Szwecja wraca do budowy schronów. Zimna wojna znów wpływa na codzienne życie

0
1
Szwecja wraca do budowy schronów. Zimna wojna znów wpływa na codzienne życie

Szwecja przez dziesięciolecia kojarzyła nam się z państwem absolutnego spokoju, drogimi meblami z płaskimi paczkami i spokojnym życiem nad czystymi jeziorami. Kiedy jednak po 2022 roku cała Europa spojrzała na mapy zupełnie inaczej, Sztokholm otrząsnął się z postzimnowojennej drzemki najszybciej na kontynencie. Szwedzki rząd głośno mówi dziś o nowej rzeczywistości, w której co prawda nie wybuchła jeszcze otwarta wojna, ale dawny, błogi pokój po prostu przestał istnieć.

Spadek po zimnej wojnie, który znowu nabiera wartości

Mało kto wie, że Szwecja dysponuje gigantyczną siecią około 64 tysięcy schronów cywilnych, mogących pomieścić blisko siedem milionów ludzi, czyli ponad dwie trzecie całej populacji kraju. Te betonowe schronienia budowano masowo w czasach, gdy świat drżał przed konfliktem nuklearnym między USA a Związkiem Radzieckim. Przez lata wiele z tych miejsc zamieniono na zwykłe magazyny, rowerownie czy parkingi podziemne, bo nikomu nie chciało się w nie inwestować. Teraz jednak te podziemne przestrzenie zyskują zupełnie nowe życie, a państwo bierze je pod lupę w ramach wielkiego, ogólnokrajowego programu odnowy.

Szwedzka Agencja ds. Ochrony Cywilnej i Gotowości (MSB) ruszyła z masowymi kontrolami, które mają sprawdzić stan techniczny tysięcy obiektów. Właściciele budynków, na których ciąży prawny obowiązek utrzymania schronów w gotowości, dostają jasne wytyczne i zaledwie kilkadziesiąt dni na usunięcie usterek. Chodzi o to, by w razie nagłego kryzysu każdy taki obiekt dało się w pełni przygotować do przyjęcia ludzi w ciągu maksymalnie 48 godzin. Państwo stawia sprawę jasno: bezpieczeństwo nie jest już opcją, tylko bezwzględnym wymogiem codzienności.

Wielkie remonty i codzienne nawyki Szwedów

Modernizacja dotyczy nie tylko drobnych poprawek w piwnicach bloków, ale też gigantycznych, wielopoziomowych obiektów ukrytych głęboko pod szwedzkimi skałami. Przykładem jest chociażby sztokholmski parking Igeldamms, który w razie zagrożenia może w mgnieniu oka zmienić się w bezpieczne schronienie dla 1200 osób. Takie miejsca przechodzą gruntowne remonty, obejmujące wymianę wysłużonych systemów filtrakcji powietrza, nowoczesne generatory prądu oraz instalacje wodne, które muszą chronić przed pyłem radioaktywnym oraz skażeniem chemicznym i biologicznym.

Co ciekawe, ta panująca w kraju mobilizacja wcale nie zamyka się wyłącznie w grubych murach bunkrów. Szwedzkie władze odświeżyły i rozesłały do wszystkich gospodarstw domowych słynną broszurę informacyjną, w której czarno na białym wyjaśniają obywatelom, co robić w kryzysowej sytuacji. Każdy dorosły mieszkaniec kraju ma być gotowy na to, by w razie odcięcia dostaw prądu, wody czy internetu poradzić sobie samodzielnie przez co najmniej tydzień. W sklepach i domach nikogo już nie dziwią zapasy wody butelkowanej, trwałe jedzenie czy małe kuchenki turystyczne.

Nowa normalność nad Bałtykiem

Patrząc na to, jak Szwedzi bez paniki, ale niezwykle systematycznie wracają do korzeni obrony totalnej, łatwo zauważyć zmianę w mentalności całego społeczeństwa. Kraj, który formalnie porzucił wieloletnią politykę militarnego niezaangażowania i wstąpił do NATO, uznaje odporność cywilną za zwykłą część infrastruktury życiowej. Nikogo już nie dziwią regularne kontrole inspektorów w piwnicach ani głośne rozmowy o tym, gdzie znajduje się najbliższy oznaczony pomarańczowo-niebieskim znakiem schron.

Dla nas to ciekawa lekcja o tym, że poczucie bezpieczeństwa buduje się latami, a codzienne nawyki można szybko dostosować do kaprysów geopolityki. Szwedzi pokazują, że strach paraliżuje tylko wtedy, gdy się przed nim chowa głowę w piasek. Zamiast tego wolą po prostu nasmarować zawory w pancernych drzwiach, sprawdzić zapasy w plecaku ucieczkowym i żyć dalej, mając z tyłu głowy świadomość, że ich państwo poważnie traktuje każdą ewentualność.

Zostaw odpowiedź