Co dzieje się z autem po zakończeniu jego życia na drodze

Każdy samochód ma swój technologiczny kres. Gdy koszty napraw zaczynają przewyższać rynkową wartość pojazdu lub blacha poddaje się korozji, zapada decyzja o końcu drogi. Wtedy auto trafia do kategorii pojazdów wycofanych z eksploatacji, w branżowym żargonie nazywanych po prostu ELV. Zamiast strasć miejsce na podwórku, staje się skomplikowaną masą surowców. Zgodnie z analizami branżowymi, przeciętny samochód składa się w około 77 procentach z metali, 16 procentach z tworzyw sztucznych oraz 7 procentach z innych materiałów. To potężna baza surowcowa, która nie może po prostu zniknąć.
Pierwszym przystankiem po zakończeniu jazdy powinna być legalna Stacja Demontażu Pojazdów. To kluczowy moment, ponieważ auto w świetle prawa staje się niebezpiecznym odpadem. Zanim ruszą jakiekolwiek prace rozbiórkowe, pracownicy muszą przeprowadzić proces tzw. depolucji. Oznacza to dokładne odsączenie wszystkich płynów eksploatacyjnych. Olej silnikowy, płyn hamulcowy, chłodniczy, a także paliwo i czynnik z klimatyzacji muszą zostać bezpiecznie odessane. Z auta wyciąga się również akumulatory zawierające ołów i kwas. Te substancje wniknięte do gleby mogłyby wyrządzić ogromne szkody.
Demontaż i drugie życie części
Gdy auto jest już bezpieczne dla otoczenia, zaczyna się ręczny demontaż elementów nadających się do ponownego użycia. Pracownicy stacji odkręcają sprawne alternatory, rozruszniki, reflektory czy elementy wnętrza. Część z nich trafia bezpośrednio do ponownej sprzedaży jako używane zamienniki, które pomagają utrzymać przy życiu inne auta na drogach. Warto pamiętać, że rynek części z demontażu ma się świetnie, bo pozwala zaoszczędzić sporo pieniędzy na naprawach. Nie wszystko jednak nadaje się do dalszego użytku. Przepisy ściśle regulują, które podzespoły ze względów bezpieczeństwa muszą zostać zniszczone.
To, co zostaje z samochodu po wstępnym ogołoceniu, to głównie stalowa skorupa. Trafia ona na specjalne placówki, gdzie karoseria jest miażdżona i prasowana w zgrabne prostopadłościany. Tak przygotowane wraki podróżują do wielkich strzępiarek. Maszyny te potrafią rozbić cały samochód na drobne kawałki w zaledwie kilkadziesiąt sekund. Następnie za pomocą potężnych elektromagnesów oraz separatorów prądów wirowych odzielane są metale żelazne od aluminium, miedzi czy tworzyw sztucznych. Stal wraca do hut, gdzie topi się ją na nowe wyroby, zmniejszając zapotrzebowanie na wydobycie rudy żelaza.
Szara strefa i problemy z recyklingiem
Mimo jasnych przepisów, sporym problemem w Polsce przez lata była szara strefa. Statystyki pokazują, że tysiące aut zamiast do legalnych stacji trafiało do podwórkowych szop, gdzie były rozbierane na czynniki pierwsze bez żadnej kontroli środowiskowej. Pozostałości po takim demontażu lądowały nierzadko w lasach lub na nielegalnych wysypiskach. Państwo traciło przez to miliony złotych z tytułu niezapłaconych podatków i opłat środowiskowych. Dziś kontrole są jednak bardziej rygorystyczne, a baza BDO skutecznie ukróca nielegalny proceder rozbierania aut na lewo.
Oddanie auta do legalnej stacji to dla właściciela nie tylko kwestia ekologii, ale też czysty święty spokój. Otrzymane zaświadczenie o demontażu jest jedynym dokumentem, który pozwala na bezproblemowe wyrejestrowanie pojazdu w wydziale komunikacji. Bez niego dowód rejestracyjny wisi w systemie, a ubezpieczyciel w nieskończoność nalicza kary za brak obowiązkowego OC. Co ciekawe, za wraki w lepszym stanie stacje demontażu potrafią jeszcze wypłacić symboliczną gotówkę, zazwyczaj w przedziale od kilkuset do ponad dwóch tysięcy złotych, zależnie od wagi i kompletności auta.
Nowe trendy w ekologii motoryzacyjnej
Unijne przepisy i krajowe regulacje idą w kierunku coraz większego odzysku materiałów. Współczesny recykling to nie tylko odzyskiwanie stali, ale również walka o tworzywa sztuczne. Przetworzenie zaledwie kilku samochodów pozwala na odzyskanie niemal tony czystego plastiku, który po oczyszczeniu i granulacji może posłużyć do produkcji nowych elementów wyposażenia wnętrz, a nawet zderzaków. To realny krok w stronę gospodarki o obiegu zamkniętym, w której odpad staje się pełnoprawnym surowcem.
Kiedy więc auto kończy swój żywot na drodze, jego historia wcale się nie kończy. Zmienia jedynie formę skupienia. Zmotoryzowany pożegna się z wysłużonym towarzyszem podróży, ale metal, szkło i plastiki dostaną drugą szansę. Dzięki temu przemysł motoryzacyjny stopniowo zmniejsza swój ślad węglowy, a cenne surowce nie zalegają na hałdach, lecz krążą w gospodarce przez kolejne dziesięciolecia.










