Skąd wzięła się tradycja napiwków w USA

0
2
Skąd wzięła się tradycja napiwków w USA

Gdy płacisz za obiad w Stanach Zjednoczonych i widzisz na terminalu prośbę o doliczenie dwudziestu procent, możesz poczuć lekkie zaskoczenie. W Polsce dodatkowy grosz dla kelnera to miły gest, ale w Ameryce to niepisany obowiązek, bez którego obsługa patrzy na klienta jak na kogoś dziwnego. Skąd wziął się ten system i dlaczego tak bardzo różni się od europejskiego? Odpowiedź wcale nie jest taka miła, jak mogłoby się wydawać.

Europejskie korzenie i amerykański snobizm

Historia napiwków nie zaczęła się w Stanach, tylko w dawnej Europie. Już w średniowieczu zamożni panowie rzucali drobne monety służącym za dobrze wykonaną pracę. Kiedy w dziewiętnastym wieku bogaci Amerykanie jeździli na wycieczki do Starego Świata, podpatrzieli ten zwyczaj. Bardzo im się spodobał, bo chcieli poczuć się jak europejska arystokracja.

Kiedy wrócili do domu, zaczęli zostawiać dodatkowe pieniądze w rodzimych hotelach i restauracjach. Początkowo spotkało się to z ogromnym oporem. Zwykli Amerykanie uważali, że w kraju opartym na równości takie praktyki są poniżające i przypominają zwykłą łapówkę albo przymilanie się do pańskich panów. Przez pewien czas wydawało się, że zwyczaj ten po prostu przepadnie.

Wojna domowa i sprytny plan pracodawców

Wszystko zmieniło się po wojnie domowej w drugiej połowie dziewiętnastego wieku. Kiedy zniesiono niewolnictwo, na rynku pracy pojawiły się tysiące uwolnionych Afroamerykanów. Hotelarze i właściciele restauracji chętnie ich zatrudniali, ale nie zamierzali płacić im normalnych pensji. Wtedy przypomniano sobie o napiwkach.

Świetnym tego przykładem była znana firma Pullman, która produkowała luksusowe wagony kolejowe. Zatrudniała ona czarnoskórych tragarzy, którym płaciła symboliczne grosze albo wręcz odmawiała stałej pensji, tłumacząc, że mają żyć z tego, co dadzą im pasażerowie. Biznesmeni szybko zauważyli, że dzięki temu mogą drastycznie obniżyć koszty prowadzenia działalności. Klient zaczął sam opłacać pracownika zamiast właściciela lokalu.

Jak napiwki stały się legalnym sposobem na niskie płace

Z czasem ten mechanizm został zabetonowany w amerykańskim prawie. Wprowadzono tak zwaną stawkę dla pracowników otrzymujących napiwki, czyli tip credit. Federalne przepisy w USA pozwalają płacić takim osobom znacznie mniej niż zwykła płaca minimalna, zakładając, że brakującą kwotę uzupełnią klienci w postaci napiwków.

Federalna stawka dla pracowników z napiwkami utknęła na poziomie zaledwie 2,13 dolara za godzinę i nie zmienia się od lat. Nic dziwnego, że restauratorzy i silne grupy nacisku tak bardzo bronią tego systemu. Dla nich to czysty zysk, a dla kelnerów czy dostawców ciągła walka o to, żeby klient zostawił wystarczająco dużo gotówki lub kliknął właściwy przycisk na tablecie.

Współczesna rzeczywistość za oceanem

Dziś kultura napiwków w Stanach Zjednoczonych wyszła daleko poza tradycyjne restauracje. Ekraniki z propozycjami napiwku zaczęły wyskakiwać w miejscach, gdzie kiedyha nikt by ich nie oczekiwał, jak piekarnie, kawiarnie samoobsługowe czy punkty z fast foodem. Wiele osób czuje z tego powodu sporą presję i zmęczenie.

Choć co jakiś czas pojawiają się głosy, że czas z tym skończyć i podnieść ceny w menu, żeby płacić ludziom uczciwe stawki odgórnie, system trzyma się mocno. Korzenie sięgające czasów podziałów społecznych sprawiły, że napiwki w Ameryce przestały być nagrodą za miłą obsługę, a stały się po prostu podstawą przeżycia dla milionów pracowników.

Zostaw odpowiedź