Dlaczego coraz więcej urządzeń potrzebuje własnej aplikacji

0
1
Dlaczego coraz więcej urządzeń potrzebuje własnej aplikacji

Kupujesz nową szczoteczkę do zębów, ekspres do kawy, a nawet zwykłą żarówkę i nagle okazuje się, że do pełnej obsługi potrzebujesz zainstalować w telefonie osobną aplikację. Czasem można odnieść wrażenie, że producenci sprzętu urządzili swoisty wyścig o miejsce na ekranie naszego smartfona. Statystyki pokazują, że globalna liczba aktywnych urządzeń Internetu Rzeczy przekroczyła już 21 miliardów, a rynek inteligentnych domów rośnie w zawrotnym tempie. Skąd ten trend i dlaczego producenci tak bardzo chcą, aby każdy drobiazg zyskał własny program mobilny?

Wygoda i dane, czyli dlaczego sprzęt musi być inteligentny

Tradycyjne urządzenia przez dziesięciolecia działały według prostej zasady: wciskałeś przycisk i sprzęt po prostu robił swoje. Dziś fizyczny przycisk staje się jedynie skromnym dodatkiem do oprogramowania ukrytego w chmurze. Statystyki branżowe wskazują, że blisko trzy czwarte polskich gospodarstw domowych posiada już przynajmniej jedno inteligentne urządzenie, chociaż aktywnie z funkcji smart korzysta co czwarty użytkownik. Producenci wiedzą jednak, że kluczem do lojalności klienta nie jest jednorazowa sprzedaż żelazka czy odkurzacza, ale stała relacja.

Własna aplikacja pozwala producentom na zbieranie cennych informacji o tym, jak realnie korzystamy z ich produktów. Dzięki temu wiedzą, które funkcje są hitami, a które nikogo nie obchodzą, co ułatwia projektowanie kolejnych modeli. Z perspektywy klienta ma to ułatwić życie, bo przecież możliwość sprawdzenia w telefonie, czy wyłączyliśmy żelazko albo zmieniliśmy temperaturę ogrzewania przed powrotem z pracy, bywa bardzo kusząca. Zamiast szukać instrukcji obsługi w szufladzie, dostajemy powiadomienie na ekranie, że czas odkamienić pralkę lub wymienić filtr w oczyszczaczu powietrza.

Pułapka zbyt wielu aplikacji

Mimo ewidentnych zalet ten wszechobecny cyfrowy zwrot ma swoją ciemną stronę, którą boleśnie odczuwa większość z nas. Wchodzisz do domu i orientujesz się, że do sterowania oświetleniem masz jedną apkę, do robota sprzątającego drugą, a kamera w przedpokoju wymaga jeszcze innego logowania. Badania rynku pokazują, że rozdrobnienie systemów to jedna z największych barier powstrzymujących ludzi przed dalszym rozbudowywaniem domowej technologii. Ludzie po prostu nie chcą tracić czasu na logowanie się do pięciu różnych programów tylko po to, żeby zagotować wodę w czajniku.

Co więcej, nie każde urządzenie potrzebuje dedykowanego oprogramowania, co doskonale widać po krytycznych głosach konsumentów zmęczonych tzw. przekombinowanymi gadżetami. Czasem próba wtłoczenia technologii tam, gdzie wystarczyłby zwykły przełącznik, rodzi więcej frustracji niż pożytku. Nic dziwnego, że na rynku mocno zyskują uniwersalne standardy pozwalające spiąć różne marki w jeden spójny ekosystem, aby telefon znowu stał się wygodnym pilotem, a nie tablicą sterowniczą elektrowni.

Co nas czeka w przyszłości?

Tendencja do miniaturyzacji oprogramowania i przenoszenia go do telefonów z pewnością nie zwolni, bo rosnąca liczba inteligentnych urządzeń wymaga stałego nadzoru. Kluczem do przetrzenia tego chaosu stanie się lepsza integracja oraz sztuczna inteligencja, która ma za zadanie przewidywać nasze potrzeby bez ciągłego kliszoania w ekranie. Zamiast ręcznie klikać w dziesięciu różnych aplikacjach, dom przyszłości ma po prostu działać w tle i reagować na nasze codzienne nawyki.

Ostatecznie to my, jako użytkownicy, musimy wybierać sprzęt mądrze i stawiać na te rozwiązania, które faktycznie ułatwiają nam codzienność, a nie tylko generują kolejne powiadomienia. Jeśli nowa pralka albo ekspres zamiast realnej wygody przynoszą tylko problem z połączeniem Wi-Fi, znak że technologia poszła o krok za daleko. Warto zatem szukać złotego środka między cyfrową wygodą a świętym spokojem.

Zostaw odpowiedź