Dlaczego Arabia Saudyjska buduje miasta przyszłości za miliardy

Gdy myślisz o Arabii Saudyjskiej, pewnie od razu widzisz bezkresne pustynie i ropę naftową, która przez dziesięciolecia napędzała tamtejszą gospodarkę. Kraj ten postanowił jednak drastycznie zmienić kurs i wydać gigantyczne sumy na budowę miast przyszłości, takich jak słynny megaprojekt Neom. Za tym ruchem nie stoi kaprys sypiących pieniędzmi szejków, ale czysta ekonomiczna konieczność.
Ropa się kiedyś skończy i co wtedy?
Przez całe dziesięciolecia saudyjski budżet trzymał się na jednym filarze – czarnym złocie. Choć państwo zarobiło na nim gigantyczne pieniądze, mądrzy analitycy wiedzą, że zasoby pod ziemią nie są z gumy, a świat powoli odchodzi od paliw kopalnych. Zależność od ropy wynosiła kiedyś nawet do 75 procent wpływów budżetowych, co w razie tąpnięcia cen na rynkach światowych mogłoby pogrążyć kraj. Dlatego Rijad musiał wymyślić siebie na nowo, zanim zmusi go do tego sytuacja międzynarodowa.
Tak narodziła się strategiczna wizja rozwoju kraju znana jako Vision 2030. Plan zakłada, że Arabia Saudyjska przestanie być krajem jednego produktu, a stanie się nowoczesnym centrum technologii, turystyki i finansów. Budowa miast od zera ma być skrótem do tej przyszłości – sposobem na przyciągnięcie zagranicznego kapitału, mózgów z całego świata i nowoczesnego biznesu.
Megaprojekty, czyli miliardy topione w piasku czy inwestycja życia?
Najgłośniejszym echem odbiera się budowę regionu Neom w północno-zachodniej części kraju, na który wydano już ponad 50 miliardów dolarów. W planach było między innymi 170-kilometrowe miasto liniowe The Line, które miało pomieścić miliony mieszkańców. Rzeczywistość szybko jednak zweryfikowała te śmiałe mrzonki, a budżetowe realia i prawa fizyki sprawiły, że plany nieco okrojono, a cele dotyczące liczby ludności na rok 2030 zmniejszono z pierwotnych ambitnych założeń do kilkuset tysięcy osób.
Krytycy pukają się w czoło, patrząc na te gigantyczne kwoty i trudności logistyczne. Szejkowie odpowiadają jednak, że bez odważnych, wręcz szalonych kroków ich kraj zostanie w tyle. Mówimy o państwie, które dysponuje potężnym funduszem narodowym (PIF), potrafiącym finansować inicjatywy zmieniające całe gałęzie gospodarki. Chodzi o to, by stworzyć ekosystemy wolne od tradycyjnych, przestarzałych systemów, w których sztuczna inteligencja i zielona energia zarządzają każdym aspektem życia.
Szukanie nowej gospodarki i zielona transformacja
Warto zauważyć, że te nowe ośrodki nie powstają po to, by po prostu ładnie wyglądać na Instagramie. Mają pełnić konkretne funkcje gospodarcze – od zaawansowanego przemysłu w strefie Oxagon po luksusowe kurorty turystyczne nad Morzem Czerwonym. Kraj chce pokazać światu, że potrafi budować społeczeństwa oparte na czystej energii, w pełni zasilane słońcem i wiatrem. To magnes na zachodnie korporacje, które szukają nowych rynków do rozwoju innowacji.
Dla zwykłego obserwatora te gigantyczne budowy mogą wydawać się oderwane od rzeczywistości. Pokazują one jednak, jak panicznie, a zarazem pragmatycznie kraje Bliskiego Wschodu przygotowują się na epokę powęglową. Inwestowanie miliardów w piasek to dla nich jedyna polisa ubezpieczeniowa, która ma zagwarantować, że ich dzieci i wnuki nie obudzą się w pustym kraju bez grosza przy duszy.










