Polka leczyła Holendrów przez 34 lata. Zdradza, dlaczego tamtejsi lekarze mają dość

0
1
Polka leczyła Holendrów przez 34 lata. Zdradza, dlaczego tamtejsi lekarze mają dość

Historia dr Elżbiety van der Steen-Banasik to gotowy scenariusz na film, w którym medycyna przeplata się z wielką historią i jeszcze większą miłością. Polska lekarka, która przez ponad trzy dekady budowała swoją karierę w Holandii, rzuca nowe światło na tamtejszy system ochrony zdrowia. Okazuje się, że choć dla wielu Polaków holenderskie standardy to marzenie, tamtejsi medycy wcale nie czują się jak w raju.

Z Warszawy do Lejdy, czyli medycyna razy dwa

Wszystko zaczęło się od uczucia, które zaprowadziło młodą lekarkę do Holandii tuż przed ogłoszeniem w Polsce stanu wojennego. Los sprawił, że Elżbieta van der Steen-Banasik nie mogła wrócić do kraju, co zmusiło ją do podjęcia walki o uznanie swoich kwalifikacji. W tamtych czasach polski dyplom nie otwierał wszystkich drzwi automatycznie, więc musiała skończyć studia medyczne po raz drugi, tym razem na prestiżowym Uniwersytecie w Lejdzie.

To doświadczenie pozwoliło jej na unikalne porównanie dwóch światów akademickich. Holenderskie nauczanie od zawsze stawiało na praktykę i samodzielne myślenie, podczas gdy polska szkoła lat 80. opierała się na ogromnej wiedzy teoretycznej i hierarchii. Ta różnica w podejściu stała się fundamentem jej późniejszej pracy jako onkologa radioterapeuty w Arnhem.

Koniec z kultem profesora

Jedną z najbardziej uderzających różnic, o których wspomina lekarka, jest kultura pracy w szpitalach. W Polsce przez lata przyzwyczailiśmy się do sztywnej hierarchii, gdzie profesor jest postacią niemal mityczną, a dystans między personelem a kadrą zarządzającą jest ogromny. W Holandii ten model praktycznie nie istnieje.

W holenderskim szpitalu ordynator pije kawę z pielęgniarką i nikt nie widzi w tym nic dziwnego. Komunikacja jest bezpośrednia, a każdy członek zespołu ma prawo wyrazić swoje zdanie. Dr van der Steen-Banasik podkreśla, że taki brak bariery sprzyja lepszemu przepływowi informacji i bezpieczeństwu pacjenta, choć dla kogoś wychowanego w polskim systemie może to być początkowo szok kulturowy.

Huisarts, czyli strażnik systemu

System opieki zdrowotnej w Holandii opiera się na lekarzu domowym, znanym jako huisarts. To on jest absolutnym strażnikiem systemu i bez jego skierowania pacjent praktycznie nie ma szans na wizytę u specjalisty. To rozwiązanie, które z jednej strony odciąża szpitale, z drugiej – bywa powodem frustracji pacjentów przyzwyczajonych do szybkich konsultacji specjalistycznych.

Warto wiedzieć, że holenderski system jest oparty na obowiązkowych ubezpieczeniach prywatnych, ale z silną regulacją państwową. Każdy dorosły obywatel musi płacić miesięczną składkę (zazwyczaj około 140-160 euro) oraz liczyć się z tzw. eigen risico, czyli kwotą udziału własnego (obecnie 385 euro rocznie), którą trzeba pokryć z własnej kieszeni przed uruchomieniem pełnego finansowania przez ubezpieczyciela.

Na co narzekają holenderscy lekarze?

Mogłoby się wydawać, że przy zarobkach rzędu kilkunastu tysięcy euro miesięcznie dla specjalisty, holenderscy lekarze nie mają powodów do narzekań. Rzeczywistość jest jednak inna. Dr van der Steen-Banasik zauważa, że tamtejsze środowisko medyczne boryka się z narastającą biurokracją i presją czasu. Jednak największym wyzwaniem stają się sami pacjenci.

“Pacjenci z urojeniem” to coraz częstsze zjawisko w holenderskich gabinetach. Dzięki powszechnemu dostępowi do internetu, chorzy przychodzą na wizytę z gotową diagnozą i listą badań, których żądają od lekarza. Jeśli medyk odmawia, powołując się na wiedzę medyczną, dochodzi do konfliktów. Holendrzy są narodem bardzo asertywnym, co w relacji lekarz-pacjent często zamienia się w roszczeniowość.

Onkologia bez tabu

Pracując przez lata na oddziale onkologicznym, lekarka zaobserwowała też specyficzne podejście Holendrów do spraw ostatecznych. W Holandii o raku mówi się wprost, bez owijania w bawełnę. Pacjent jest w pełni informowany o rokowaniach, nawet tych najgorszych. Nie ma tam miejsca na “ukrywanie prawdy” przed chorym przez rodzinę, co w Polsce wciąż się zdarza.

Holenderska medycyna kładzie też ogromny nacisk na jakość życia, a nie tylko na jego przedłużanie za wszelką cenę. Eutanazja i opieka paliatywna są tam tematami oswojonymi, co dla lekarza onkologa oznacza konieczność prowadzenia niezwykle trudnych rozmów, na które system daje czas i odpowiednie procedury.

Czy polski system może się czegoś nauczyć?

Mimo narzekań na biurokrację i trudnych pacjentów, dr van der Steen-Banasik ocenia holenderski system jako stabilny i przewidywalny. To, czego moglibyśmy zazdrościć, to przede wszystkim organizacja pracy i szacunek do czasu wolnego lekarza. W Holandii lekarz po dyżurze idzie do domu, a jego telefon milczy – praca nie jest całym życiem.

Z drugiej strony, polska medycyna nadrabia braki sprzętowe ogromną empatią i elastycznością lekarzy, których w sztywnych, holenderskich procedurach czasem brakuje. Doświadczenie dr Elżbiety pokazuje, że idealny system nie istnieje, ale wzajemny szacunek i partnerstwo w relacji lekarz-pacjent to kierunek, w którym powinna iść każda służba zdrowia, niezależnie od szerokości geograficznej.

Zostaw odpowiedź