Butelka zwrotna wraca do sklepów. Na każdej kaucji ktoś musi zarobić

0
1
Butelka zwrotna wraca do sklepów. Na każdej kaucji ktoś musi zarobić

Gdy w sklepach pojawia się nowa opłata, zwykle wiemy, kto za nią płaci. Sprawa komplikuje się jednak w momencie, gdy do gry wchodzi butelka zwrotna i szeroko komentowany system kaucyjny. Mechanizm ten ruszył na dobre, a w kieszeniach Polaków krążą już miliardy sztuk opakowań ze specjalnym oznaczeniem. Wiele osób zadaje sobie proste pytanie: skoro kaucja wraca do konsumenta, to gdzie ukrywa się biznes i kto na tym realnie zarabia?

Ile wynosi kaucja i jak to działa w praktyce?

Zasady gry wydają się przejrzyste dla każdego, kto robi codzienne zakupy. Kupując napój w puszce lub plastiku, dopłacamy 50 groszy, natomiast szklana butelka wielokrotnego użytku oznacza wydatek rzędu złotówki. Pieniądze te odzyskujemy w całości, jeśli tylko pofatygujemy się z oddaniem opakowania. Co ciekawe, polskie przepisy nie wymagają pokazywania paragonu przy zwrocie, co znacznie ułatwia całą procedurę. Teoretycznie wychodzimy więc na zero, a środowisko zyskuje czystsze otoczenie.

W praktyce logistyka zwrotna to jednak potężne przedsięwzięcie logistyczne i finansowe. Transport milionów lekkich, a zarazem objętościowych opakowań kosztuje krocie. Trzeba je odebrać ze sklepów, przewieźć do centrów zliczania i przygotować do ponownego przetworzenia. Ktoś musi sfinansować automaty, taśmociągi, pracę ludzi oraz paliwo do ciężarówek. I właśnie w tym miejscu zaczynają się schody, bo koszty operacyjne systemu muszą zostać pokryte z konkretnych źródeł.

Kto zarabia na nieodebranych kaucjach?

Największe emocje budzą pieniądze, które nigdy nie wracają do portfeli konsumentów. Z danych Ministerstwa Klimatu i Środowiska oraz analiz branżowych wynika, że spora część opakowań gubi się gdzieś w domowych koszach, trafia do zwykłych śmietników albo zalega w piwnicach. Statystyki pokazują, że nawet kilkadziesiąt procent kupujących rezygnuje ze zwrotu mniejszych partii butelek. Co dzieje się z gotówką, której nikt nie odebrał?

Zgodnie z polskim prawem, środki z nieodebranych kaucji pozostają w dyspozycji prywatnych operatorów systemu. Oficjalnie kwoty te mają w całości trafiać na utrzymanie i rozwój infrastruktury recyklingowej. Krytycy rozwiązania zwracają jednak uwagę, że za operatorami stoją wielkie koncerny spożywcze oraz sieci handlowe, które współtworzą te podmioty. Dla wielu obserwatorów rynku jest jasne, że dobrze zaprojektowany mechanizm non-profit w praktyce generuje potężne przepływy finansowe, którymi trzeba mądrze zarządzać.

Zbieracze i rekordziści, czyli domowy biznes na butelkach

Interesujący zwrot akcji widać też na poziomie ulicy, gdzie system kaucyjny stał się źródłem realnego zarobku dla osób dorabiających do domowego budżetu. Wiosenne podsumowania największych sieci handlowych pokazały, że najbardziej wytrwali zbieracze potrafią wyciągnąć z automatów pokaźne kwoty. Vouchery na kilkaset złotych za jednorazowy zwrot nagromadzonych opakowań nikogo już dziś nie dziwią. Nie brakuje też osób, które regularnie przeczesują okolice miejsc imprez masowych czy parków.

Tutaj wkracza jednak fiskus, co szybko ostudziło zapał co poniektórych przedsiębiorczych zbieraczy. Resort finansów przypomniał, że zwrot własnej kaucji jest całkowicie neutralny podatkowo, bo odzyskujemy po prostu własne pieniądze. Zupełnie inaczej wygląda sytuacja, gdy zbieramy cudze puszki i butelki z przestrzeni publicznej. W świetle obowiązujących przepisów taki dochód może podlegać opodatkowaniu podatkiem dochodowym, co wprowadza dodatkowy element ostrożności.

Kto jeszcze czerpie zyski z ekologii?

W całym łańcuchu dostaw swoje trzymają również producenci nowoczesnych technologii. Automaty kaucyjne, zwane popularnie recyklomatami, kosztują dziesiątki tysięcy złotych za sztukę. Ich produkcja, serwisowanie oraz oprogramowanie to żyła złota dla firm dostarczających cyfrowe rozwiązania dla handlu. Do tego dochodzą koszty zabezpieczeń, plomb i systemów informatycznych śledzących każdą sztukę plastiku.

Państwo również nie zostaje z niczym, ponieważ niezwrócone kaucje są objęte podatkiem VAT. Oznacza to, że każda butelka, która utknie w domowym koszu na śmieci zamiast w sklepowym automacie, zasila nie tylko system operatora, ale generuje też wpływ do budżetu państwa. System kaucyjny bez wątpienia zmienia nawyki Polaków, ale pokazuje też brutalną prawdę o biznesie: w nowoczesnej gospodarce obiegowej koszty ekologii rozkładają się na wszystkich, a na każdej kaucji ktoś musi zarobić.

Zostaw odpowiedź