Dlaczego Costco nie działa w Polsce

0
2
Dlaczego Costco nie działa w Polsce

Gdy myślimy o wielkich amerykańskich markach, które na stałe wrosły w krajobraz naszego handlu, od razu do głowy przychodzą nam znane szyldy z fast foodami czy popularne sieci odzieżowe. Jednak gdy padają pytania o Costco, czyli giganta wielkoformatowych zakupów hurtowych z USA, na twarzach wielu osób pojawia się znany znak zapytania. Ta sieć posiada już blisko 900 potężnych magazynów na całym świecie, a w Europie zachodniej czy nawet w Skandynawii nikogo już nie dziwi. Polacy jednak wciąż mogą pomarzyć o robieniu tam zakupów na miejscu. Dlaczego tak się dzieje i co stoi na przeszkodzie, by kultowe amerykańskie hale wjechały nad Wisłę?

Klucz do zagadki tkwi w specyficznym modelu biznesowym, który na rodzimym rynku amerykańskim sprawdza się perfekcyjnie, ale w realiach Europy Środkowej natrafia na twarde bariery. Costco opiera swój zysk nie tyle na tradycyjnej marży ze sprzedaży samych towarów, ile na rocznych składkach członkowskich płaconych przez klientów. Taki system wymaga ogromnej liczby lojalnych konsumentów gotowych zapłacić za sam przywilej robienia zakupów. W Polsce rynek handlowy jest już niezwykle mocno nasycony, a tradycyjne dyskonty, takie jak Biedronka czy Lidl, uczyły nas zupełnie innych przyzwyczajeń zakupowych przez całe dziesięciolecia.

Jak działa model Costco i dlaczego różni się od polskiego handlu?

Amerykańskie hale magazynowe kojarzą się z gigantycznymi opakowaniami, paletami wystawionymi bezpośrednio na betonowej posadzce i kupowaniem produktów w ilościach, które starczają na długie tygodnie. Przeciętny polski konsument dysponuje jednak zupełnie inną przestrzenią mieszkalną niż właściciel domu na amerykańskim przedmieściu. Nasze spiżarnie, szafki kuchenne czy nawet lodówki rzadko są przystosowane do magazynowania dziesięciolitrowych baniaków z olejem czy wielopaków ręczników papierowych. Kupowanie „na zapas” w skali preferowanej przez tę sieć wymagałoby drastycznej zmiany nawyków logistycznych w polskich domach.

Kolejną potężną przeszkodą jest konkurencja, która w Polsce rozwinęła się w sposób unikalny na skalę europejską. Nasz kraj uchodzi za jeden z najbardziej konkurencyjnych rynków retailowych na Starym Kontynencie, gdzie wojny cenowe między dyskontami są codziennością. Klienci przyzwyczaili się do tego, że blisko domu mają mały sklep lub nowoczesny market, w którym świeże pieczywo czy warzywa kupują codziennie w małych porcjach. Model Costco zakłada z kolei wyprawy rzadziej, ale po towary w hurtowych ilościach, co u nas częściowo zagospodarowują już wielkopowierzchniowe makroetykiety lub tradycyjne rynki hurtowe.

Strategia ekspansji i brak pilnych planów wobec Polski

Warto też spojrzeć na to, jak globalnie rozwija się ten amerykański gigant, bo jego kroki na mapie Europy są bardzo zachowawcze i przemyślane. Przez lata sieć otworzyła zaledwie po kilka lub kilkanaście placówek w krajach takich jak Wielka Brytania, Hiszpania, Francja czy Islandia, a dopiero niedawno testuje rynki skandynawskie, stawiając pojedyncze sklepy w Szwecji. Polska nie znajduje się obecnie na liście priorytetowych kierunków natarcia, ponieważ zarząd firmy woli skupiać się na rynkach, gdzie logistyka i zwrot z kapitału są już dokładnie policzone i sprawdzone.

Budowa wielkiego centrum logistycznego oraz potężnych hal wymaga olbrzymich inwestycji w nieruchomości oraz zakupu gruntów na obrzeżach największych aglomeracji. Koszty wejścia na nowy rynek w Europie Wschodniej, przy jednoczesnej niepewności co do skali akceptacji płatnych kart członkowskich przez Polaków, sprawiają, że korporacja woli dmuchać na zimne. Dla zagranicznych zarządów polski handel kojarzy się zdominacją przez silnych, rodzimych i międzynarodowych graczy dyskontowych, którzy sprawnie kontrolują marże i logistykę.

Czy polscy konsumenci stracili szansę na kultowe zakupy?

Choć brak fizycznych sklepów tej marki w Polsce może smucić fanów amerykańskiego stylu handlu, rzeczywistość pokazuje, że lokalny rynek radzi sobie doskonale bez tego formatu. Polacy chętnie korzystają z e-commerce, krajowych platform handlowych oraz gęstej sieci nowoczesnych sklepów osiedlowych i dyskontowych. Płacenie za roczny abonament uprawniający do zakupów wciąż budzi u nas pewien opór psychiczny, bo wolimy swobodnie wybierać sklepy bez dodatkowych warunków wstępnych.

Póki co, amerykański gigant woli rozwijać swoją obecność tam, gdzie model klubowy zakorzenił się głębiej lub gdzie koszty operacyjne łatwo zoptymalizować dzięki bliskości istniejących centrów dystrybucyjnych. Jeśli kiedykolwiek zapadną decyzje o ekspansji w naszym regionie, z pewnością poprzedzą je wieloletnie analizy rynkowe. Na ten moment pozostaje nam obserwować zagraniczne sukcesy tej sieci z daleka, ciesząc się z bogatej i niezwykle konkurencyjnej oferty, jaką już teraz mamy w rodzimych sklepach.

Zostaw odpowiedź