też rezygnacja z idealizowania rzeczywistości i mówienie otwarcie o swoich lękach, zamiast udawania, że wszystko jest w porządku. Kiedy szczerość zastępuje udawaną dzielność, łatwiej przetrwać najtrudniejsze momenty i sprawić, by wyjazd zarobkowy był tylko epizodem w życiu, a nie gwoździem do trumny dla wspólnej przyszłości.

Zostaw odpowiedź