Dlaczego Sztokholm buduje część miasta pod ziemią

Gdy szwedzka stolica rośnie w oczach, a liczba jej mieszkańców zbliża się do dwóch milionów, władze miast muszą kombinować, gdzie pomieścić nowe drogi, pociągi oraz kable. Zamiast jednak wycinać kolejne lasy i stawiać gigantyczne estakady, Sztokholm wybiera kierunek pionowy – tyle że w dół. Pod powierzchnią ziemi trwa drążenie infrastruktury, która robi wrażenie na inżynierach z całego świata.
Skalny labirynt pod szwedzką stolicą
Geologia Sztokholmu okazuje się wręcz idealna do tego typu eksperymentów. Miasto leży na potężnych, twardych formacjach gnejsu i granitu, które po wysadzeniu dynamitem są stabilne jak mało co. Szwedzi nauczyli się to wykorzystywać dziesiątki lat temu, budując słynne metro, które dziś uchodzi za najdłuższą galerię sztuki na świecie.
Teraz ten podziemny trend wchodzi na zupełnie inny poziom. Pod miastem powstają nie tylko kolejne stacje kolei, ale całe systemy drogowe i przesyłowe. Inżynierowie schodzą pod ziemię nawet na głębokość stu metrów, co pozwala im mknąć drążonymi w skale korytarzami pod jeziorami i gęsto zabudowanymi dzielnicami.
Dlaczego Sztokholm ucieka pod ziemię?
Głównym powodem schodzenia pod powierzchnię jest ochrona unikalnej przyrody. Region słynie z czystego powietrza, jezior i archipelagów, a lokalne prawo bardzo rygorystycznie podchodzi do niszczenia terenów zielonych. Budowa obwodnicy Förbifart Stockholm w dużej mierze w tunelach pozwala omijać rezerwaty przyrody oraz zabytkowe obszary.
Kolejny argument to czysta ekonomia i oszczędność przestrzeni. Wykup gruntów na powierzchni w rozrastającej się europejskiej stolicy kosztuje fortunę. Wysiedlanie ludzi, stawianie ekranów akustycznych i budowanie tradycyjnych dróg okazuje się droższe niż precyzyjne wiercenie w twardej skale, gdzie nie trzeba martwić się o drogi dojazdowe dla każdego odcinka.
Megaprojekty, które zmieniają miasto
Jednym z najgłośniejszych przedsięwzięć jest wspomniana obwodnica Förbifart Stockholm, w ramach której aż 18 z 21 kilometrów trasy zaplanowano w podziemnych tunelach. Przez lata inwestycja ta pochłonęła gigantyczne fundusze i wywołała sporo dyskusji, ale ma całkowicie odciążyć zatłoczone centrum.
Równolegle realizowano inne zadania, takie jak tunel energetyczny City Link czy ukończona wcześniej linia kolejowa Citybanan. Ta druga wyprowadziła ruch pociągów podmiejskich pod dno jeziora Mälaren, uwalniając zablokowane na powierzchni wąskie gardła komunikacyjne. Pod ziemią ukryto również oczyszczone kawerny po dawnych terminalach paliwowych w rejonie Loudden, szykując je pod nową tkankę miejską.
Jakie wyzwania niesie podziemne budownictwo?
Praca kilkadziesiąt metrów pod poziomem ulicy nie należy do najprostszych. Choć skała bywa wdzięcznym materiałem, wody gruntowe oraz strefy uskoków potrafią napsuć krwi. Inżynierowie muszą wtłaczać specjalne uszczelniacze pod ogromnym ciśnieniem, aby zatrzymać przecieki wodne.
Do tego dochodzi kwestia logistyki i wywozu milionów ton urobku. Same prace tunelowe w gęsto zamieszkałym centrum wymagają precyzyjnego planowania, by nie budzić mieszkańców hałasem i nie powodować nadmiernych drgań budynków. Mimo to bilans zysków i strat przemawia na korzyść podziemi.
Miasto przyszłości rośnie w dół
Sztokholm pokazuje, że gęsto zaludnione aglomeracje nie muszą dusić się w spalinach i betonowych estakadach. Wykorzystanie naturalnego ukształtowania terenu i schowanie uciążliwej infrastruktury pod ziemię poprawia jakość życia na powierzchni. Zamiast walczyć z naturą, szwedzcy planistyczni architekci postanowili wepchnąć to, co najgłośniejsze, wprost w ramiona macierzystej skały.










