Dlaczego pociągi nie mogą jeździć 300 km/h po każdej polskiej trasie

0
2
Dlaczego pociągi nie mogą jeździć 300 km/h po każdej polskiej trasie

Marzenia o pociągach mknących 300 km/h przez każdy zakątek Polski brzmią świetnie, zwłaszcza gdy oglądasz filmy z Japonii czy Francji. Szybka podróż z punktu A do punktu B to coś, czego każdy z nas oczekuje od nowoczesnego transportu. Rzeczywistość rodzimych tras kolejowych wygląda jednak zupełnie inaczej i ma na to wpływ sporo twardych czynników technicznych oraz finansowych.

Przede wszystkim nasza obecna sieć kolejowa w miażdżącej większości nie była projektowana z myślą o tak ogromnych prędkościach. Zdecydowana większość torów to starsze linie, które dziesiątki lat temu powstawały zupełnie innej epoki technologicznej. Nawet po gruntownych modernizacjach geometria tych tras, czyli układ łuków i prostych, uniemożliwia bezpieczne rozbicie tak wielkiej prędkości bez wypadnięcia z szyn.

Fizyka i geometria torów

Gdy pociąg wchodzi w zakręt z prędkością 300 km/h, siły odśrodkowe działające na skład i pasażerów są ogromne. Aby dało się pokonać taki łuk bez niebezpiecznego przechyłu, tor musi być wyprofilowany ze specyficznym, bardzo łagodnym promieniem. Polskie krajobrazy, gęsta zabudowa miast oraz istniejąca od pokoleń infrastruktura sprawiają, że przebudowa każdego zakrętu na trasach regionalnych jest po prostu fizycznie i terenowo niewykonalna.

Kolejnym potężnym ograniczeniem są przejazdy kolejowo-drogowe w poziomie szyn, których na polskich trasach wciąż mamy tysiące. Przy prędkościach rzędu 160-200 km/h wymagane są już bezwzględne bezkolizyjne skrzyżowania, czyli wiadukty lub tunele. Rozpędzenie pociągu do 300 km/h na trasie, gdzie co chwila drogę może przeciąć samochód czy pieszy, byłoby igraniem z ludzkim życiem. Zabezpieczenie każdego takiego miejsca wymaga miliardowych inwestycji i wywłaszczeń gruntów.

Koszty energii i utrzymania

Warto też spojrzeć na kwestie czysto ekonomiczne, o których często głośno mówią eksperci branżowi. Im szybciej pociąg ma się poruszać, tym gwałtownie rosną opory powietrza oraz zapotrzebowanie na prąd. Do jazdy z prędkością rzędu 350 km/h potrzeba nawet dwukrotnie więcej energii niż przy 250 km/h. Koszty zasilania całej sieci drastycznie by wzrosły, co bezpośrednio przełożyłoby się na absurdalnie wysokie ceny biletów dla zwykłych pasażerów.

Równie kosztowne jest samo utrzymanie torów w odpowiednim stanie. Pociąg sunący z prędkością 300 km/h generuje gigantyczne obciążenia dynamiczne, które niszczą szyny i podkłady w tempie ekspresowym. Regularne naprawy wymagałyby ciągłego zamykania tras, paraliżując ruch dalekobieżny. Dlatego w Polsce pociągi powyżej 200 km/h kursują w zasadzie tylko na wyselekcjonowanych odcinkach, takich jak Centralna Magistrala Kolejowa.

Gdzie w takim razie miejsce na Kolej Dużych Prędkości?

To wszystko wcale nie oznacza, że stoimy w miejscu, bo krajowe plany infrastrukturalne zakładają budowę zupełnie nowych, dedykowanych tras od zera. Tak zwane szprychy prowadzące do Centralnego Portu Komunikacyjnego są projektowane z myślą o prędkościach rzędu 320-350 km/h. Nowe tory powstają w całkowitym oddzieleniu od starej sieci, bez uciążliwych przejazdów drogowych i z zachowaniem odpowiednich łuków.

Budowa zupełnie nowej, ultraszybkiej sieci to jednak proces rozpisany na długie lata i pochłaniający gigantyczne fundusze publiczne. Zwykłe trasy łączące mniejsze miasta muszą pozostać przy niższych prędkościach, które są w pełni wystarczające i bezpieczne dla lokalnego ruchu. Pociągi nie pojadą 300 km/h wszędzie, bo nasza sieć musi być przede wszystkim niezawodna, dopasowana do gęstości zaludnienia i realnych możliwości portfela nas wszystkich.

Zostaw odpowiedź