Dlaczego ludzie zostają w pracy której nie lubią przez wiele lat

0
2
Dlaczego ludzie zostają w pracy której nie lubią przez wiele lat

Znasz to uczucie, gdy budzik dzwoni w poniedziałkowy poranek, a w głowie pojawia się natychmiastowa myśl: co ja właściwie tu robię? W teorii wizja zmiany zatrudnienia wydaje się prosta. W praktyce setki tysięcy ludzi spędzają lata w biurach, halach czy gabinetach, których zwyczajnie nie znoszą. Zamiast wysłać CV, zaciskają zęby i trwają w układzie, który dawno przestał ich cieszyć.

Dlaczego tak trzymamy się tego, co znane?

Najnowsze dane z rynku pracy rzucają ciekawe światło na ten mechanizm. Zgodnie z raportem przygotowanym przez Instytut Badawczy Randstad i Instytut Badań Pollster, spora część niezadowolonych pracowników wcale nie szuka aktywnie nowej drogi. Co ciekawe, wbrew powszechnym wyobrażeniom, wysokie zarobki trzymają przy obecnym pracodawcy zaledwie garstkę – bo około 6 procent osób, które narzekają na swoją pracę. Co zatem sprawia, że zostajemy?

Głównym hamulcowym okazuje się lęk przed tym, co nieznane, połączony z barierami rynkowymi. Aż 31 procent niezadowolonych pracowników w badaniach Randstada wskazuje, że próbowało już bezskutecznie znaleźć inne zajęcie, a blisko 28 procent narzeka na brak ofert dopasowanych do ich doświadczenia. Kiedy rynek zwalnia, rośnie w nas potrzeba przetrwania. Wolimy znane zło niż ryzyko wpadnięcia w jeszcze większy kryzys na nowym miejscu.

Błędne koło braku wiary we własne siły

Często zapominamy, że praca, której nie lubimy, powoli podgryza naszą samoocenę. Spędzanie kilkudziesięciu godzin tygodniowo w toksycznej lub po prostu nudnej atmosferze sprawia, że zaczynamy wątpić w swoje talenty. Nic dziwnego, że co czwarty niezadowolony pracownik przyznaje, że po prostu nie wierzy już we własne kompetencje.

Do tego dochodzi zwykłe zmęczenie. Badania pokazują, że polscy pracownicy wracają do domu w stanie głębokiego wyczerpania – ponad połowa czuje się emocjonalnie wypompowana. Jeśli brakuje Ci energii już o godzinie szesnastej, wizja pisania listu motywacyjnego, przeglądania portalów ogłoszeniowych i chodzenia na stresujące rozmowy rekrutacyjne wydaje się absolutnie niewykonalna. Odkładasz to na później, potem na kolejny miesiąc, a mijają w ten sposób całe lata.

Koszty trwania w martwym punkcie

Kiedy człowiek utknie w pracy bez perspektyw, w jego głowie zachodzi cicha zmiana. Zamiast rzucać wypowiedzenie, włącza się tryb przetrwania, czyli popularne ciche odchodzenie. Statystyki pokazują, że aż 42 procent niezadowolonych zatrudnionych wykonuje wyłącznie absolutne minimum, które pozwala im utrzymać posadę. Reszta zaangażowania gdzieś po drodze ulatuje.

Taka postawa ma jednak swoją cenę. Frustracja narasta, a negatywna energia zaczyna udzielać się całemu otoczeniu – zarówno w domu, jak i w biurze. Zamiast ruszyć naprzód, tkwimy w miejscu, tracąc cenny czas, który moglibyśmy poświęcić na naukę nowych rzeczy albo złapanie życiowego oddechu. Czasem wystarczy mały impuls z zewnątrz, szczera rozmowa z kimś bliskim albo spojrzenie na swoje cv okiem kogoś życzliwego, by zobaczyć, że świat nie kończy się na obecnym pracodawcy.

Zostaw odpowiedź