Coraz więcej osób sprawdza cenę zanim wejdzie do sklepu

Smartfon w dłoni przed wejściem do marketu budowlanego albo salonu z elektroniką przestał być widokiem osobliwym. To nowa norma, która na stałe weszła do naszych codziennych nawyków. Zamiast brać produkt z półki i dopiero przy kasie zderzyć się z kwotą, która przyprawia o zawrót głowy, wolimy wykonać szybki ruch kciukiem. Badania rynkowe pokazują wyraźnie: blisko 76 procent użytkowników aplikacji zakupowych wykorzystuje je przede wszystkim do sprawdzania i porównywania cen na żywo.
Tradycyjne zakupy stacjonarne przestały być spontaniczne. Jeszcze kilka lat temu wejście do galerii handlowej czy osiedlowego sklepu wiązało się z prostym schematem – oglądasz, dotykasz, wrzucasz do koszyka. Dziś alejki marketów przypominają pole bitwy algorytmów z portfelami konsumentów. Jak wynika z danych rynkowych, około 50 procent kupujących w Polsce wybiera model hybrydowy. Oznacza to, że sklep fizyczny służy im często jako darmowy showroom, w którym można obejrzeć towar, przymierzyć buty albo sprawdzić gabaryty pralki, ale ostateczna transakcja wcale nie musi tam dojść do skutku.
Sklepy doskonale wiedzą, że klient z telefonem w ręku to trudny przeciwnik. Dlatego na polskim rynku e-commerce, który – jak wskazują dane z raportów branżowych – osiągnął już fazę dojrzałości, walka o klienta toczy się na poziomie ułamków sekund i dynamicznych cenników. Ponad 42 procent z nas robi zakupy w sieci pięć lub więcej razy w miesiącu. Taka częstotliwość sprawia, że doskonale wiemy, ile dany produkt realnie kosztuje w hurtowniach internetowych czy na platformach typu marketplace. Znamy mechanizmy i nie dajemy się łatwo nabrać na chwyty marketingowe.
Warto też spojrzeć na to, jak szukamy oszczędności. Choć cyfryzacja pędzi naprzód, a aplikacje mobilne grzeją się w kieszeniach, tradycja ma się dobrze. Najnowsze analizy UCE Research i Hybrid Europe dowodzą, że blisko 45 procent Polaków wciąż korzysta zarówno z papierowych gazetek promocyjnych, jak i ich elektronicznych odpowiedników. Nie rezygnujemy z żadnego źródła wiedzy, jeśli w grę wchodzi domowy budżet.
Czy taki skrajny pragmatyzm zabija radość z kupowania? Z pewnością zmienia jej charakter. Dawniej zakupy były formą relaksu po ciężkim tygodniu w pracy. Dziś dla wielu z nas stają się zadaniem logistycznym, w którym kalkulator w smartfonie jest najważniejszym doradcą. I trudno się temu dziwić, skoro każda złotówka w portfelu musi być oglądana dwa razy.










