Dlaczego Dubrownik ogranicza liczbę turystów

0
1
Dlaczego Dubrownik ogranicza liczbę turystów

Dubrownik kojarzy się z pięknym słońcem, potężnymi murami i marmurowymi uliczkami, które wyglądają jak wyjęte z filmu. Zresztą, dzięki serialowej “Grze o tron” miasto stało się jednym z najpopularniejszych punktów na mapie Europy. Taka popularność ma jednak swoją ciemną stronę, bo w szczycie sezonu na jednego stałego mieszkańca przypada tu aż około 27 turystów. Nic dziwnego, że lokalne władze postanowiły powiedzieć dość i biorą się za ratowanie klimatu tego miejsca.

Gdy miasto zamienia się w muzeum

Kiedy w jednym miejscu kumulują się tłumy, codzienne życie po prostu staje się koszmarem. Spacer po starówce w lipcu czy sierpniu przypomina przeprawę przez zatłoczony peron w godzinach szczytu. Mieszkańcy narzekają, że ich rodzinne miasto powoli traci duszę i zmienia się w wielki park rozrywki pod gołym niebem. Trudno normalnie funkcjonować, zrobić zakupy czy pójść do lekarza, gdy wszędzie wokół kręcą się setki tysięcy ludzi.

Ogromnym problemem okazał się też rynek nieruchomości, bo tradycyjne mieszkania masowo przerabiano na krótkoterminowe apartamenty dla podróżnych. Ceny wystrzeliły w kosmos, przez co młodzi ludzie czy lokalni pracownicy nie mają szans na normalne wynajęcie czy kupno czegokolwiek. Miasto zaczęło się wyludniać, a stałych rezydentów w historycznym centrum zostało garstka.

Statystyki, które otwierają oczy

Skala zjawiska przestała być zabawna, gdy analitycy turystyczni zaczęli publikować twarde dane. Według raportów dotyczących zrównoważonego rozwoju, Dubrownik regularnie ląduje w czołówce najbardziej obleganych turystycznie miejsc świata. W samym tylko 2025 roku Chorwacja odnotowała ponad 20 milionów przyjazdów, a perła Adriatyku zgarnęła z tego tortu potężną część.

Statystyki dotyczące ruchu wycieczkowego potrafiły wbić w fotel. Dawniej zdarzały się dni, kiedy do portu wpływało kilka gigantycznych statków naraz, wypluwając na ląd tysiące pasażerów w tym samym ułamku godziny. Taki nagły napływ całkowicie paraliżował ruch w ciasnych zaułkach i sprawiał, że powietrze w porcie gęstniało od spalin.

Jak miasto walczy o przetrwanie?

Program o nazwie „Respect the City” to odpowiedź władz na ten kryzys. Urzędnicy nie chcą całkowicie zamknąć bram, ale próbują mądrze zarządzać falą ludzi. Wprowadzono limity dla statków wycieczkowych, ograniczając ich liczbę i czas postoju w porcie, żeby pasażerowie rozkładali się w czasie.

Kolejnym krokiem są restrykcje dla autokarów i taksówek, które dotąd korkowały każdą wolną przestrzeń. Miasto stawia na nowoczesne aplikacje mobilne i systemy rezerwacji wejść. Od niedawna, aby wejść na słynne mury obronne, trzeba wcześniej zarezerwować konkretny termin. Dzięki temu w tym samym momencie na historycznych kamienich przebywa dokładnie tyle osób, ile konstrukcja jest w stanie bezpiecznie pomóc ugościć.

Mniej hałasu, więcej rozsądku

Wprowadzone przepisy dotknęły też samej logistyki podróżowania. Słynne stały się zakazy dotyczące ciągnięcia walizek na kółkach po kamiennym bruku, bo hałas w nocy doprowadzał mieszkańców do szału. Z ulic starówki zniknęły też hulajnogi i rowery, za których używanie w strefie pieszej grożą spore kary finansowe.

Wszystko to ma jeden cel – sprawić, żeby podróżni przestali traktować Dubrownik jak jednorazową scenerię do pamiątkowego zdjęcia. Ograniczenia i opłaty mają promować tzw. turystykę szacunku. Chodzi o to, żeby miasto przetrwało kolejne stulecia, a nie spłonęło w pożarze własnej popularności.

Zostaw odpowiedź