Dlaczego Barcelona ogranicza liczbę turystów

0
1
Dlaczego Barcelona ogranicza liczbę turystów

Barcelona od lat zachwyca podróżnych ze wszystkich zakątków świata. Słońce, Gaudí, piaszczyste plaże i genialne jedzenie tworzą mieszankę, której trudno się oprzeć. Jednak za tym turystycznym sukcesem kryje się coraz większy problem, który sprawił, że miasto postanowiło powiedzieć dość. Władze stolica Katalonii wdrażają radykalne zmiany, bo lokalna społeczność ma po prostu dość życia w cieniu gigantycznej machiny turystycznej.

Gdy miasto zamienia się w park rozrywki

Skala zjawiska przerosła wszelkie wyobrażenia. Jeszcze na początku lat dziewięćdziesiątych Barcelonę odwiedzało rocznie około 1,7 miliona osób. W ostatnich latach statystyki wystrzeliły w kosmos, a region zaczął przyciągać nawet ponad 25 milionów gości rocznie, podczas gdy na stałe mieszka tu niespełna 1,7 miliona ludzi. To tak, jakby do Twojego osiedla co chwilę wjeżdżała cała armia obcych ludzi, zostawiając za sobą śmieci, hałas i korki.

Mieszkańcy czują się obco we własnym domu. Popularna aleja La Rambla czy słynny targ La Boqueria przestały być miejscami codziennych zakupów, a stały się zatłoczonymi korytarzami z fast foodami i pamiątkami. Cierpliwość ludzi pękła, co w ostatnich latach przerodziło się w głośne protesty, podczas których zdarzało się nawet obcierać turystów wodą z pistoletów czy wywieszać wymowne transparenty.

Kryzys mieszkaniowy i drożyzna bez umiaru

Największym bólem głowy dla mieszkańców jest jednak rynek nieruchomości. Setki mieszkań w centrum zostały przekształcone w apartamenty na wynajem krótkoterminowy, przez co zwykłego wynajmu zaczęło brakować, a ceny poszybowały w górę do absurdalnych poziomów. Kiedy turysta płaci za kilka dni tyle, co lokalna rodzina za miesięczny czynsz, właściciel nieruchomości wybiera zysk. W efekcie młodzi ludzie nie są w stanie utrzymać się w rodzinnym mieście i muszą wyprowadzać się na obrzeża.

Władze poszły więc po bandzie i ogłosiły plan, zgodnie z którym do listopada 2028 roku wygaszone zostaną wszystkie licencje na krótkoterminowy wynajem mieszkań dla turystów. Około 10 tysięcy lokali ma wrócić na zwykły rynek najmu, dając szansę normalnym mieszkańcom na znalezienie dachu nad głową.

Koniec z napływem bezrefleksyjnych tłumów

Nowa strategia miejska zakłada twarde hamowanie. Kluczowym celem jest zatrzymanie ruchu turystycznego na poziomie około 15,7-16 milionów rocznie i pilnowanie zasady, że nie ma miejsca na ani jednego turystę ponad ten limit. Miasto celuje w model jakościowy, a nie czysto ilościowy.

Oberwało się też pasażerom gigantycznych statków wycieczkowych, którzy wysiadają na ląd na kilka godzin, zostawiając po sobie głównie tłok, a bardzo małe pieniądze w lokalnych sklepach. Port w Barcelonie systematycznie ogranicza liczbę działających terminali i podkręca opłaty portowe. Równocześnie podniesiono podatki turystyczne, które dla osób spędzających noc w hotelu wynoszą obecnie od 10 do 15 euro.

Czy te zakłady przyniosą skutek?

Ograniczenia obejmują także mniejsze rejony. Park Güell czy inne ikoniczne punkty miejskie mają coraz sztywniejsze limity wejść, a grupy z przewodnikami w historycznym centrum zostały zmniejszone i nie mogą używać uciążliwych głośników. Barcelona pokazuje w ten sposób innym europejskim metropolii, że dobrostan własnych obywateli musi stać ponad pustymi zyskami z masowej turystyki. Czy miasto znów stanie się przyjazne do życia? Czas pokaże, ale kierunek został obrany bez powrotu.

Zostaw odpowiedź